Dotkliwą porażką drużyny ŁKS-u 1926 Łomża zakończyło się dzisiejsze spotkanie 9. kolejki III ligi na łomżyńskim stadionie. Biało-czerwoni przegrali aż 0:4, choć trzeba podkreślić, że nie zasłużyli na tak wysoki wynik. Niestety, najpierw zabrakło skuteczności, a później koncentracji.
Mecz rozpoczął się w najgorszy możliwy dla ŁKS-u sposób, bo już w 5. minucie Paweł Lipiec musiał uznać w pojedynku sam na sam wyższośćKamila Żylskiego i po chwili wyciągał piłkę z siatki. Do tego momentu to przyjezdni byli lepszą drużyną, a przy tym skuteczną, bo wykorzystali pierwszy błąd w ustawieniu defensywy i pierwszą okazję do zdobycia bramki.
ŁKS ruszył do odrabiania strat, ale goście wcale nie zamierzali się cofnąć i to oni dłużej utrzymywali się przy piłce. Ełkaesiacy, choć przegrywali, musieli się nieco cofnąć, ale też czyhali na możliwość szybkiego ataku po przejęciu piłki. Do takiej sytuacji doszło w 14. minucie, kiedy to przed znakomitą szansą stanął Damian Gałązka. Zawodnik ŁKS-u otrzymał podanie w polu karnym i miał dość czasu, żeby piłkę przyjąć i spokojnie uderzyć. Niestety, trafił prosto w bramkarza Sokoła.
W 22. minucie po raz kolejny w sytuacji sam na sam z Lipcem znalazł się zawodnik przyjezdnych, a akcja była niemalże kopią tej, po której goście objęli prowadzenie. Tym razem naprzeciwko naszego bramkarza znalazł się Jakub Szarpak, ale nie poszło mu tak dobrze jak wcześniej jego koledze i lepszy okazał się Lipiec.
W 37. minucie ponownie przed szansą wyrównania znalazł się ŁKS, a konkretnie Rafał Maćkowski, który wbiegając w pole karne dostał podanie z boku od Gałązki. Nie była to jednak tak czysta sytuacja jak ta z 14. minuty, bo bardzo blisko był obrońca Sokoła, który skutecznie uniemożliwił wykończenie tej akcji.
Po przerwie ŁKS w dalszym ciągu ambitnie walczył o odrobienie strat, ale kalrownych sytuacji pod bramką rywali nasi piłkarze nie byli sobie w stanie stworzyć. Za to w 83. minucie nadarzyła się okazja do kontrataku dla przyjezdnych, którzy skwapliwie z niej skorzystali i Żylski po raz drugi pokonał golkipera gospodarzy.
Strata drugiego gola w końcówce meczy wyraźnie podłamała naszych piłkarzy, którzy nie zdążyli się jeszcze pozbierać, a już przegrywali 0:3. W 84. minucie piłkę do siatki wpakował Jan Kadłubek.
Po trzecim golu jasne już było, że ten mecz już jest nie do uratowania, a ełkaesiacy stracili zupełnie ochotę do gry, co wykorzystali piłkarze Sokoła, a dokładniej Bartosz Mroczek i Żylski. Ten pierwszy dograł piłkę, a drugi skompletował hattricka.
Choć spotkanie zakończyło się wysoką porażką, to nasi piłkarze nie zasłużyli na taki wynik. Nie zasłużyli też na zwycięstwo, ale remis wydawał się w ich zasięgu. Szczególnie szkoda zmarnowanej sytuacji Gałązki z pierwszej połowy, bo była to najlepsza okazja do strzelenia gola gościom, którzy w drugiej połowie, choć dołożyli trzy trafienia, to nie wypracowali ich składnymi akcjami tylko wykorzystali luki w defensywie ŁKS-u, który koniecznie chciał zdobyć bramkę wyrównującą. Porażka z pewnością boli, ale przed meczem z pewnością należało się z nią liczyć. Teraz trzeba się skupić na kolejnym meczu, bo sezon nie kończy się na jednym spotkaniu.
Po meczu trener Krzysztof Ogrodziński nie był zbyt rozmowny, ale wspomniał o "zewnętrznych" przyczynach słaszej gry swojego zespołu, jednak nie chciał rozwinąć tej części swojej wypowiedzi.
Po raz kolejny biało-czerwoni wybiegną na boisko w sobotę 30 września i będzie to drugi z rzędu mecz w roli gospodarzy. Na stadionie miejskim w Łomży podejmą tym razem Lechię Tomaszów Mazowiecki czyli kolejny zespół z czołówki tabeli.
ŁKS 1926 Łomża - Sokół Aleksandrów Łódzki 0:4 (0:1)
Bramki: Żylski 5, 83, 89, Kadłubiak 84
ŁKS: Lipiec - Wasiulewski, Melao, Świderski (62. Tarnowski), Gałązka, Maćkowski (62. Brzozowski), Kaliszewski, Rydzewski (46. Kamienowski), Kacprzyk, Kaput, Sadowski (76. Grabowski)
Sokół: Brudnicki - Pawlak, Bogołębski, Pecyna, Głowiński, Ślęzak, Żylski, Mroczek, Szarpak, Woźniak, Marciniak