Drugie z rzędu zwycięstwo odnieśli piłkarze ŁKS-u w 4. kolejce III ligi. We środę biało-czerwoni pokonali na wyjeździe 2:0 drużynę Sokoła Aleksandrów Łódzki i ponownie awansowali w tabeli, gdzie zajmują obecnie 10. pozycję. Czy jest to, po dwóch porażkach na początku sezonu, trwała zwyżka formy? Wkrótce się przekonamy...
W pierwszych trzech kolejkach podopieczni trenera Mateusza Miłoszewskiego mierzyli się ze znanymi sobie zespołami z województwa warmińsko-mazurskiego. Po dwóch porażkach, w minioną sobotę pokonali na własnym boisku Sokoła Ostróda. We środę natomiast pojechali do Aleksandrowa Łódzkiego, by zmierzyć się z tamtejszym Sokołem jako pierwszym reprezentantem dawnej grupy mazowiecko-łódzkiej i jednocześnie trzecim zespołem tej grupy w poprzednim sezonie.
Blisko 300-kilometrowa wyprawa była tak naprawdę wyjazdem w nieznane. Na papierze jednak to rywal biało-czerwonych był faworytem tego meczu ponieważ poprzednie rozgrywki zakończył na wyższym miejscu w teoretycznie silniejszej grupie i dodatkowo spotkanie było na jego terenie. Piłkarze z Łomży nie przestraszyli się jednak i od początku ruszyli na bramkę gospodarzy. W 16. minucie po zagraniu z rzutu rożnego w poprzeczkę uderzał Reinaldo Melao, a poprawka Pawła Wasiulewskiego okazała się niecelna. W 22. minucie po świetnym wyjściu z kontrą zza pola karnego uderzał Mariusz Baranowski, jednak bramkarzowi Sokoła udało się sparować to uderzenie, a próbujący dobijać strzał Michał Sadowski znajdował się na pozycji spalonej. Najgroźniejszą sytuację gospodarze stworzyli w 43. minucie spotkania jednak zawodnik Sokoła nie trafił do bramki z około dwóch metrów. Pierwsza część meczu zakończyła się więc bezbramkowym remisem.
Druga połowa meczu mogła zacząć się fatalnie dla ŁKS-u. W 48. minucie pojedynku, po uderzeniu piłkarza gospodarzy piłka zatrzymała się na słupku bramki strzeżonej przez Pawła Lipca. W końcu nadeszła jednak 53. minuta i dośrodkowanie z rzutu wolnego na gola zamienił Paweł Wasiulewski. Chwilę później mogło być już 2:0 jednak doskonałą okazję zaprzepaścił Michał Sadowski. Sokół próbował po stracie gola przejąć inicjatywę lecz nie potrafił stworzyć poważnego zagrożenia pod bramką gości. Z tej niefrasobliwości gospodarzy skorzystali łomżyńscy piłkarze i po akcji Rafała Maćkowskiego młody wychowanek podwyższył prowadzenie w 65. minucie meczu. Po zadaniu drugiego ciosu ŁKS kontrolował już przebieg spotkania niemal do samego końca. Chwila rozluźnienia spowodowała co prawda, że w 90. minucie po uderzeniu z dystansu piłka wylądowała na poprzeczce bramki Lipca, była to jednak ostatnia akcja warta odnotowania w tym spotkaniu i chwilę później zawodnicy oraz trenerzy ŁKS-u mogli zacząć świętować pierwsze wyjazdowe zwycięstwo.
Odpowiedź na postawione na początku pytanie o trwałość pokazanej w dwóch meczach formy przyjdzie już w najbliższą sobotę. Tego dnia, o godz. 16.00, na stadionie miejskim w Łomży ełkaesiacy podejmować będą wyraźnie silniejszego rywala. Świt Nowy Dwór Mazowiecki to bowiem zespół, który wczoraj odprawił z kwitkiem rezerwy Legii Warszawa, na koncie ma 7 punktów (o jeden więcej niż ŁKS) i zajmuje po czterech kolejkach wysokie 5. miejsce. Zwycięstwo w tym spotkaniu nie tylko odpowie twierdząco na pytanie o trwałość formy, ale pozwoli też zanotować kolejny awans w tabeli. Spotkanie zapowiada się więc bardzo ciekawie tym bardziej, że w barwach Świtu występuje niedawny obrońca ŁKS-u Przemysław Przysowa, który w starciu z Legią II zaliczył zwycięskie trafienie dla swojej nowej drużyny...