6-letni Aleksander Osiecki z Jedwabnego jeszcze tak niedawno był chłopcem pełnym życia i bawiącym się z rówieśnikami. Teraz? Jest słaby, zgaszony i zmuszony do przebywania w ciągłej izolacji z powodu swojej choroby. Rodzice Olusia zwracają się z prośbą o wsparcie.
- Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. Nasz synek miał objawy zwykłej infekcji: katar, kaszel, brak apetytu. W sumie nic strasznego przecież każde dziecko czasem łapie przeziębienie. Poszliśmy do lekarza z naszym, niewielkim wtedy, problemem. Wyniki badań krwi okazały się jednak bardzo złe. Byliśmy w ogromnym szoku - opowiadają rodzice chorego chłopca.
Specjalista natychmiast skierowała Olka do szpitala w trybie pilnym. Z jednego szpitala chłopca przewieziono do innego, aby otrzymał jak najlepszą opiekę i leczenie. Tam przeszedł dokładne badania całego organizmu, które wykazały, że jest bardzo poważnie chory: diagnoza – ostra białaczka szpikowa.
- Trudno nazwać nasze emocje w tym momencie. Przerażenie, rozpacz, żal, poczucie niesprawiedliwości i bezradności. I ciągle tlące się w naszych głowach pytanie dlaczego akurat nasz syn? - zwierzyli się rodzice małego Olka.
Olek przeszedł 5 cykli bardzo intensywnej chemioterapii. W ciągu dwóch pierwszych miesięcy przeraźliwie schudł, przestał jeść, więc był karmiony przez sondę. Choroba zabrała mu też włosy. Im dłużej trwa jego walka, tym mniej w nim radości życia. Od lutego przez większość czasu mieszka z rodzicami w szpitalu. Chłopiec ma bardzo słabe wyniki krwi i zerową odporność.
Gdy Olek będzie mógł wrócić w końcu do domu, przez co najmniej rok będzie musiał jeździć na regularne kontrole do szpitala na tak zwany „pobyt dzienny”. Przez pierwsze miesiące ma się to odbywać raz na tydzień, później raz na dwa tygodnie.
- Nasza rodzina zawsze żyła skromnie, ale dawaliśmy sobie radę, starając się zapewnić dwójce naszych dzieci wszystko, co niezbędne. Teraz gdy walczymy o synka, jest nam bardzo trudno finansowo. Brakuje nam pieniędzy na leki, specjalną wysokokaloryczną dietę, dojazdy do szpitala. To ostatnie martwi nas najbardziej. Szpital jest oddalony od nas o 75 km, a wyjazd w długą trasę naszym starym samochodem jest po prostu niebezpieczny. Nie możemy dodatkowo narażać naszego dziecka… Dojazdy autobusem są zakazane przez lekarzy, ponieważ Oluś musi być izolowany od innych ludzi ze względu na bardzo niską odporność. Wynajem samochodu/taksówki kosztuje nas bardzo dużo, nie zawsze też udaje się załatwić transport wtedy, gdy synek tego natychmiast potrzebuje... Do tego dochodzą te ogromne koszty okołomedyczne, leków i rehabilitacji. Prosimy o jakiekolwiek wsparcie w tej niezwykle trudnej sytuacji - tymi słowami rodzice małego Olka wyrazili ogromną prośbę o wsparcie, do wszystkich tych, którzy mają możliwość wspomóc ich w tych ciężkich chwilach.
Link do zbiórki: https://www.siepomaga.pl/aleksander-osiecki