Policjanci nie mieli spokojnej soboty. W ciągu kilku godzin zatrzymali trzech kierowców, którzy postanowili sprawdzić, jak daleko da się dojechać po alkoholu. Wszyscy zakończyli dzień podobnie, czyli w policyjnych notatkach i bez prawa jazdy.
Pierwszy wpadł 63-letni motorowerzysta z Grabowa. Jechał chwiejnym torem, więc patrol postanowił sprawdzić, co się dzieje. Alkomat pokazał ponad 1,5 promila. Jakby tego było mało, mężczyzna w ogóle nie miał uprawnień. Policjanci mówią, że to niestety coraz częstszy zestaw: alkohol i brak prawa jazdy.
Kilka godzin później na jednej z kolneńskich ulic zatrzymano mercedesa. Za kierownicą siedział 52-latek z wynikiem ponad 2,5 promila. Ten wynik nie pozostawia już złudzeń. Funkcjonariusze mówią wprost, że przy takim stężeniu kierowca nie kontroluje praktycznie niczego. Mężczyzna od razu stracił prawo jazdy.
Około północy przyszło kolejne zgłoszenie. Na drodze między Zabielem a Ptakami bmw wypadło z trasy i uderzyło w drzewo. 21-latek prowadzący auto miał blisko 0,5 promila. Niby mniej niż poprzednicy, ale efekt ten sam: brak panowania nad autem i koniec jazdy wcześniej, niż planował. Młody kierowca nic poważnego sobie nie zrobił, ale prawo jazdy już stracił.
Policja przypomina, że jazda na podwójnym gazie to nie kwestia szczęścia, tylko ryzyka. Nawet niewielka ilość alkoholu spowalnia reakcje i zaburza ocenę sytuacji na drodze. A jak pokazuje ta sobota, drogowy alkoholowy „eksperyment” zawsze kończy się tak samo. Prędzej czy później ktoś wpadnie, albo w drzewo, albo w ręce policji.