Reklama

[RETRANSMISJA] Sędziowski skandal na Zjeździe [VIDEO i FOTO]

31/10/2015 20:22

Porażką 1:4 zakończyli dzisiejsze spotkanie z Olimpia Elbląg łomżyńscy piłkarze. Nie wynik jednak okazał się w tym meczu najważniejszy, choć przecież w rywalizacji sportowej chodzi o wynik. Po meczu mamy jednak spore wątpliwości co do tego, czy rywalizacja była naprawdę sportowa.

Olimpia przyjechała do Łomży pewna siebie i jej piłkarze okazywali to swoją postawą jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Od samego początku też ruszyli do ataku chcąc szybko objąć prowadzenie. Zapowiadało to ciekawy i pełen emocji mecz, ale niestety we wszystko wmieszał się sędzia Marcin Szczerbowicz, który postanowił chyba nie pozostawiać niczego przypadkowi tylko pomóc drużynie z Elbląga tak, by nie musiała martwić się o punkty.

Już w 11. minucie arbiter z Olsztyna dopatrzył się w polu karnym ŁKS-u faulu w sytuacji, gdy obrońca biało-czerwonych ewidentnie trafił w piłkę a nie w nogi zawodnika Olimpii i piłka została przez niego wybita poza linię autową. Futbolówkę na 11. metrze ustawił Anton Kołosow i pewnym strzałem pokonał Oliwera Wienczatka.

Reklama

Jakież było zaskoczenie kibiców i piłkarzy, gdy sześć minut później, po gwizdku, ręka sędziego po raz drugi wskazała na „wapno". Tym razem arbiter dopatrzył się zagrania ręką. Nawet piłkarze Olimpii byli zdziwieni!

Po 17 minutach było więc 2:0 po dwóch absurdalnych rzutach karnych i mecz był ustawiony. W zasadzie na tym moglibyśmy skończyć relację, bo „praca" sędziego w dzisiejszym spotkaniu potrafiłaby zniechęcić każdego, nie tylko piłkarzy i kibiców, którzy na żywo mieli okazję obejrzeć, jak się zabija piłkę nożną. Dla porządku jednak należy przynajmniej opisać kolejne, tym razem już zasłużenie strzelone gole.

Reklama

Na 3:0 w 39. minucie dla Olimpii podwyższył Piotr Pisiak, któremu przytrafił się niestety „swojak". Zdarza się najlepszym. Tyle tylko, że w tym momencie w zasadzie było już po wszystkim. „Pozamiatane", jak mówią niektórzy.

Piłkarze ŁKS-u nie poddają się jednak łatwo, a do dalszej walki przeciwko przeważającym siłom rywali dał sygnał kapitan zespołu Rafał Maćkowski, który w 41 minucie, po indywidualnej akcji, zmienił wynik na 1:3. Choć odrobienie dwóch goli w ciągu około 50 minut było trudne, to jednak realne, a z pewnością łatwiejsze niż odrobienie trzech. Do przerwy jednak nic się już nie wydarzyło.

Reklama

Na drugą połowę ŁKS wyszedł oczywiście z jedną myślą. Jak najszybciej strzelić bramkę kontaktową i walczyć o wyrównanie wyniku. Zamiast tego w 55. minucie biało-czerwoni o mało nie stracili czwartego gola. Na szczęście Paweł Piceluk po minięciu w sytuacji sam na sam Wienczatka nie potrafił umieścić piłki w siatce.

W odpowiedzi dziewięć minut później swoją szansę zmarnował Maciej Malinowski, który choć opanował piłkę w polu karnym gości i oddał strzał, to przeniósł futbolówkę minimalnie nad poprzeczką.

Reklama

Niestety, wkrótce okazało się, że stwarzane okazje trzeba koniecznie wykorzystywać, bo rywal, choć wspomagany przez sędziego, to jednak w piłkę grać potrafi. W 71. minucie udowodnił to Łukasz Pietroń, który po otrzymaniu piłki w polu karnym ŁKS-u strzelił na 4:1.

Do końca meczu pozostało jeszcze 20 minut i ełkaesiacy nie zamierzali się poddawać. Dziś jednak nie byli tak skuteczni, jak w ostatnich meczach. Dwie świetne okazje zmarnował Łukasz Zaniewski, który nie oddał niecelne strzały i mimo walki do końca ŁKS uległ drużynie z Elbląga 1:4.

Reklama

Choć Olimpia była dziś nieco lepszym zespołem, co trzeba przyznać i raczej nikt nie miałby pretensji o wynik 1:2, na który drużyna lidera zasłużyła w tym meczu, to trzeba też podkreślić, że sędzia całkowicie wypaczył nie tylko wynik meczu, ale także jego przebieg. Dwa rzuty karne bezpodstawnie podyktowane w pierwszym kwadransie meczu ustawiły bowiem to spotkanie i wymusiły na gospodarzach określony sposób gry. Chcąc odrobić straty musieli mocniej zaatakować, co oznaczało osłabienie defensywy. Olimpia wykorzystała ten fakt i trudno mieć do niej pretensję.

Dzisiejsza porażka nie spowodowała zmiany pozycji ŁKS-u w tabeli, gdzie w dalszym ciągu zajmuje on piąte miejsce. Kolejne spotkanie biało-czerwoni rozegrają na wyjeździe. 7 listopada w Białej Piskiej zmierzą się z tamtejszym Zniczem. Przed własną publicznością natomiast nasi piłkarze zaprezentują się ponownie już 11 listopada, a podejmować tego dnia będą Romintę Gołdap.

Reklama

ŁKS 1926 Łomża – ZKS Olimpia Elbląg 1:4 (1:3)
Bramki: Rafał Maćkowski 41 - Anton Kołosow 11 (k), Dawid Kubowicz 17 (k), Piotr Pisiak 39 (s), Łukasz Pietroń 71
ŁKS: Wienczatek – Maćkowski, Pisiak, Melao, Przysowa, Malinowski, Makowski, Rydzewski, Świderski, Olesiński, Zaniewski
Olimpia: Daniel – Kubowicz, Kołosow, Stępień, Bukacki, Wenger, Sokołowski, Piceluk, Pietroń, Bojas, Maciążek

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości