- Obie drużyny zagrały dziś słabo i kibice nie mieli zbyt dużo do oglądania - stwierdził po dzisiejszym meczu trener Lechii Tomaszów Mazowiecki Bogdan Jóźwiak i trudno nie przyznać mu racji. Podbramkowych sytuacji i związanych z nimi emocji było bowiem jak na lekarstwo. Lechia okazała się jednak lepsza i wywiozła z Łomży komplet punktów.
Ostatnio w Łomży widujemy drużyny z czołówki ligi, które przyjeżdżają do ŁKS-u po punkty i pokazują to od pierwszych minut. Tak samo było też dzisiaj. Lechia, która przed tym meczem zajmowała miejsce na podium nie zamierzała się bronić i grać z kontry tylko dyktować gospodarzom warunki gry. I to nastawienie było widać od pierwszego gwizdka arbitra. Co prawda biało-czerwonym nadarzyła się okazja do szybkiej kontry już w 2. minucie, kiedy Daniel Kacprzyk obsłużył dalekim zagraniem wybiegającego na wolne pole Michała Sadowskiego, ale jego strzał nie zdołał zmusić strzegącego bramki Lechii Patryka Grejbera do wyciągania piłki z siatki.
Na tym właściwie moglibyśmy zakończyć relację z pierwszej połowy jeśli chodzi o ŁKS, ale w piłkę grają dwie drużyny. W 16. minucie, po dalekim wyrzucie z autu i przedłużeniu piłki głową Kamil Szymczak z bliska wpakował fubolówkę do bramki o goście objęli prowadzenie.
Po stracie gola nie było widać u podopiecznych trenera Krzysztofa Ogrodzińskiego wiekiej chęci do szybkiego odrabiania strat. Inna sprawa, że skutecznie przeciwdziałali temu piłkarze Lechii, który do około 40 metra pozwalali ełkaesiakom na dość swobodne rozgrywanie piłki, ale każda próba przejścia wyżej spotykała się z natychmiastowym, agrsywnym pressingiem, z którym nasi piłkarze nie potrafili sobie poradzić.
Po przerwie ŁKS ywszedł jednak bardziej zmobilizowany i w pierwszych 10 minutach zdołał zepchnąć Lechię do defensywy. Kiedy jednak nie udało się w tym czasie stworzyć zagrożenia pod bramką przyjezdnych, nie mówiąc o strzeleniu wyrównującego gola, powrócił obraz gry sprzed przerwy. Mecz kontrolowali goście, którzy jednak również nie potrafili przełożyć optycznej przewagi na sytuacje pod bramką Pawła Lipca. W tej sytuacji nic już do końca się nie zmieniło i wynik ustalony w pierwszej połowie pozostał bez zmiany do ostatniego gwizdka sędziego.
Po meczu bardziej rozmowny był trener gości, który jednak przyznał, że było to najsłabsze spotkanie jego drużyny w tym sezonie.
- Na szczęście jednak zwycięskie - znalazł pozytywny element Bogdan Jóźwiak.
Z kolei szkoleniowiec ŁKS-u przyznał, że sztab biało-czerwonych wiedział o długich wyrzutach z autu w pole karne i uprzedził o nich piłkarzy. Mimo to, właśnie po tak wykonanym stałym fragmencie padł jedyny gol.
- To są młodzi zawodnicy, którzy potrzebują jeszcze ogrania - tłumaczył trener Ogrodziński.
Kolejny mecz ŁKS rozegra na wyjeździe z Sokołem Ostróda w sobotę 7 października 2017 roku. Może z Ostródy uda się przywieźć punkt bądź punkty, bo po 10 kolejkach sytuacja w tabeli nie wygląda wesoło. ŁKS spadł na 15. miejsce i tylko temu, że drużyny w strefie spadkowej są jeszcze słabsze zawdzięcza fakt, że wciąż jeszcze jest "nad kreską".
ŁKS 1926 Łomża - Lechia Tomaszów Mazowiecki 0:1 (0:1)
Bramka: Szymczak 16"
ŁKS: Lipiec - Wasiulewski, Melao (46 Świderski Ł.), Świderski M., Gałązka, Maćkowski, Kaliszewski, Misiak, Kacprzyk (46 Brzozowski), Drozdowski (62 Tarnowski), Sadowski (82 Grabowski)
Lechia: Grejber - Cyran, Żytek, Patora, Szymczak, Bocian, Magdoń, Kolasa, Rozwandowicz, Kornacki, Orzechowski