Coraz mniej tych, którzy pamiętają. Dziś mija 72 lata od chwili, kiedy granicę z Polską przekroczyła Armia Czerwona- bez oficjalnego wypowiedzenia wojny, w imię "walki wyzwoleńczej". Wg sondażu, organizowanego dwa lata temu, z okazji "okrągłej rocznicy" przez GFK Polonia, świadomość 17. września ma zaledwie co drugi Polak.
Pamięci historycznej nie służy mileczenie- dziś na próżno szukać w ogólnopolskich mediach materiałów przypominających, rocznicowych. Nie ma żadnych zaplanowanych obchodów, uroczystości. Dzień, który dla wielu był początkiem tragedii- jest, a jakby go nie było.
17. września 1939 roku Łomża już od ok. dziesięciu dni znajdowała się pod okupacją niemiecką. Armia Czerwona dotarła do naszego miasta pod koniec września, przejmując władzę po wycofujących się Niemcach. Miasto znalało się w granicach Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.
Sowieci od początku swojego "panowania" rozpoczęli deportacje mieszkańców w głąb ZSRR, rabunki i terror wśród mieszkańców. Tragicznie zapisały się w historii cztery masowe deportacje na Syberię i do Kazachstanu: 10 lutego, 13 kwietnia i 29 czerwca 1940 roku oraz 20 czerwca 1941 roku. W tym czasie do ZSRR wywiezionych zostało, jak podają źródła, ponad 6,5 tysiąca mieszkańców Łomży i okolic. Represje dotykały przede wszystkim inteligencję- urzędników, nauczycieli i duchowieństwo. Przejmująco pisze o tym w swoich "Wspomnieniach" mieszkający w Drozdowie Zbigniew Pieńkowski.
Sowieci swoje rządy utrzymali w Łomży do połowy 1941 roku, kiedy Niemcy, zgodnie z Planem Barbarossa, rozpoczęły atak na ZSRR.
Potem zaś przyszła Jałta, gdzie ZSRR oficjalnie zabrało Polsce Kresy Wschodnie. Zaplanowano "wolne" wybory, które w 1947 roku zalegalizowały władzę komunistyczną. Czasów jej zniesienia dożyliśmy. Wolną Polską cieszymy się zaledwie od nieco ponad dwudziestu lat. I coraz szybciej zapominamy o tym, co było...