Ktoś kliknął na mapie, policja postawiła patrol, a 30-letni kierowca citroena będzie musiał teraz polubić się z komunikacją miejską lub rowerem. Wszystko rozegrało się wczoraj po południu na Alei Piłsudskiego w Łomży.
To nie był przypadek, że drogówka pojawiła się tam akurat po godzinie 15:00. Mundurowi nie szukali miejsca w ciemno – po prostu sprawdzili to, co od jakiegoś czasu zgłaszali im sami mieszkańcy na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa. Ludzie z okolicy mieli już najwyraźniej dość kierowców, którzy mylą miejską arterię z torem wyścigowym.
Wspomniany kierowca citroena chyba rzeczywiście mocno się spieszył. Gdy policjanci wycelowali w niego miernik, licznik pokazał równe 110 kilometrów na godzinę. Przypomnijmy: to środek miasta, godzina szczytu, a obowiązywała tam „pięćdziesiątka”. Przekroczenie o 60 km/h w takim miejscu to już nie są żarty.
Finał tego spotkania był krótki i kosztowny. 30-latek musiał od razu pożegnać się z prawem jazdy – dokument został zatrzymany na trzy miesiące. Do tego doszedł mandat w wysokości 1500 złotych, a konto kierowcy zasiliły punkty karne.
Dla policjantów to kolejne potwierdzenie, że internetowa mapa zagrożeń to nie tylko statystyka, ale konkretne narzędzie, które pomaga wyłapać piratów drogowych tam, gdzie faktycznie przeszkadzają oni mieszkańcom. Wczorajsza akcja na Piłsudskiego pokazała, że sygnały od łomżyniaków są sprawdzane, a ci, którzy mają „ciężką nogę”, muszą liczyć się z tym, że ich brawura w końcu zostanie zauważona.