Po ostatniej porażce ŁKS-u 1926 Łomża z Sokołem Aleksandrów Łódzki kibice liczyli na przebudzenie swojej drużyny. Biało-czerwoni wprawdzie nie przynieśli wstydu, podnieśli się z kolan i zremisowali z Lechią Tomaszów Mazowiecki 1:1, ale do pełni szczęścia jeszcze wiele brakuje. Wyjazdowe spotkanie 27. kolejki obnażyło kolejne braki naszego zespołu.
ŁKS cały czas broni się przed spadkiem. Zwycięstwo dałoby im pewien komfort bezpieczeństwa, ale jak widać podopieczni Krzysztofa Ogrodzińskiego lubią balansować na krawędzi i do ostatniej chwili będą ważyć się ich losy w lidze.
Niedzielny mecz w Tomaszowie Mazowieckim rozpoczął się idealnie dla gospodarzy. W 11. minucie dobre podanie wykorzystał Tomasz Płonka i umieścił piłkę w siatce. Rywal nie cieszył się jednak długo prowadzeniem. W 23. minucie winę za samobóje w ostatnich meczach odpokutował Reinaldo Melao. Pierwszy strzał głową został obroniony, ale na dobitkę nie było mocnych.
Wypracowany remis 1:1 utrzymał się do ostatniego gwizdka. W drugiej połowie więcej akcji stworzyli lechiści. Pod koniec spotkania udało im się stworzyć kilka zagrożeń, ale z każdego ratował nas bramkarz Paweł Lipiec. Z naszej strony zabrakło skuteczności podań i zapału do walki.
Kolejny mecz ŁKS zagra u siebie 12 maja. W 28. kolejce podejmie Sokoła Ostróda.