Od porażki 0:1 rozpoczęli nowy sezon piłkarze Łomżyńskiego Klubu Sportowego 1926. Skompletowana niemal w ostatniej chwili drużyna Olimpii Zambrów okazała się lepsza o jednego gola, ale nie tylko, bo podopieczni trenera Dymka lepiej też wyglądali na boisku.
Olimpia od pierwszego gwizdka bardzo ostro natarła na gospodarzy, którzy w pierwszych minutach jakby myślami byli jeszcze w szatni. Na efekt nie trzeba było długo czekać. Już w 3. minucie prawym skrzydłem urwał się dobrze znany łomżyńskim kibicom Michał Hryszko, podał do Mateusza Kastrzębskiego, który umieścił piłkę w siatce wprowadzając w konsternacię trybuny, ławkę ŁKS-u i piłkarzy w biało-czerwonych strojach na boisku. Takiego obrotu sprawy nikt się nie spodziewał, choć sztab szkoleniowy zapewne brał pod uwagę możliwość szybkiej straty gola, aby mieć na taką sytuację gotową taktykę.
Po stracie gola nic jednak nie wskazywało na to, że podopieczni trenera Ogrodzińskiego wiedzą, o mają w takiej sytuacji robić. Przeciwnie, w dalszym ciągu atakowała Olimpia, choć z czasem nieco mniej intensywnie. Mimo to piłkarze trenera Dymka co raz zagrażali bramce gospodarzy.
W 13. minucie byli nawet blisko podwyższenia prowadzenia, ale Hryszko trafił prosto w Pawła Lipca. Natomiast w 28. minucie ełkaesiacy mogli mówić o ogromnym wprost szczęściu i sami chyba nie wiedzą jak to się stało, że nie stracili gola. Piłkę przejął Mateusz Prolejko, zagrał ją do Hryszki, który strzelił tak, że do piłki doszedł Mateusz Butkiewicza. Ten jednak, będąc metr od bramki i strzelając wślizgiem, trafił piłką w poprzeczkę, a całą sytuację wyjaśnili obrońcy ŁKS-u wybijając futbolówkę w pole. Pierwszy strzał na bramkę Olimpii oddał dopiero w 38. minucie Marek Kaliszewski, ale uderzenie zostało zablokowane przez obrońcę gości.
Na drugą połowę ŁKS wyszedł jednak bardziej pobudzony i od początku zaczął dążyć do odrobienia strat. Olimpia natomiast uważnie grała w obronie i czekała na okazję do kontr. W 55. minucie było blisko gola na 1:1, ale biało-czerwonym zabrakło nieco szczęścia. Pierwsze uderzenie obronił Piotr Czpliński, a drugie zostało zablokowane przez obrońcę.
Czekająca na kontry Olimpia najbliżej chyba podwyższenia prowadzenia po przerwie była w 83. minucie, kiedy piłka po zamieszaniu w polu karnym utkwiła w siatce bramki Lipca. Sędzia jednak gola nie uznał, bo liniowy zasygnalizował w tej sytuacji pozycję spaloną.
Porażka w pierwszym meczu sezonu o niczym oczywiście jeszcze nie decyduje, ale ważniejsza od wyniku jest gra, którą zaprezentowała drużyna ŁKS-u. A ta za dobrze nie wyglądała tym bardziej, że zespół gra w tym składzie już kolejny sezon, a za rywala miał drużynę naprędce skleconą przez trenera Dymka tuż przed sezonem. O tym, że Olimpia to spadkowicz z II ligi wcale nie powinniśmy wspominać, bo drużyna która grała w poprzednim sezonie po prostu już nie istnieje. Aby jednak nie popaść w czarnowidztwo warto podkreślić, że druga połowa w wykonaniu biało-czerwonych wyglądała już znacznie lepiej, Drużyna musi jeszcze jednak dużo pracować nad wykorzystywaniem sytuacji pod bramką przeciwnika. problemem jest też brak napastnika, który gwarantowałby przynajmniej kilkanaście goli w sezonie. Drużynę opuściło dwóch ofensywnych piłkarzy, a na ich miejsce nie pozyskano żadnego. Do końca sierpnia jest jednak jeszcze czas, by znaleźć kogoś do strzelania bramek, bo Rała Maćkowski dopiero wraca po kontuzji. O tym, że zacznie strzelać, jesteśmy przekonani, natomiast nikt nie jest w stanie powiedzieć kiedy to się stanie...
Po meczu obaj trenerzy podkreślali, że pierwsze mecze sezonu są dla każdego wielką niewiadomą i bardzo trudno jest przewidzieć, jak mogą się potoczyć.
- Na pewno pierwsze mecze są dużą niewiadomą. W przypadku naszym, gdzie praktycznie zespół powstał od podstaw, jak ja przychodziłem było tylko czterech ludzi, to też była jakaś niewiadoma. dlatego cieszymy się ze zwycięstwa, chociaż przyszło nam bardzo trudno. Na pewno dobra była pierwsza połowa, dużo lepsza niż druga. Stworzyliśmy kilka sytuacji, szybko strzelona bramka. Druga połowa już ewidentnie nam nie wyszła. Wydaje mi się też, że nie poradziliśmy sobie w tym meczu fizycznie, ale całe szczęście, że ŁKS tego nie wykorzystał, chociaż wielu sytuacji też nie miał, ale był dużo groźniejszy w drugiej połowie - powiedział po spotkaniu trener Olimpii Zambrów Mirosław Dymek.
Opiekun biało-czerwonych przyznał po meczu, że jego piłkarze pierwsze minuty jakby przespali.
- My przespaliśmy pierwszą połowę, a właściwie pierwsze minuty pierwszej połowy, gdzie może było trochę stresu, może brak koncentracji na początku, przez co straciliśmy szybko bramkę. Wiadomo, że jak się traci, to później ciężko odrobić. Jeżeli chodzi o naszą grę, to w pierwszej połowie mieliśmy dużo prostych strat, z których przeciwnik miał sytuacje do podwyższenia wyniku. Druga połowa zdecydowanie lepsza. Przez pewien czas kontrolowaliśmy ten mecz, ale nie stwarzaliśmy sobie takich dogodnych sytuacji, żeby strzelić bramkę. To zabrakło jednego podania, to zabrakło trochę szczęścia w niektórych sytuacjach, ale oczywiście też z drugiej strony przeciwnik nas kontrował mając tak doświadczonego zawodnika z przodu, który robił dobrą robotę. Dowieźli zasłużone zwycięstwo - przyznał szkoleniowiec biało-czerwonych.
Mecz drugiej kolejki ŁKS rozegra w Morągu z tamtejszym Huraganem, natomaist przed własną publicznością nasi piłkarze zaprezentują się po raz kolejny 20 sierpnia w spotkaniu z Ursusem Warszawa.
ŁKS 1926 Łomża - Olimpia Zambrów 0:1 (0:1)
Bramka: Mateusz Jastrzębski 3"
ŁKS: Lipiec - Kaliszewski, Melao, Maćkowski, Gałązka, Świderski, Drozdowski (75 Grabowski), Sadowski (57 Tarnowski), Rydzewski (88 Misiak), Wasiulewski, Zalewski (66 Kacprzyk)
Olimpia: Czapliński - Łupiński, Zalewski, Gryko, Kuczałek, Butkiewicz, Piłatowski, Hryszko, Jackiewicz, Jastrzębski, Prolejko