Efektownym wynikiem pożegnali się z łomżyńską publicznością piłkarze ŁKS-u 1926, którzy w rozegranym awansem meczu pierwszej kolejki rundy wiosennej pokonali w sobotę na stadionie w Łomży KS Wasilków 4:1. Hattricka ustrzelił w tym meczu kapitan biało-czerwonych Rafał Maćkowski.
Spotkanie rozpoczęło się w wymarzony wręcz sposób dla ełkaesiaków, którzy już w 2. minucie za sprawą pierwszego trafienia swojego kapitana objęli prowadzenie. Niestety, nie cieszyli się z niego zbyt długo, bo już po siedmiu minutach ponownie był remis. W zamieszaniu w polu karnym Oliwera Wienczatka najlepiej znalazł się Rafał Szczepanik, który z najbliższej odległości wepchnął piłkę do bramki.
Stracony gol nie zrobił wrażenia na łomżyńskiej drużynie, która po prostu zaczęła realizować założenia przedmeczowe przygotowane na stan 0:0. ŁKS wyraźnie przeważał, dyktował tempo i warunki gry, ale mimo to wynik wciąż nie ulegał zmianie i tak trwało to aż do przerwy.
Po zmianie stron wydawało się, że ŁKS będzie miał trudniej atakować, bo musiał grać pod dość silnie wiejący wiatr. Nic bardziej mylnego. Biało-czerwoni w dalszym ciągu atakowali i w 55. minucie przyniosło to efekt. Obrońca Wasilkowa nie potrafił już przepisowo zatrzymać szarżującego w polu karnym Michała Sadowskiego i po faulu na nim sędzia wskazał na 11. metr. Rzut karny wykorzystał Maćkowski i na tablicy wyników było już 2:1. Chwilę później, za wyraźnie zbyt gwałtowne kontestowanie decyzji sędziego, drugą żółtą kartką ukarany został strzelec honorowej bramki dla Wasilkowa Rafał Szczepanik.
Strata drugiego gola spowodowała, że wasilkowianie ruszyli do odrabiania strat. To jednak z kolei dało taki skutek, że ŁKS miał możliwość gry z kontry, z czego skrzętnie skorzystał tym bardziej, że strata jednego zawodnika dodatkowo osłabiła rywali. Dwa z kilku przeprowadzonych kontrataków zostały wykorzystane. Najpierw w 83. minucie po podaniu Maćkowskiego w sytuacji sam na sam strzałem z okolic narożnika pola karnego bramkarza gości pokonał Sadowski, a cztery minuty później, niemal z tego samego miejsca i w prawie taki sam sposób powtórzył to popularny "Rambo" i było po meczu.
Choć to ŁKS miał przez cały mecz przewagę i kontrolował grę oraz pomimo okazałego wyniku, trzeba podkreślić, że nie był to wcale łatwy mecz. Wasilków bronił się uważnie, szybko odrobił pierwszego, straconego gola. W drugiej połowie jednak ŁKS udowodnił, że nieprzypadkowo jest w czołówce ligi, a goście w jej ogonie i ostatni mecz w tym roku w Łomży zakończył się zasłużonym zwycięstwem 4:1.
Po sobotnim spotkaniu ŁKS awansował, a właściwie powrócił na 5. miejsce w tabeli, gdzie z dorobkiem 35 punktów wyprzedza Huragan Morąg. Drużyna z Morąga grać będzie jednak dopiero w niedzielę w Białymstoku i od wyniku tego meczu zależy, czy ełkaesiacy utrzymają to miejsce do następnej kolejki.
Za tydzień biało-czerwoni rozegrają naprawdę już ostatnie spotkanie w tym roku. W meczu wyjazdowym zmierzą się z MKS-em Korsze, po czym czeka ich odpoczynek przed przygotowaniami do rundy wiosennej.
ŁKS 1926 Łomża - KS Wasilków 4:1 (1:1)
Bramki: Maćkowski 2, 56(k), 87, Sadowski 83 - R. Szczepanik 9
ŁKS: Wienczatek - Maćkowski (89 Boroń), Kacprzyk (78 Brzozowski), Melao, Przysowa, Malinowski, Kamienowski, Gałązka, Świderski, Olesiński (86 Brutkowski), Sadowski
KS Wasilków: Łukasz Szczepanik - Butkiewicz, Ostaszewski, Dąbrowski, Maksimowski, Kosicki, Styś, Rafał Szczepanik, Skiepko, Romaniuk, Gagacki