Maciej Roszkowski, pochodzący z Łomży karateka i zawodnik MMA odniósł swoje drugie zwycięstwo na zawodowej macie. Podczas sobotniej gali w Myślenicach Maciek już w 7. sekundzie walki powalił na matę wysokim kopnięciem Dawida Nawarę z Sułkowic i sędzia natychmiast przerwał walkę.
Druga zawodowa walka Macieja Roszkowskiego w oktagonie okazała się krótka i bez żadnej historii. Zadecydował jeden cios byłego karateki, po którym jego przeciwnik padł jak ścięty na matę, a sędzie natychmiast walkę przerwał niedopuszczając, by Maciek dokończył dzieła serią ciosów ground and pound, które mogłyby poważnie zagrozić zdrowiu jego przeciwnika.
- Gdyby nie wkroczył sędzia, rywal ucierpiałby bardziej na zdrowiu. Kopiąc nie dokręcam do końca bioder, nie wychylam się w tył i jest słabsze troszkę kopnięcie, ale dzięki temu zachowuję stabilną pozycję, by móc od razu zadawać uderzenia - tłumaczy Maciek.
Cała walka trwała zaledwie 7 sekund licząc od sygnału do jej rozpoczęcia do wkroczenia sędziego. Niewiele jednak brakowało, by w ogóle się nie odbyła. Jak niektórzy zapewne pamiętają, Maciek nie miał szczęścia do swojego zawodowego debiutu, który kilkakrotnie był odwoływany z różnych przyczyn. Tym razem w dniu walki wycofał się z niej jego przeciwnik. Na szczęście organizatorom gali udało się znaleźć zastępstwo.
- Trzeba docenić mojego rywala. Dawid Nawara (uczestnik wszystkich poprzednich edycji tej gali) zdecydował się wziąć walkę tego samego dnia. Ważył 5,9 kg więcej ode mnie, ale z oczywistego powodu, że nie miał czasu na zbijanie wagi, przyjąłem te warunki - wyjaśnia Maciek.
Szczęśliwie walka się odbyła, bo nie ma nic gorszego dla sportowca, który po wielu ciężkich przygotowaniach nie może nawet wziąć udziału w rywalizacji.
- Tak naprawdę każdy widzi tylko efekt końcowy, czyli walkę. A niewiele osób dostrzega, że pomimo pracy, studiów (w tym tygodniu bronię pracę magisterską), jestem dwa razy dziennie na sali i ciężko trenuję, zresztą jak każdy z chłopaków, by kiedyś spełnić swoje marzenia - dodaje nasz fighter.
Kolejny sukces zawodnika to oczywiście efekt jego ciężkiej pracy na treningach, ale jak sam przyznaje nie byłby też możliwy bez zaangażowania i pomocy wielu osób. Zarówno tych obecnie wspomagających Maćka, jak też tych, które w przeszłości przyczyniły się do jego rozwoju.
- Chciałbym serdecznie podziękować kilku osobom, bo bez nich mój rozwój byłby niemożliwy. Serdecznie dziękuję Trenerom z S4 Fight Club Warszawa: Tomkowi Janiszewskiemu, Adamowi Grabowskiemu, Krzyśkowi Gutowskiemu i Kamilowi Umińskiemu. Kolegom z warszawskiego S4 oraz z Fight Club Łomża za pomoc w przygotowaniach. Chciałem pozdrowić również Damiana Zorczykowskiego i Dariusza Syrnickiego, dziękując im za wspólne lata treningów w Łomży. Dziękuje wszystkim, którzy mnie wspierają i trzymają kciuki, bo to bardzo miłe, każdego dnia dodaje to dodatkowych sił i wiary w siebie - wymienia Maciej Roszkowski.
Maciejowi gratulujemy efektownego zwycięstwa i poprawienia zawodowego rekordu na 2-0 oraz życzymy pomyślnej obrony pracy magisterskiej. Jest on żywym dowodem na to, że można być jednocześnie inteligentnym i wykształconym człowiekiem oraz uprawiać tak ciężką dyscyplinę i skutecznie rywalizować w oktagonie, co zdecydowanie zaprzecza stereotypowi "bezmyślnych osiłków okładających się pięściami", jak chcieliby to widzieć niektórzy.
Swoją kolejną walkę Maciej zamierza odbyć jeszcze w tym roku, prawdopodobnie na przełomie listopada i grudnia, ale jeszce nie została ona oficjalnie potwierdzona i zakontraktowana.