Reklama

Pelikan pokonany, punkty zostały w Łomży [VIDEO i FOTO]

09/09/2017 19:25

Dwukrotnie piłkarze Pelikana Łowicz wychodzili na prowadzenie i dwukrotnie je tracili, a ostatnie słowo należało do biało-czerwonych, którzy 3:2 pokonali przyjezdnych, odnosząc w ten sposób trzecie z rzędu ligowe zwycięstwo. Zainkasowane dzięki niemu trzy punkty pozwoliły awansować na 11. miejsce w tabeli III ligi.

Lepiej dzisiejsze spotkanie rozpoczęli podopieczni trenera Krzysztofa Ogrodzińskiego, którzy już na początku spotkania mogli wyjść na prowadzenie. W 6. minucie przed szansą pokonania strzegącego bramki Pelikana Daniela Maliny stanął Rafał Maćkowski, ale jego uderzenie w sytuacji sam na sam golkiper gości zdołał odbić na poprzeczkę.

Niestety, niewykorzystana okazja zemściła się na ełkaesiakach bardzo szybko, bo już po minucie. Najpierw piłkę po minimalnie niecelnym strzale Bartosza Bujalskiego sprzed pola karnego odbił na rzut rożny Paweł Lipiec. Bramkarz ŁKS-u był jednak bezradny przy rzucie rożnym, po którym piłkę głową zgrał Grzegorz Wawrzyński, a z najbliższej odległości do siatki wpakował Robert Kowalczyk.

Reklama

Po stracie gola ŁKS próbował ruszyć do przodu, ale piłkarze Pelikana nie pozwolili biało-czerwonym rozwinąć skrzydeł. Szybko rozszyfrowali sposób gry podopiecznych trenera Ogrodzińskiego polegający na wrzucaniu crossowych piłek na wbiegających skrzydłowych i kontrolowali przebieg meczu. W kolejnych minutach to przyjezdni zaczęli przeważać na boisku, a ŁKS więcej się bronił i próbował kontratakować niż był widoczny na połowie rywali. Pelikan mógł nawet podwyższyć prowadzenie w 20. minucie po strzale Bujalskiego obronionym przez Lipca i 10 minut później po dwójkowej akcji Mateusza Kasprzyka i Tarasa Yavorskyyego, zakończonej jednak niecelnym strzałem tego drugiego zawodnika, a także w 41. minucie, kiedy celnym uderzeniem z dystansu formę Lipca sprawdził  Rafał Parobczyk.

Mimo takiego obrazu gry to jednak ŁKS strzelił w końcówce pierwszej połowy wyrónującą bramkę. W 42. minucie rzut wolny z wydawałoby się mało groźnego miejsca w okolicy koła środkowego wykonywał Marek Kaliszewski. Okazało się jednak, że najlepiej do wrzuconej przez niego w pole karne piłki wyskoczył Paweł Wasiulewski, który strzałem głową w długi róg pokonał bramkarza gości.

Reklama

Na drugą połowę oba zespoły wyszły z planem, by jak najszybciej objąć prowadzenie. Zrealizowali go przyjezdni, którzy już w 47. minucie cieszyli się po raz drugi ze strzelenia gola. Przepięknym uderzeniem sprzed pola karnego w okienko bramki Lipca popisał się w tej sytuacji Michał Wrzesiński i ŁKS znowu musiał gonić wynik. I znów powtórzyło się to, co po pierwszym golu. Pelikan skutecznie bronił wyniku grając do przodu i atakując gospodarzy.

Obraz gry nie był już jednak tak jednostronny jak przed przerwą, bo z czasem piłkarze z Łowicza najwyraźniej zaczęli tracić siły i na więcej pozwalać ełkaesiakom. W 54. minucie piłkę w pole karne gości dośrodkował Kaliszewski, ale strzał Michała Kaputa z dwóch metrów obronił Malina. Jednak w 66. minucie golkiper Pelikana okazał się bezradny po kolejnym uderzeniu głową Wasiulewskiego, który tym razem wykorzystał zagranie Kaliszewskiego z rzutu rożnego i po raz drugi pokonał bramkarza przyjezdnych.

Reklama

Im bliżej końca tym mocniej atakował ŁKS, który lepiej wyglądał fizycznie i koniecznie chciał zatrzymać dla siebie komplet punktów. W 77. minucie Wasiulewski, który rozegrał chyba swoje najlepsze spotkanie w barwach ŁKS-u, mógł zdobyć hattricka, ale jego strzał ładną paradą zdołał obronić Malina. Minutę później jednak, po rzucie rożnym, jeden z piłkarzy Pelikana zagrał w swoim polu karnym piłkę ręką, co sędzia skwitował gwizdkiem i wskazaniem na "wapno". Pewnym egzekutorem rzutu karnego był jak zwykle Rafał Maćkowski i po raz pierwszy w tym spotkaniu to miejscowi wyszli na prowadzenie. Nie oddali go już do końca, choć piłkarze z Łowicza robili wszystko co mogli, żeby odrobić stratę. Nawet druga żółta i w konsekwencji czerwona kartka za niesportowe zachowanie dla Rafała Parobczyka nie zdołała powstrzymać ich przed bardzo intensywnymi atakami na bramkę ŁKS-u, ale zabrakło skuteczności i to ŁKS po ostatnim gwizdku sędziego cieszył się ze zwycięstwa.

Biało-czerwoni zagrali na miarę swoich aktualnych możliwości sportowych i choć piłkarsko, trzeba to przyznać, ustępowali nieco gościom, to nadrobili te braki ambicją i wolą walki oraz lepszym przygotowaniem fizycznym. Swój "dzień konia" miał też dzisiaj Paweł Wasiulewski, którego w Łowiczu zapamiętają już chyba na dobre. To przecież ten zawodnik przed rokiem strzelił Pelikanowi gola, a dziś zrobił to znowu i to dwukrotnie. Niewiele też brakowało, by pokonał bramkarza Pelikana po raz trzeci.

Reklama

- Czasami tak bywa, że z niektórymi zespołami się te bramki strzela. Sam nie wiem czemu. Może akurat wypada ten dobry dzień, kiedy gramy z Pelikanem no i się udaje - powiedział po spotkaniu Paweł Wasiulewski, który próbując przypomnieć sobie, kiedy po raz ostatni strzelił dwa gole w jednym meczu przyznał, że w seniorskiej piłce udał mu się taki wyczyn jeszcze kiedy grał w Klasie Okręgowej.

Po spotkaniu zadowolony ze swoich piłkarzy był trener Krzysztof Ogrodziński, który podkreślał ich ogromną walkę i wysiłek jaki włożyli w ten mecz. Zdaniem trenera z tego względu jego podopieczni zasłużyli na zwycięstwo.

Reklama

- Ciężki mecz jak każdy. Trochę szczęście nam dopisało, ale zasłużyliśmy na to zwycięstwo. Zasłużyliśmy walką, zasłużyliśmy pracą i tak jak mówię, szczęście czasami nam dopisze, czasami dopisze przeciwnikom. Uważam że zasłużyliśmy może nie tak w 100% na tę wygraną, ale na pewno ambicją, charakterem, pokazaliśmy że walczymy do końca i wygrywamy kolejny mecz. Chcieliśmy grać o zwycięstwo, pracowaliśmy cały tydzień na to, żeby ten mecz jak najlepiej wypadł, udało się to, mamy trzy punkty i z tego się cieszymy - skomentował mecz trener Ogrodziński.

W 8. kolejce ŁKS pojedzie do Warszawy, gdzie zmierzy się z Polonią. Na ten mecz kibice Łomżyńskiego Klubu Sportowego organizują wspólny wyjazd. Polonia, choć to spadkowicz z II ligi, w tym sezonie specjalnie nie zachwyca. Po siedmiu meczach zajmuje 9. miejsce z 11 punktami, co przy 10 punktach ŁKS-u i 11. miejscu w tabeli oznacza, że warszawianie znajdują się w zasięgu biało-czerwonych.

Reklama

ŁKS 1926 Łomża - Pelikan Łowicz 3:2 (1:1)

Bramki: Wasiulewski 42, 66, Maćkowski (k) 78 - Kowalczyk 7, Wrzesiński 47

ŁKS: Lipiec - Wasiulewski, Melao, Świderski (56. Tarnowski), Gałązka, Maćkowski (90. Mocarski), Kaliszewski, Rydzewski, Misiak (65. Kacprzyk), Kaput, Sadowski (85. Grabowski)

Pelikan: Malina - Wawrzyński, Jagiełło, Adamczyk, Parobczyk, Wrzesiński, Bujalski, Bistuła, Kasprzyk, Kowalczyk, Yavorskyy

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości