Kibiców Łomżyńskiego Klubu Sportowego, którzy niedzielne popołudnie postanowili spędzić na trybunach stadionu miejskiego by obserwować grę swoich ulubieńców w inaugurującym sezon 2016/17 meczu, spotkało dziś rozczarowanie. Biało-czerwoni rozpoczęli rozgrywki od porażki 0:1 z MKS-em Ełk. Ich gra, póki co, też nie napawa optymizmem.
To był oczywiście pierwszy mecz nowego sezonu i trudno na jego podstawie snuć jakiekolwiek przypuszczenia odnośnie postawy zespołu w kolejnych spotkaniach. Trudno jednak być zadowolonym z meczu, w którym nie dość że stwarza się bardzo mało sytuacji podbramkowych, to jak już się taką stworzy nie ma komu jej wykorzystać. Tym bardziej, że przeciwnik wcale nie był taki mocny i również miał problemy ze sforsowaniem defensywy gospodarzy. Tyle, że przeciwnik miał w składzie bardzo doświadczonego Pawła Sobolewskiego, który mając pół okazji wykorzystał ją do strzelenia gola. ŁKS nie dość, że takiego "killera" nie ma, to jak na razie nic nie wskazuje, żeby ktoś taki w drużynie miał się pojawić.
Oczywiście sam Sobolewski meczu nie wygrał, ale trzeba powiedzieć, że miał z kim współpracować. Zdecydowanie wyrożniał się w ekipie gości znany w Łomży Michał Hryszko, a pewnym punktem w defensywie był wychowanek ŁKS-u Maciej Malinowski. Wszyscy trzej to nowe nabytki zespołu z Ełku i wszyscy pokazali się dziś z bardzo dobrej strony.
Pierwszy, ostrzegawczy dzwonek zadźwięczał dla podopiecznych trenera Mateusza Miłoszewskiego już w 6. minucie, kiedy to właśnie Hryszko znalazł się sam na sam z Oliwierem Wienczatkiem W tej rywalizacji lepszy okazał się bramkarz ŁKS-u, jednak już dwie minuty później nie poradził sobie w podobnej sytuacji, gdy naprzeciwko niego pojawił się Sobolewski. Doświadczony napastnik sprytnym lobem pokonał łomżyńskiego golkipera i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Była to druga i ostatnia sytuacja bramkowa Ełku w pierwszej połowie, jeśli nie liczyć niecelnego strzału głową z 40. minuty.
ŁKS przebudził się dopiero kilkanaście minut po stracie bramki. W 22. minucie w dobrej sytuacji znalazł się Michał Sadowski, ale jego uderzenie sprzed pola karnego było zbyt łatwe dla strzegącego bramki gości Wojciecha Muzyka. Na tym skończyły się ofensywne poczynania gospodarzy i na przerwę piłkarze zeszli przy stanie 0:1.
Druga połowa przyniosła zmianę taktyki gry obu zespołów. Przyjezdni cofnęli się dając więcej miejsca grającym w nowych, zielonych strojach biało-czerwonym. Ełkaesiacy natomiast spróbowali mocniej zaatakować. Zagrożenie dla bramki MKS-u stworzyli jednak dopiero w 66. minucie ponownie za sprawą Sadowskiego, którego strzał ponownie obronił Muzyk. Mimo, że ŁKS przeważał, a im bliżej końca tym bardziej słabli kondycyjnie goście, nic więcej ciekawego nie wydarzyło się w tym spotkaniu i to MKS Ełk cieszył się po 90 minutach z pierwszych punktów w nowym sezonie.
ŁKS 1926 Łomża - MKS Ełk 0:1 (0:1)
Bramka: Sobolewski 8"
ŁKS: Wienczatek - Wasilewski, Melao, Wasiulewski, Kamienowski - Gałązka, Rydzewski, Baranowski (78. Styś), Olesiński - Sadowski (69. Świderski), Maćkowski
MKS: Muzyk - Finfando, Porębski, Malinowski, Kuriata - Furman, Adamiec, Atanacković, Świderski, Hryszko - Sobolewski