Była to osamotniona reduta. Mimo braku pomocy z jednostek oddalonych o 30 km, ogromnej przewagi wroga i słabnącego morale we własnych szeregach udało się zatrzymać Niemców na dwa dni. Jednocześnie bohaterska obrona odcinka Wizna została okupiona krwią, a rozerwane przez granat ciało kapitana Raginisa, Niemcy dodatkowo podpalili.
W niedzielę (5.09) odbyły się obchody 82. rocznicy bitwy pod Wizną. Wydarzenie, podczas uroczystości przy schronie dowodzenia, wspominał Dariusz Szymanowski, prezes stowarzyszenia Wizna 1939:
- Niemcy “zaproponowali” kapitanowi kapitulację. Raczej to był szantaż. Zagrozili, że jeśli się kapitan nie podda, jeśli załoga się nie podda, Niemcy rozstrzelają wziętych do niewoli, a schron wysadzą w powietrze. Kapitan poprosił o czas do namysłu. Być może liczył na obiecaną pomoc Osowca. Pomoc ta nie nadchodziła. Po około pół godzinie kapitan zwolnił swoich żołnierzy, którzy byli z nim w schronie ze służby i rozkazał wychodzić ze schronu. Wychodzili i kiedy ostatni z żołnierzy wychodził, słychać było wybuch granatu. Mieszkańcy Góry Strękowej znaleźli potem ciało kapitana w tym miejscu, gdzie dzisiaj jest grób. Kapitan rozerwał się granatem. Niemcy nie pozwalali na pochowania ciał oficerów. W związku z tym te ciała przez kilka dni zalegały w schronie. Dopiero potem, kiedy niemieccy oficerowie ponownie podjechali pod Górę Strękową, mieszkańcy wyprosili u Niemców zgodę, żeby te ciała pochować, ale zanim to się stało Niemcy weszli do schronu i podpalili te ciała.
Reklama
W Strękowej Górze nie zabrakło także przedstawicieli rodziny kapitana Raginisa.
- Mój dziadek Stanisław Morawski - szwagier kapitana Raginisa wspominał , że tutaj przez lata kapitan Raginis był wspominany z taką wdzięczną pamięcią, ponieważ ta przysięga, że nie opuści schronu żywy, była konsekwencją tego, że w chwili trudnej część młodych żołnierzy zdezerterowała i rzeczywiście to były nieostrzelone, w ogóle niedoświadczone roczniki. Była decyzja czy rozstrzelać tych dezerterów, czy dać im nową szansę. Kapitan Raginis po prostu postanowił dać przykład. Trochę za przykładem Wołodyjowskiego. Czytał “Trylogię” jako dziecko i postanowił dać tę przysięgę, że on sam żywy nie opuści tego miejsca i będzie walczył aż do zwycięstwa. I to dało taki zupełnie nowy impuls tym obrońcom i poszli za swoim dowódcą rzeczywiście w dym - mówił Jacek Raginis-Królikiewicz.
Reklama
Obrona Wizny z początków września doczekała się miana Polskich Termopil. Siły niemieckie znacznie przewyższały możliwości militarne polskich żołnierzy. Mimo takiej dysproporcji sił, udało się zatrzymać wojska niemieckiego generała Guderiana na dwa dni. W tym czasie powstała armia Warszawa, złożona z niedobitków wojsk polskich ściągających do obrony stolicy z różnych części kraju. Również wiele z polskich jednostek zyskało czas na wycofanie się do Rumunii.
Na zdjęciu Jacek Raginis-Królikiewicz z synem Władysławem Raginisem