W dobrych nastrojach zawodnicy ŁKSu 1926 Łomża przystąpili do meczu z Dębem Dąbrowa Białostocka, wszakże ostatni mecz z Hetmanem został wygrany, a ostatni smak porażki odczuli w ostatni dzień sierpnia. Całkowicie inaczej atmosfera wygląda w zespole Dębu, gdzie w ciągu sześciu kolejek wygrali tylko raz i trzykrotnie zremisowali. Sama sytuacja w klubie też nie jest za ciekawa, gdyż zespół z Dąbrowy miał nawet nie przystępować do rozgrywek IV ligi podlaskiej.
Jednak wszystkie te różnice zniknęły w momencie wejścia na boisko, kiedy to w szóstej minucie wynik spotkania otwierają zawodnicy gości za pomocą błędów w kryciu i celnego dośrodkowania z rzutu rożnego.
Nasi zawodnicy jednak pokazali, że nie dadzą gościom darmowych trzech punktów, zwłaszcza na swoim stadionie. Niecałe cztery minuty później pada gol wypracowany przez dwóch siedemnastolatków. Niezwykle precyzyjne podanie Łukasza Korzenieckiego wykorzystuje niezawodny Filip Dojlida.
Od tego momentu kontrola nad meczem była całkowicie w rękach “ełkaesiaków”, jednak znając przewrotność futbolu i czwartej ligi, coś musiało się stać nie po naszej myśli. W 25. minucie nieodpowiedzialnie z bramki wychodzi Bartek Długołęcki, po czym, według sędziego, fauluje zawodnika Dębu w polu karnym i doprowadza do rzutu karnego, który został przez gości wykorzystany bezbłędnie.
Do szatni jednak schodziliśmy z wynikiem 2:2, gdyż w ostatniej akcji pierwszej połowy spotkania, Reinaldo Melao dobił obroniony strzał Krystiana Pawczyńskiego i zaprowadził drużynę do szatni z wynikiem, który się jej należał.
Po gwizdku ŁKS wyszedł na boisko z jeszcze większym pazurem i wolą walki niż w pierwszej części. I te podejście im się opłaciło, gdyż już w 50. minucie, Filip Dojlida, po kolejnym wypieszczonym podaniu Korzenieckiego, wyprowadza nasz zespół na pierwsze prowadzenie w tym spotkaniu.
Mimo prowadzenia nasi zawodnicy nie odpuszczali żadnego skrawka boiska, dlatego też kolejna bramka była kwestią minut. W 74. minucie Dawid Pastorczyk zrobił to, co do nowoczesnego bocznego obrońcy należy, podłączył się na prawym skrzydle do akcji i posłał dokładne dośrodkowanie wprost na głowę wchodzącego Pawczyńskiego, który ustalił wynik meczu.
Do końca meczu ełkaesiacy nie oddali inicjatywy w spotkaniu i spokojnie dowieźli zwycięstwo, zatrzymując 3 punkty w Łomży. Zawodnikom, zwłaszcza tym młodym jak Dojlida, Korzeniecki czy Pawczyński, należy pogratulować chłodnej głowy i umiejętności dwukrotnego odwrócenia losów spotkania. Taki ŁKS chce widzieć chyba każdy kibic i na stadionie i przed komputerem, oglądając naszą transmisję na żywo.
Hubert Norowski