Czy Janusz Palikot, były polityk i przedsiębiorca okazał się miłośnikiem przyrody? W swoich mediach społecznościowych opowiada o urokach naszego regionu stojąc na tle rozlewisk Biebrzy w Burzynie i Narwi w Górze Strękowej. Szkoda, że czyni to z butelką wódki w rękach i nie trzyma się faktów. Czy ma to być dobry sposób na jej promocję? Wątpliwe.
- Widać rzędu ptaków siedzący na wodzie, jest to imponująca skala – mówi Janusz Palikot. Porównuje tę sytuację do jeziora Wiktorii w Afryce. - To nieokiełznana przyroda. Tak tu jest co roku w marcu. To spektakularny widok, co czyni przyroda. – kontynuuje.
Szkoda jednak, że nie trzyma się faktów dotyczących historii tego terenu i robi wiele błędów, co wytknęli internauci.
- Góra Strękowa, nie Strąkowa, nie bunkier a schron, nie I wojna światowa a II wojna światowa – pisze Sebastian Grzech.
Nic nie wspomina, że na Górze Strękowej pochowany jest kapitan Władysław Raginis, bohater dowodzący obroną tego odcinka podczas kampanii wrześniowej w 1939 roku.
Janusz Palikot mówi dalej, że Biebrzański Park Narodowy jest najdłuższy i największy w Polsce. I w tym się nie myli.
- Nigdzie nie ma tak rozległych mokradeł, bagnistych terenów w Europie. I to jest największy skarb na Podlasiu – zauważa znany przedsiębiorca, producent alkoholi.
Stojąc przy wieży widokowej w Burzynie zwraca uwagę, że rozlewiska te mogą mieć do 30 kilometrów szerokości. Jego zdaniem może tu egzystować od 3,5 - 5,5 tysiąca łosi oraz ptaki drapieżne, jak orlik oraz niezliczone ilości różnych gatunków kaczek, gęsi, łabędzi, batalionów i czapli.
Jak podaje Biebrzański Park Narodowy w Dolinie Biebrzy żyje około 1400 łosi. Czy tak trudno było Januszowi Palikowi sprawdzić dane dotyczące ilości tych zwierząt na tym terenie? Z faktami chyba mu nie po drodze.