Reklama

Nieudana prowokacja dziennikarki czy wprost przeciwnie?

13/01/2017 11:53

Większość wczorajszych wydań w mediach obiegła informacja o nieudanej prowokacji dziennikarki jednej z ogólnopolskich stacji telewizyjnych wobec zambrowskiej Policji. Dziś dowiadujemy się, że relacja Policji wcale nie musi być zgodna z prawdą, a prowokacja - wprost przeciwnie - udała się znakomicie. Zweryfikować to ma dzisiejsza relacja w Nowa TV.

Z wczorajszego komunikatu opublikowanego na stronie Komendy Głównej Policji dowiedzieliśmy się, że dziennikarka jednej z ogólnopolskich stacji telewizyjnych dzwoniła w kilku miejscowościach do dyżurnych policji, podając się za wysokiej rangi urzędniczkę MSWiA i prosząc o podwiezienie, bo zepsuł się jej samochód. Policjanci udzielali jej jedynie informacji, jak uzyskać pomoc, a potem zweryfikowali, że to prowokacja dziennikarska.

Policja poinformowała, że po kilku takich telefonach policjanci postanowili sprawdzić, kim jest zgłaszająca. Funkcjonariusze z jednostki policji w Zambrowie po przyjechaniu na miejsce rzekomej awarii samochodu, zastali stojącą przy drodze kobietę. Wylegitymowali ją i okazało się, że telefonicznie podała nieprawdziwe dane, przy czym dalej chciała, żeby podwieźli ją radiowozem do hotelu bądź warsztatu. Funkcjonariusze zaś chcieli, żeby pokazała swój samochód.

Reklama

- W tym celu, po sprawdzeniu kobiety w policyjnym systemie, udali się wraz z nią nie radiowozem a pieszo w kierunku miejsca, gdzie miał być zaparkowany jej pojazd. Po kilkunastu metrach kobieta zatrzymała się i oświadczyła, że takiego pojazdu nie ma, a ona jest dziennikarką jednej z ogólnokrajowej TV, okazując legitymację prasową. Jak przyznała, cała sytuacja miała na celu sprawdzenie czy policyjne pojazdy służą urzędnikom za taksówki i są na każde zawołanie. Po tym jak zorientowała się, że interwencja nie pójdzie po jej myśli, przyznała, że cała sprawa jest prowokacją dziennikarską - opisuje Komenda Główna Policji w komunikacie prasowym.

Policjanci uznali, że zachowanie kobiety wywołało niepotrzebną czynność funkcjonariuszy, co wypełnia znamiona wykroczenia z art. 65 par. 1 (tj. wprowadzenie w błąd organu co do własnej tożsamości oraz miejsca zatrudnienie) i 66 par. 1 (tj. wywołanie niepotrzebnej czynności) Kodeksu Wykroczeń. Zdecydowano o skierowaniu sprawy na drogę sądową.

Reklama

Tymczasem Tomasz Sygut, redaktor naczelny programów informacyjnych i publicystycznych w Nowa TV, w piątek przed południem poinformował na swoim profilu facebookowym, że główną bohaterką prowokacji była dziennikarka programu Tomasza Sekielskiego „Teraz ja" Iwona Poreda. Dodał, że w oświadczeniu policji na ten temat „prawdziwa jest tylko nazwa miejscowości, gdzie prowokację przeprowadziliśmy".

Jak dokładnie wyglądała ta sytuacja według dziennikarzy Nowa TV? - Reporterka Iwona Poreda zadzwoniła na trzy posterunki policji, na trzecim dyżurny przyjął informację, że pani z gabinetu politycznego wiceministra spraw wewnętrznych potrzebuje pomocy, bo jej się samochodzik zepsuł i wysłał radiowóz. Policjanci bardzo chcieli pomóc, dziennikarka w pewnym momencie przerwała tę prowokację - kiedy przyjechała już ekipa i zaczęto szukać kabli do akumulatora, powiedziała, kim jest. To nie oni ją legitymowali, sama podała swoją prawdziwą tożsamość - opisuje Tomasz Sekielski w rozmowie z Wirtualnemedia.pl.

Reklama

Relacja z prowokacji zostanie pokazana w Nowa TV dzisiaj w programie informacyjnym „24 godziny" oraz w niedzielę w „Teraz ja".

Czytaj więcej na: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/sekielski-i-sygut-prowokacja-nowa-tv-wobec-policjantow-sie-udala-relacja-policji-nieprawdziwa#

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama