Bezbramkowym remisem zakończyło sie rozegrane w sobotnie popołudnie trzecioligowe spotkanie pomiedzy ŁKS-em 1926 Łomża a Świtem Nowy Dwór Mazowiecki. Najlepszej okazji do objęcia prowadzenia nie wykorzystał Mariusz Baranowski, który z rzutu karnego trafił w poprzeczkę bramki gości.
Zespół Świtu od początku sprawiał wrażenie, że przyjechał do Łomży po remis. Piłkarze z Nowego Dworu nie angażowali się zbyt dużą liczbą w działania ofensywne, za to dość szczelnie bronili dostępu do własnej bramki. Nieco bardziej nastawieni na grę do przodu byli ełkaesiacy, ale i oni nie zapominali o grze obronnej co sprawiło, że klarownych sytuacji podbramkowych kibice nie mieli okazji podziwiać. Mimo to więcej szans na objęcie prowadzenia mieli podopieczni trenera Mateusza Miłoszewskiego, zwłaszcza po stałych fragmentach gry i groźnych strzałach z dystansu, świetnie zresztą wybronionych przez bramkarza przyjezdnych.
Po raz pierwszy ełkaesiacy zagrozili bramce Mateusza Prusa w 21. minucie, kiedy po celnym zagraniu Baranowskiego z rzutu wolnego głową uderzał Paweł Wasiulewski. Na posterunku stał jednak bramkarz gości, który poradził sobie z tym strzałem. Po raz kolejny Prus zmuszony został do wysiłu tuż przed przerwą kiedy groźnie strzelał Przemysław Olesiński. I tym razem popisał się jednak udaną interwencją.
Początek drugiej połowy również należał do biało-czerwonych. Już minutę po wznowieniu gry golkipera Świtu próbowął zaskoczyć Michał Sadowski. Niestety po raz kolejny górą był Prus. W 51. minucie przed najlepszą w całym meczu szansą na pokonanie bramkarza gości stanął Baranowski, który podszedł do rzutu karnego podyktowanego po zagraniu ręką we własnym polu karnym przez Karola Drwęckiego. Niestety, dotychczas bardzo pewnie wykonujący wszelkie stałe fragmenty pomocnik tym razem nieco się pomylił i piłka zamiast wpaść do siatki odbiła się od poprzeczki, a dobitkę Sadowskiego obronił bramkarz.
Po niewykorzystanym rzucie karnym ŁKS wyraźnie podrażniony podkręcił tempo gry, co jednak nie przełożyło się na klarowne sytuacje pod bramką gości. Dopiero w 82 mocno strzelił Paweł Drażba, jednak trafił w dobrze ustawionego bramkarza. Wydawało się zresztą, że mógł tę sytuację rozwiązać inaczej, bo w polu karnym miał jeszcze dwóch kolegów, ale trudno mieć pretensję do napastnika, że strzela na bramkę.
Zespół Świtu przez cały mecz sprawiał wrażenie, że przyjechał do Łomży po remis i ten remis przy odrobinie szczęścia osiągnął. Swojego zadowolenia z uzyskanego wyniku nie ukrywał zresztą specjalnie trener przyjezdnych Przemysław Cecherz, który w rozmowie po spotkaniu przyznał z uśmiechem, że ):0 całkowicie go satysfakcjonuje. Z kolei trener Miłoszewski czuł po meczu wyraźny niedosyt, choć jak przyznał, spodziewał się takiej właśnie gry drużyny Świtu. Trener ŁKS-u był też zaniepokojony urazem Damiana Gałązki, który w końcówce meczu został zniesiony na noszach.
Kolejne spotkanie ełkaesiacy rozegrają na wyjeździe z zamykającym tabelę Motorem Lubawa, a my zapraszamy do obejrzenia retransmisji dzisiejszego spotkania oraz pomeczowych wywiadów z trenerami obu drużyn.
ŁKS 1926 Łomża - Świt NDM 0:0
ŁKS: Lipiec - Gałązka (90. Korotkiewicz), Melao, Wasiulewski, Kamienowski - Maćkowski, Baranowski, Kacprzyk (68. Rydzewski), Olesiński (89. Wasilewski) - Drażba, Sadowski (79. Kimura)
Świt: Prus - Przysowa, Drwęcki, Napora, Kamiński, Olczak, Gapczyński (36. Wolski, 90. Szczepański), Pomorski (61. Karaszewski), Radwański, Jabłoński, Stryjek (78. Maciejewski)