Reklama

Konie, alpaki, więźniowie i odważne plany z noclegami w Kisielnicy [VIDEO i FOTO]

Szpital, który zarządza ośrodkiem jeździeckim, stadem koni i alpakami? - To chyba ewenement na skalę kraju. Nie spotkałem się z taką sytuacją - przyznaje wprost Dariusz Domasiewicz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Łomży. Ośrodek w Kisielnicy ma służyć przede wszystkim chorym dzieciom, które w ramach rehabilitacji i hipoterapii mogą korzystać z pomocy zwierząt praktycznie za symboliczną złotówkę. Tyle że utrzymanie 6-hektarowego obiektu i opieka nad żywym inwentarzem kosztują fortunę, na którą lecznicy zwyczajnie nie stać. Ratunkiem okazała się współpraca z Zakładem Karnym w Czerwonym Borze. Obie instytucje właśnie podpisały umowę na kolejny rok.

Gdyby nie skazani, Kisielnica nie wyglądałaby dziś tak dobrze. Dyrektor Domasiewicz nie owija w bawełnę: szpital jest od leczenia, bo to ma w swoim DNA, a nie od koszenia wielkich pastwisk i prac technicznych. Od roku porządki robią tu jednak osadzeni.

Szef łomżyńskiej lecznicy wprost wylicza, jak potężne to oszczędności:

- Szpitala mówię wprost, nie byłoby stać na to.Ośrodek jeździectwa w Kisielnicy utrzymuje się w dużej części albo dzięki właśnie uprzejmości pana dyrektora, więc ci pracownicy, ci osadzeni, którzy tutaj pracują oraz darczyńców, którzy no dostarczają nam albo materiały, albo wsparcie finansowe (...) Myślę, że mówimy o kwocie około 250 000, jeżeli chodzi o różnego rodzaju materiały od darczyńców i około pół miliona złoty, jeżeli chodzi o pracowników, które szpital musiałby wyłożyć. A więc jak państwo widzicie, kwota blisko miliona złotych nie byłaby dla nas w żaden sposób do udźwignięcia.

Reklama

Z Czerwonego Boru na pastwiska

Jak to wygląda od kuchni? Do Kisielnicy nie trafia przypadkowy sznur ludzi w kajdankach. Pułkownik Zbigniew Jankowski, dyrektor Zakładu Karnego w Czerwonym Borze, tłumaczy, że poza mury więzienia wysyła się wyłącznie sprawdzonych ludzi.

- Jest to specjalnie dobrana grupa osadzonych, którzy mogą samodzielnie opuszczać jednostkę penitencjarną i codziennie odbierani są przez pracowników szpitala wojewódzkiego w Łomży, przywożeni do miejsca wykonywania pracy, czyli tutaj do ośrodka bądź też do szpitala w zależności od potrzeb.

Reklama

Dla samorządu i szpitala praca więźniów jest całkowicie bezpłatna. Jedyne koszty, jakie ponosi placówka, to zorganizowanie transportu, ubezpieczenie i szkolenia BHP. Szpitalni kierowcy rano przywożą skazanych z Czerwonego Boru, a po południu odwożą ich z powrotem. W międzyczasie mężczyźni dostają na miejscu pełen posiłek.

Co ciekawe, współpraca nie zamiera zimą. Kiedy w Kisielnicy kończy się sezon, osadzeni przenoszą się na teren samego szpitala w Łomży, gdzie pomagają okiełznać 17-hektarowy obiekt.

Reklama

Dyrektor Domasiewicz dodaje, że dla tych ludzi to coś więcej niż bezmyślne odpracowywanie godzin. Skazani wiedzą, dla kogo przygotowują ten teren – na co dzień widzą niepełnosprawne dzieci korzystające z terapii, co daje im poczucie misji i staje się ważnym elementem ich własnej resocjalizacji i pokuty.

Co dalej ze szkołą w Kisielnicy? Gmina ma plan

Wokół ośrodka zaczynają się też kręcić inne, lokalne pomysły. Swoje trzy grosze dorzuca wójt gminy Piątnica Krzysztof Kozicki. Samorząd od dłuższego czasu wspiera Kisielnicę narzędziowo i materiałowo, m.in. poprzez działające we współpracy z Fundacją Dialog Centrum Integracji Społecznej. Wójt patrzy jednak na sprawę szerzej - przez pryzmat bezwzględnej demografii i problemów lokalnej oświaty.

Reklama

W pobliskiej szkole drastycznie ubywa dzieci i jej przyszłość rysuje się w ciemnych barwach. 

- Dlatego spróbujemy ten lokal połączyć z ośrodkiem rehabilitacji konnej, stworzyć tam bazę rehabilitacyjną i noclegową na potrzeby ośrodka i stworzyć dodatkowe miejsca pracy – zdradza wójt Kozicki.

Rozmowy ze szpitalem dopiero się rozpoczynają. Plan jest taki, by stworzyć duży, sprawnie działający kompleks, który łączyłby usługi publiczne (w ramach kontraktów z NFZ czy PFRON) z normalną działalnością komercyjną.

Reklama

Wycieczki, urodziny i życiowe pasje

Zarabianie na rynkowych zasadach to zresztą w Kisielnicy konieczność. Narodowy Fundusz Zdrowia nie finansuje hipoterapii, o czym przypomina Jolanta Gryc, reprezentująca łomżyński szpital. Żeby utrzymać konie i opłacić bieżące rachunki, placówka musiała mocno wejść w komercję.

Ośrodek zarabia dziś m.in. na organizacji wycieczek szkolnych i przedszkolnych oraz imprezach urodzinowych. Właśnie trwają kontrole pod kątem uruchomienia tam regularnych półkolonii i ferii dla dzieciaków. Na gości czekają przejażdżki bryczkami, plac zabaw, tor przeszkód, a w przygotowaniu jest nawet staw.

Reklama

Mimo że roboty przy infrastrukturze wciąż nie brakuje, efekty już widać. Najlepszym dowodem są jednak sami pacjenci. Jolanta Gryc wspomina o dzieciach, które kiedyś przyjeżdżały tu wyłącznie na leczenie, a kontakt ze zwierzętami wciągnął je tak bardzo, że zostały w siodle na stałe. Dziś, już jako zdrowi pasjonaci, zdobywają odznaczenia na arenie krajowej, a nawet międzynarodowej. Wszystko zaczęło się na tych samych pastwiskach, które dziś koszą i naprawiają osadzeni z Czerwonego Boru.

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 07/07/2026 13:50
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości