Piłkarze ŁKS-u w sobotnie popołudnie po bramkach Łukasza Tarnowskiego i Mateusza Laskowskiego pokonali na własnym boisku Concordię Elbląg 2:0 (1:0). Wszystkie bramki padły ze stałych fragmentów gry.
Pierwsze minuty potyczki upływały pod znakiem przewagi gospodarzy. Ręce w geście triumfu ełkaesiacy mogli unieść już w 26 minucie. Po strzale z rzutu wolnego wykonywanego przez Roberta Cychola bramkę zdobył Łukasz Tarnowski.
Po tym trafieniu ŁKS miał pełne prawo kontrolować sytuacje na boisku. Kwadrans, który pozostał do przerwy, jak i druga połowa to okres, w którym goście z Elbląga ograniczali się jedynie do prób rozbijania akcji i nielicznych kontr. Przed utratą kolejnych bramek ratował dobrze dysponowany Michał Kropka – golkiper gości. Ale co się odwlecze to nie uciecze, i tak oto w 77. minucie po rzucie rożnym wykonywanym przez Roberta Cychola celnym uderzeniem głową popisał się Mateusz Laskowski.
Chwile grozy przeżyliśmy już w doliczonym czasie gry, gdy arbiter odgwizdał rzut wolny dla Concordii Elbląg. Piłkę z 20 metrów od naszej bramki ustawił sobie Daniel Ciesielski. Po rzucie piłka odbiła się od muru i zmierzała w światło bramki, Masłowski rzucił się do niej, obronił ale nie pochwycił. Stadion zamarł. Pozostającą w polu karnym piłkę jeszcze dwóch zawodników Concordii próbowało umieścić w bramce, na szczęście bezskutecznie.
Dzisiaj traciliśmy bramki ze stałych fragmentów gry, to jest zastanawiające i może trochę boleć. Wynik zasłużony, nie mieliśmy nic do zaoferowania jeżeli chodzi o ofensywę, jedna akcja na koniec to zdecydowanie za mało – powiedział po przegranym meczu trener Concordii Adam Boros.