Od dłuższego czasu docierają do nas z różnych źródeł sygnały, że w ŁKS-ie 1926 źle się dzieje. Chodzi oczywiście o pieniądze, a raczej ich brak. Problem narasta już od pewnego czasu i dojrzał na tyle, że dotarł do prezydenta Łomży, który dwa tygodnie temu spotkał się z działaczami, trenerem i piłkarzami, a na wczorajsze popołudnie zaprosił do rozmowy przedsiębiorców, potencjalnych sponsorów.
Do łomżyńskich przedsiębiorców wysłanych zostało ponad 70 zaproszeń, z których skorzystało... dwóch, a właściwie jeden, bo drugi to przedsiębiorca ze Śniadowa. W dodatku są to obecni sponsorzy klubu. Nie tylko jednak przedsiębiorców najwyraźniej nie interesuje przyszłość ŁKS-u. Choć we wtorek na stronie internetowej klubu pojawiła się informacja o spotkaniu w ratuszu z zachętą dla wszystkich osób, którym jego los leży na sercu, tych również nie było.
Ostatecznie udział w spotkaniu wziął prezydent Mariusz Chrzanowski, obecny prezes ŁKS-u Łukasz Uściłowski, członek zarządu Karol Dzbeński, dwóch obecnych sponsorów, w tym były prezes, właściciel firmy Agro-Rolnik Jarosław Kulesza i członek zarządu PEPEES Tomasz Rogala, a także radny Zbigniew Prosiński, wicedyrektor II Liceum Ogólnokształcącego Konrad Haponik, przedstawiciel piłkarzy Daniel Kacprzyk i dwóch członków klubu. Z opóźnieniem dotarł były wiceprezes reprezentujący w klubie prezydenta Mariusz Giełgut, a pod koniec spotkania drugi z członków zarządu Sebastian Chrzanowski. Znamienne, że na tak ważnym z punktu widzenia klubu spotkaniu, nawet jego zarząd nie stawił się w komplecie...
W założeniu spotkanie miało zachęcić łomżyńskich przedsiębiorców do zaangazowania się w sponsorowanie ŁKS-u, jednak okazało się, że nie ma kogo zachęcać. W tej sytuacji zebrani przez godzinę rozmawiali o problemie z finansowaniem i próbowali zdiagnozować dlaczego łomżyńskie firmy nie są zainteresowane wsparciem piłkarzy.
Zarówno prezydent, jak i prezes klubu nie ukrywali rozczarowania tak niską frekwencją, stawiając pod znakiem zapytania kwestię dalszej gry na obecnym poziomie rozgrywkowym. Problemy finansowe i zaległości w płatnościach na rzecz piłkarzy mogą bowiem spowodować, że w rundzie jesiennej ŁKS zdany może być jedynie na wychowanków i juniorów, co prawdopodobnie skończy się spadkiem do IV ligi.
Czy naprawdę przyszłość ponad 90-letniego klubu z bogatą historią rysuje się już tylko w czarnych barwach? Prezydent Chrzanowski widzi jeszcze pewne możliwości rozmów z łomżyńskim biznesem, który jak dotąd nie wykazuje zainteresowania wsparciem ŁKS-u nawet pomimo ciekawych pomysłów, których kilka wymienił Łukasz Uściłowski. On sam zresztą przyznał, że zaczyna mu ich brakować, a ciągły brak odzewu zniechęca.
Spotkanie, choć nie było jeszcze stypą, to swoim nastrojem bardzo ją przypominało. Gdzie został popełniony błąd? Czy można za wszystko winić problemy z przeszłości, które doprowadziły do upadku "starego" ŁKS-u? Czy możliwe jest jeszcze postawienie na nogi tego klubu, którego drużyna zaledwie nieco ponad dekadę temu potrafiła przyciągnąć na stadion kilka tysięcy osób, dla których brakowało siedzących miejsc? Czy kogoś, poza tą garstką obecną wczoraj w ratuszu, jeszcze to obchodzi?