Piłkarze ŁKS-u 1926 podtrzymali passę meczów bez porażki. Szkoda tylko, że podtrzymali też passę remisów i rozpoczęli kolejną "passę" - meczów bez strzelonej bramki. Bezbramkowy remis w wyjazdowym spotkaniu z przedostatnią ekipą ligi chluby im bowiem nie przynosi.
Kolejny punkt dopisany przez biało-czerwonych do ich konta w lidze pozwolił na zachowanie status quo czyli 10. miejsca w tabeli. Co prawda stało się tak w dużej mierze dzięki "uprzejmości" rezerw Jagiellonii i Ruchu Wysokie Mazowieckie, które solidarnie robią ostanio wszystko, by nie wyprzedzić naszych piłkarzy, ale w pozycji do wymarszu w górę tabeli ustawiają się już kolejne zespoły. Jeśli więc ŁKS nie zacznie znów wygrywać, to remisy bedą działać podobnie jak porażki, tylko tempo tego działania będzie wolniejsze.
W Elblągu biało-czerwoni mierzyli się z przedostatnią ekipą ligi. Concordia, która ambicje z pewnością ma większe, wyszła na ten mecz bardzo zmobilizowana. Słabiutki start sezonu piłkarze klubu ze słoniem w herbie chcieli sobie powetować na podopiecznych trenera Miłoszewskiego. Trafili jednak na jedną z lepszych linii obrony w lidze i świetnie dysponowanego Oliwera Wienczatka, który przez obserwatorów tego meczu uznany został za bohatera ŁKS-u, bo wybronił kilka "setek" i w dużej mierze to jego dobra gra pozwoliła zachować owo "zero z tyłu".
Niestety, gra do przodu szła ełkaesiakom podobnie jak ostatnio. Na palcach jednej ręki policzyć można sytuacje, w których zagrożona była bramka Concordii, a o skuteczności świadczy najlepiej wynik. Gospodarze przeważali przez większość meczu i to oni powinni czuć duży niedosyt po tym remisie. ŁKS mógł co prawda skarcić miejscowych w 14. minucie, kiedy przed szansą na uderzenie z pola karnego stanął Przemysław Olesiński, ale skutecznie zatrzymał go brazylijski obrońca gospodarzy. To była najlepsza okazja ŁKS-u. Również groźna dotychczas broń, jaką były stałe fragmenty, nie przyniosła żadnego trafienia.
Concordia natomiast grała do przodu i z gry z pewnością miała więcej. Miała jednak pecha, że trafiła tego dnia na Wienczatka, który górą wyszedł nawet z sytuacji sam na sam i był najlepszym zawodnikiem gości na boisku.
Tym razem ŁKS nie został jeszcze "ukarany" za słabszą postawę degradacją w tabeli, ale wszystko do czasu. Pora chyba zrobić sobie pobudkę, a okazja do tego będzie za tydzień, w niedzielę 25 września. Tego dnia biało-czerwoni podejmować będą na Z18 Lechię Tomaszów Mazowiecki czyli drużynę z czołówki. Remisu w tym meczu nie uznamy jednak za wynik satysfakcjonujący. Nawet, jeśli nasi piłkarze znów zagrają "na zero z tyłu".