ŁKS 1926 Łomża przegrał na własnym boisku 2:3 z Sokołem Ostróda. Dzisiejszy mecz kolejny raz obnażył słabości i brak skuteczności. Przed nami jeszcze sześć spotkań ligowych, co oznacza, że walka naszej drużyny o utrzymanie się w lidze wciąż trwa. Oba zespoły od początku były nastawione bojowo. Jedni i drudzy mieli bowiem nad sobą wizję spadku. Po 27. kolejce łomżanie plasowali się na 14. miejscu, zaś rywale tylko oczko niżej. Dzieliły ich dwa punkty.
Od pierwszego gwizdka czuć było presję i ciśnienie. Swoją szansę szybko wykorzystał ŁKS. W 24. minucie do bramki gości trafił najlepszy strzelec Rafał Maćkowski. Rywale jednak nie odpuszczali. Próbowali kontrować i udało im się wywalczyć kilka groźnych sytuacji, w tym bramkowych. W 30. minucie Reinaldo Melao sfaulował kolegę z boiska, za co otrzymał żółtą kartkę. Gościom puściły nerwy i doszło do przepychanek. Nerwy szybko jednak przeszły rywalom, bo w 35. minucie rzut wolny wykorzystał Marcin Kajca i doprowadził do remisu. Sokół nabrał wiatru w żagle i dwie minuty później wyszedł na prowadzenie. Na 2:1 wynik ustalił Adrian Pluta.
Druga połowa to niestety dobra passa rywali. Podczas, gdy biało-czerwoni chaotycznie prowadzili grę i faulowali, to Sokół wykazywał stoicki spokój. Znów doszło do niepotrzebnych starć i nerwowej atmosfery. U naszych zabrakło dokładnych podań, woli walki i piłkarskiego pazura. Precyzja gości miała odzwierciedlenie w 51. minucie, gdy bramkę na 3:1 strzelił, mający już na koncie trafienie, Marcin Kajca. Honor w meczu i słabą postawę „Ełkaesiacy” choć trochę uratowali w 85. minucie. Na 2:3 strzelił Paweł Wasilewski. Na zryw było już jednak za późno.
Dzisiejsza porażka ŁKS-u nie poprawi miejsca w tabeli. Najbliższy okres będzie dla łomżan gorący i to wcale nie przez temperatury za oknem. Podopieczni Krzysztofa Ogrodzińskiego wkroczyli w najważniejszą część rundy wiosennej i muszą walczyć o każdy punkt, aby w następnym sezonie nie spaść do niższej ligi.