ŁKS 1926 Łomża pokonał w spotkaniu 27. kolejki III ligi rezerwy Legii Warszawa 2:1. Mecz zatem zakończył się wynikiem identycznym, jaki padł w rundzie jesiennej. Bramki dla białoczerwonych padły na początku pierwszej i drugiej połowy po uderzeniach Damiana Gałązki i Daniela Kacprzyka.
ŁKS rozpoczął spotkanie z duzym animuszem od samego początku pokazując, że choć zajmuje dopiero 13. miejsce w tabeli, nie obawia się będącej na 4. miejscu Legii. Szybko okazało się, że rzeczywiście nie ma się czego bać, bo obrona warszawian była dziurawa jak szwajcarski ser. Młodzi piłkarze Legii kompletnie nie radzili sobie z nawet niezbyt agresywnym, ale wysokim pressingiem.
Na pierwsze trafienie biało-czerwonych kibice, wśród których prym wiedli mali ełkaesiacy z Młodzieżowego ŁKS-u, nie musieli długo czekać. Już w 8. minucie kapitalną, indywidualną akcją na skrzydle popisał się Michał Sadowski, który ograł w pojedynku obrońcę Legii i idealnie dośrodkował piłkę wprost na głowę Damiana Gałązki, któremu pozostało tylko przyłożyć głowę i wpakować piłkę do siatki.
Tak naprawdę jednak 1:0 mogło i powinno być jeszcze wcześniej, bo już w 3. minucie. Wtedy to, po wyrzucie z autu, w sytuacji sam na sam z bramkarzem gości znalazł się Sadowski, który jednak z ostrego kąta trafił wprost w golkipera Legii.
Po zdobyciu gola ŁKS nie cofnął się jak to ostatnimi czasy miewał w zwyczaju, ale dążył do strzelenia kolejnej bramki tak, aby jak najszybciej powiększyć przewagę na tablicy wyników. Zaraz po wznowieniu gry ze środka po raz kolejny znakomicie pokazał się na skrzydle Sadowski. Tym razem dograł bardzo dobrą piłkę do Pawła Drażby, który w sytuacji sam na sam strzelił z ostrego kąta minimalnie niecelnie, a piłka otarła się o słupek bramki Dominika Kąkolewskiego.
Piłkarze trenera Mateusza Miłoszewskiego naciskali przyjezdnych, którzy doś łatwo się gubili w defensywie i kolejna bramka wisiała na włosku. Po kilkunastu minutach jednak napór biało-czerwonych zelżał, drużyna cofnęła się nieco i dała więcej miejsca do gry Legii, która próbowała to wykorzystać organizując ataki na bramkę Oliwera Wienczatka. Najbliżej odrobienia strat warszawianie byli w 23. minucie, kiedy po strzale z ostrego kąta piłka zmierzała do bramki. Na szczęście w ostatniej chwili nogę wyciągnął Reinaldo Melao i wybił piłkę tuż sprzed linii bramkowej.
ŁKS cofnął się nieco, jednak nie po to, by kurczowo bronić wyniku. Intensywna gra z początku spotkania wymagała nieco regenracji sił, a przy tym robiło się więcej miejsca na kontrataki, które w wykonaniu biało-czerwonych były naprawdę groźne. W 30. minucie, po faule przed polem karnym na bezpośrednie uderzenie z rzutu wolnego z około 25 metrów zdecydował się Marek Kaliszewski, ale piłka padła łupem Kąkolewskiego, podobnie jak strzał z dystansu Gałązki minutę później.
Drugą połowę ŁKS rozpoczął od zmiany w składzie i... gola. W przerwie podjęta została decyzja o zdjęciu z boiska Konrada Kamienowskiego, który odczuwał skutki kontuzji sprzed tygodnia. Jak tłumaczył po meczu trener Miłoszewski, postanowił on nie ryzykować pogłębieniem urazu u zawodnika i w jego miejsce wpuścił Michała Tarnowskiego. Wymusiło to przesunięcie w ustawieniu i wychowanek Młodzieżowego ŁKS-u zajął pozycję w ataku.
Chwilę później ełkaesiacy cieszyli się już ze zdobycia drugiej bramki. Rzut rożny wykonywał etatowy dośrokujący czyli Marek Kaliszewski. Piłka trafiła dokładnie tam, gdzie miała trafić ale ani żaden z gospodarzy nie zdołał oddać strzału głową, ani żaden z obońców przyjezdnych nie wybił od razu piłki. Spowodowało to duże zamieszanie w polu karnym, w którym najlepiej odnalazł się Daniel Kacprzyk, pakując piłkę z bliska do siatki.
Przy prowadzeniu dwiema bramkami ŁKS kontrolował przebieg spotkania, a młodzi piłkarze rezerw warszawskiej Legii nie mogli znaleźć recepty na doświadczoną i szczelną obronę gospodarzy. Po godzinie gry jednak przewaga Legii zaczęła być coraz wyraźniejsza. W zespole biało-czerwonych dało znać o sobie zmęczenie bardzo intensywną grą od pierwszej minuty. Jak przyznał po meczu trener, było to świadomie podjęte ryzyko, pomimo upalnej pogody.
W 71. minucie do dużego wysiłku zmuszony został Wienczatek, który świetnie obronił strzał z pola karnego. Bramkarz ŁKS-u radził sobie także z piłkami wrzucanymi w pole karne. Niestety, nie poradził sobie ze strzałem z rzutu wolnego w 84. minucie. Bezpośrednim uderzeniem z 17 metrów obok muru Wienczatka zaskoczył Miłosz Szczepański, który zdobył dla Legii kontaktowego gola.
Po zdobyciu bramki legioniści zwietrzyli szansę na remis i ruszyli mocniej do ataku. Obrona ŁKS-u jednak, do spółki z bramkarzem, nie pozwoliła sobie wydrzeć zwycięstwa, choć momentami robiło się nerwowo, jak w 90. minucie, kiedy to o mały włos własnego bramkarza nie zaskoczył Tomasz Brzozowski. Piękne uderzenie na własną bramkę wybronił jednak Wienczatek i nawet taka "pomoc" ze strony ŁKS-u nie pozwoliła Legii wywieźć z Łomży punktu.
- Przed meczem zrobiliśmy sobie takie założenie, że mamy wyjść agresywnie, bardzo wysoko odbierać piłke i starać się sobie ten mecz szybko ułożyć. Mimo takiej aury zaryzykowaliśmy, udało nam się strzelić jedną bramkę i uważam, że z pierwszej połowy za mało wyciągnęliśmy, bo mogliśmy przynajmniej drugą strzelić. Ale udało się zaraz na początku drugiej połowy - nasza silna broń, stały fragment - zdobyć tę drugą bramkę. No niestety, ten mocny początek trochę nam się odbił na końcówce. Prowadziliśmy 2:0, a ta akcja... Mogliśmy wcześniej ją przerwać, mieliśmy wcześniej przerywać to wszystko. Nie udało się, ładny strzał z rzutu wolnego, 2:1 i trochę nerwowo na koniec - podsumował mecz trener Mateusz Miłoszewski.
Drugi mecz z rzędu ŁKS dopingowali niecodzienni wcześniej kibice. Na trybunach zasiedli bowiem znacznie młodsi koledzy zawodników dorosłego ŁKS-u, na co dzień uczący się gry w piłkę w Młodzieżowym ŁKS-em. Ich żywiołowy doping przez cały mecz dodatkowo motywował piłkarzy do wysiłku.
- Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek wcześniej tak żywe były trybuny, tyle małych dzieci i rodziców. Ich doping bardzo nas wspomagał. Każdy doping nas wspomaga, ale ten był naprawdę specjalny, bo to są nasi wychowankowie, przyszli nasi piłkarze. Oby więcej takich meczów - mówił po spotkaniu autor zwycięskiego gola Daniel Kacprzyk, do którego dzieci zwracały się per "Panie trenerze", bo Daniel przez jakiś czas zajmował się również ich szkoleniem.
Udział w spotkaniach dorosłej drużyny w roli najbardziej oddanych kibiców to efekt współpracy pomiędzy zarządami "dorosłego" i Młodzieżowego ŁKS-u. Dzieci wyprowadzają zawodników obu drużyn przed meczem, po czym z całych sił dopingują swoich starszych kolegów, a w przerwie rozgrywają "mini mecz" na małe bramki na murawie przed główną trybuną. Rodzinne kibicowanie to nowy pomysł i znakomicie się sprawdza.
Kolejne dwa spotkania ŁKS rozegra na wyjeździe. Najpierw w niedzielę 14 maja nasi piłkarze pojadą do Łowicza na mecz z Pelikanem, a następnie we środę 17 maja zagrają w Warszawie z Ursusem. Przed własną publicznością zaprezentują się po raz kolejny dopiero za dwa tygodnie - w sobotę 20 maja, kiedy to podejmować będą Huragan Wołomin.
ŁKS 1926 Łomża - Legia II Warszawa 2:1 (1:0)
Bramki: 8" Gałązka, 47" Kacprzyk - 84" Szczepański
ŁKS: Wienczatek - Kamienowski (46" Tarnowski), Melao, Cibulskas, Kaliszewski - Gałązka, Kacprzyk (62" Brzozowski), Baranowski, Olesiński (85" Grabowski) - Sadowski, Drażba (73" Kaszubowski)
Legia: Kąkolewski - Skowron, Zawal, Żyro, Hołownia, Waniek, Czarnowski, Nawotka, Matić, Szczepański, Więdłocha