"Czarne koszule" pokonały w meczu XIV kolejki zawodników Łomżyńskiego Klubu Sportowego 2:0. Piłkarzom po raz kolejny nie udało się przywieźć cennych 3 punktów, które mogłyby poprawić ich sytuację w lidze. Łomżanie wciąż znajdują się na końcu tabeli. Zdaniem trenera ŁKS-u Roberta Speichlera, seria porażek pęta piłkarzom nogi.
- Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była fatalna, nie potrafiliśmy utrzymać się przy piłce, napędzaliśmy tylko grę zespołu Polonii - mówił po meczu trener ŁKS-u Robert Speichler.
Pierwsza bramka na konto warszawian wpadła już w 27. minucie, dzięki celnemu uderzeniu Krystiana Pieczary. Kolejne próby zmiany wyniku nie udały się zarówno "biało-czerwonym" jak i "czarnym koszulom", chociaż warszawianie mieli możliwość zdobycia kolejnej bramki już w 38. minucie. Strzał okazał się jednak niecelny. Pierwsza połowa meczu zakończyła się wynikiem 1:0 na korzyść Polonii.
Cztery minuty po rozpoczęciu drugiej połowy na 2:0 zmienił wynik piłkarz Polonii Cezary Sauczek. Łomżanie zaczęli też walczyć o poprawę wyniku, stwarzając obiecujące sytuacje. Niestety żadna z nich nie zakończyła się bramką.
Robert Speichler komentując dotychczasowe wyniki "ełkaesaków" stwierdził, że seria porażek pęta piłkarzom nogi, przez co boją się brać na siebie odpowiedzialność podczas spotkań.
- Te wyniki z tej rundy spowodowały to, że jest brak pewności siebie na boisku - mówił Speichler. - W pierwszej połowie widać było, że chłopaki bali się wziąć ciężar gry na siebie a były ku temu możliwości, dopiero jak już nie było nic do stracenia, zaczęliśmy stwarzać sobie sytuacje - komentował.
ŁKS 1926 Łomża wciąż zajmuje w tabeli ostatnie miejsce z dorobkiem 6 punktów. Łomżyńscy piłkarze strzelili do tej pory 16 bramek i stracili aż 37.
W następnym spotkaniu "biało-czerwoni" zmierzą się z Pelikanem Łowicz.
XIV kolejka
Polonia Warszawa - ŁKS 1926 Łomża 2:0 (1:0)
bramki: Pieczara (27), Sauczek (49)