Reklama

Dziennikarze zaatakowani pod Łomżą! Ścigali ich bandyci w kominiarkach

09/06/2015 07:39

PortEL.pl a po nim Radio Olsztyn poinformowały o sytuacji, w jakiej znaleźli się w minioną sobotę elbląscy dziennikarze wracający do domu po meczu dwóch Olimpii w Zambrowie. Opisana sytuacja przypomina sceny z filmu sensacyjnego. Jak twierdzą dziennikarze, z filmem niewiele miała wspólnego.

Policja w Łomży bada, kto usiłował w minioną sobotę napaść na czterech elbląskich dziennikarzy, którzy samochodem wracali z Zambrowa z meczu piłki nożnej III ligi.

- To była przygotowana wcześniej pułapka na kibiców Olimpii Elbląg. Na pewno nie ma z tym nic wspólnego klub z Zambrowa ani kibice – przekonany jest Piotr Zając z Gazety Internetowej portEL.

Oddajmy jednak "głos" uczestnikowi tych wydarzeń.

Sobota, około godz. 20. Z grupą dziennikarzy wracamy z meczu Olimpii w Zambrowie. Za Łomżą drogę zajeżdża nam srebrne audi A3. To nie jest pijany kierowca. To grupa bandytów, którzy chcą nas zlinczować chyba tylko dlatego, że jedziemy przez ich teren na elbląskich numerach rejestracyjnych. Tylko dzięki refleksowi naszego kolegi, który okazał się mistrzem kierownicy, udaje nam się ominąć blokadę i uciec po pościgu. W drugim goniącym nas aucie siedziało pięciu facetów w kominiarkach...

Reklama

To nie jest fragment scenariusza filmu sensacyjnego, tylko relacja z mrożącej krew w żyłach „przygody", której mogliśmy być ofiarami. Wracaliśmy z Zambrowa w kiepskich humorach po remisie Olimpii Elbląg, który był końcem marzeń o grze w II lidze w przyszłym sezonie. Tuż za Łomżą nasze auto wyprzedziło srebrne audi A3, po chwili zahamowało na środku drogi i zagrodziło nam przejazd. Kolega, który siedział za kółkiem, w ostatniej chwili zjechał na pobocze, by ominąć przeszkodę.

Rozpoczął się kilkuminutowy pościg, goniło nas audi A3 i ciemny renault scenic, w którym zauważyliśmy pięciu facetów w kominiarkach. Licznik w naszym aucie wskazywał momentami ponad 170 km/h, z taką prędkością musieliśmy przejechać przez mijane miejscowości i wyprzedzać inne auta. Ogon cały czas się za nami ciągnął.

Reklama

Już na początku ucieczki zadzwoniliśmy na policję, tłumacząc oficerowi dyżurnemu, gdzie jesteśmy, w którą stronę uciekamy, jakie auta nas gonią. Po pewnym czasie straciliśmy goniących z oczu, być może przestraszyli się radiowozu, który jechał z naprzeciwka. Po kilku kolejnych minutach na prośbę oficera dyżurnego zatrzymaliśmy się na przydrożnym parkingu, czekając na radiowóz. Policjanci przyjechali po dwóch minutach, od początku zachowywali się tak, jakby nie wierzyli w to, co nam się przydarzyło.

- Dlaczego nie daliście nam znaku, jak jechaliśmy z przeciwka? Znacie pasażerów z tych aut? Rozpoznacie ich? Jak jechaliśmy, to widzieliśmy, że nikt was nie goni!

Reklama

Ręce nam opadły.

- Jak mamy ich rozpoznać, jak byli w kominiarkach?

Jeszcze raz cierpliwie od początku do końca wytłumaczyliśmy, co się stało, jakie auta nas goniły, jak wyglądała ucieczka.

- Trzeba było zapisać numery rejestracyjne aut! Jak ich mamy teraz znaleźć? - pytali policjanci.

- Przecież podaliśmy wam markę, pierwsze litery rejestracji. Czy tak trudno znaleźć srebrne audi A3 z rejestracją zaczynającą się na BL? Przecież takich samochodów nie jeździ tutaj wiele! Renault Scenic to też rzadko spotykane auto. Miało numer zaczynający się na WG!

Reklama

- Tych samochodów szukają wszystkie patrole, ale nikogo nie znaleźliśmy.

- Czy panowie myślą, że my to sobie wszystko wymyśliliśmy? Nam chodzi jedynie o to, by bezpiecznie wrócić do domu.

Policjanci spisali nasze dane i tak zakończyła się ich interwencja. A my z duszą na ramieniu pojechaliśmy dalej, na szczęście obyło się już bez przygód.

Do tej sprawy na pewno wrócimy, wysłaliśmy już pytania do Komendy Miejskiej Policji w Łomży, domagając się wyjaśnień, co dalej policja z tą sprawą zrobi? Czy zostały podjęte jakiekolwiek czynności, by złapać tych bandytów?

Reklama

Po co to piszemy? Przede wszystkim po to, by zmobilizować policję do skutecznego działania, bo reakcja stróżów prawa na nasze zgłoszenie zachwiała naszą wiarą w tę formację. Po drugie, by pokazać, że wydarzenia, których byliśmy uczestnikami, nie mają nic wspólnego ani z piłką nożną, ani z kibicowaniem, ani z żadnym piłkarskim klubem. To zwykły bandytyzm, który powinien być surowo ukarany. Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby na naszym miejscu znalazłaby się na przykład rodzina z dziećmi, która wracała do Elbląga z urlopu...

Aktualizacja (8 czerwca 2015): Dzisiaj zadzwonił do nas komisarz Andrzej Turowski z Komendy Miejskiej Policji w Łomży informując, że wkrótce zostaniemy wezwani na przesłuchanie jako świadkowie w tej sprawie do Komendy Miejskiej Policji w Elblągu. Na przesłane do komendy w Łomży pytania nie dostaliśmy jeszcze odpowiedzi, mamy je otrzymać we wtorek. Jak się dowiedzieliśmy, policjanci przesłuchują rejestr nagrania naszej rozmowy z oficerem dyżurnym, sami też składali wyjaśnienia związane z sobotnimi wydarzeniami. Do sprawy wrócimy. (źródło: www.portel.pl)

Reklama

Do chwili publikacji tego artykułu nie udało nam się uzyskać komentarza łomżyńskiej Policji w tej sprawie ani też informacji na jakim etapie jest jej wyjaśnianie. My również wrócimy jeszcze do tej sprawy.

Aktualizacja (9 czerwca 2015)
Według informacji przekazanej nam przez rzecznika prasowego łomżyńskiej Policji mł. asp. Eweliną Szlesińską, w sprawie prowadzone są czynności policyjne.

- Ze względu na ich charakter, na tym etapie nie mogę poinformować publicznie o szczegółach tych działań - przekazuje policjantka.

Reklama

Ewelina Szlesińska poinformowała jednocześnie, że łomżyńska Policja nie miała dotąd innych sygnałów o takim zdarzeniu na terenie swojego działania.

- Niezależnie, analizujemy również przebieg interwencji z udziałem policjantów - dodaje Szlesińska.

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości