Reklama

Trzecie zawodowe zwycięstwo Maćka Roszkowskiego [VIDEO]

21/11/2017 09:41

Trzecie zwycięstwo w zawodowej karierze zawodnika MMA odniósł w sobotę 18 listopada odniósł pochodzący z Łomży a reprezentujący S4 Fight Club Warszawa Maciej Roszkowski (3-0). Podczas gali Granda Pro 5 DRAKA organizowanej przez Legia Fight Club pokonał reprezentanta gospodarzy Bartka Niewęgłowskiego (0-2) przez duszenie zza pleców w drugiej rundzie.

Maciej, choć planował w listopadzie kolejną zawodową walkę, to o tej dowiedział się ledwie dwa tygodnie przed terminem. Mimo to będąc przez cały czas w treningu, był przygotowany i nie zastanawiał się ani przez chwilę.

- W granicach dwóch tygodni przed walką kontuzji na treningu doznał mój trener Krzysztof Gutowski, który miał walczyć na tej gali. I tak naprawdę to on postarał się, by zorganizowano mi walkę. Cały czas ciężko trenuję, więc czułem się przygotowany, tym bardziej, że szukałem startu na koniec listopada/początek grudnia - tłumaczy Maciek.

Reklama

Przeciwnikiem był Bartek Niewęgłowski, reprezentujący barwy Legia Fight Club. Według Maćka, najbardziej wymagający z dotychczasowych jego przeciwników. Przede wsszystkim bardzo twardy i wytrzymały, odporny na ciosy i silny, z dobrą stójką i zapasami. Pokazał to zresztą już na początku pojedynku, kiedy uzyskał lekką przewagę i na chwilę zdołał sprowadzić Maćka do parteru, choć z drugiej strony Maciej chwycił jego głowę i było blisko gilotyny.

- Właśnie tu popełniłem błąd. Założenia taktyczne miały na celu zneutralizowanie jego mocnych stron i dopiero po ich wykluczeniu szukanie własnej szansy. Miałem od razu wstawać, jak w drugiej rundzie, a odruchowo w tym wypadku szukałem poddania. W MMA, szczególnie jak w parterze dozwolone są łokcie, pozycja z dołu jest zbyt ryzykowna - twierdzi Roszkowski.

Reklama

Dalsza część pierwszej rundy przebiegła już jednak pod dyktando łomżyniaka, który wstał i kolejne sprowadzenie do parteru było już jego dziełem. W tym parterze, w pozycji półgardy i obijając głowę przeciwnika na przemian pięścią i łokciem zastał ich koniec pierwszej rundy. W przerwie Maciej wysłuchał rad swojego narożnika i po gongu od razu ruszył do prowadzania ich w życie. Zaowocowało to szybkim sprowadzeniem, kontrolą w parterze, dosiadem i ostatecznie poddaniem przez duszenie zza pleców. Wczejśniej na głowę przeciwnika trafiło jeszcze kilka uderzeń kolanami w tajskim klinczu mocno trzymanym przez Maćka.

- Pierwszym kolanem trafiłem i czułem, że jest szansa na nokaut, mogłem skontrolować jedną ręką kark, drugą zadać kilka ciosów podbródkowych i dopiero wznowić atak kolanem, ale w walce pracuje się na mechanizmach, cieszę się, że odruchowo poszedłem po obalenie. Największą robotę w walce zrobiły łokcie i wbrew pozorom kopnięcia na łydkę nogi wykrocznej - komentuje Maciek.

Reklama

Łomżyńsko-warszawski zawodnik zdaje sobie sprawę z popełnionych w pierwszej rundzie błędów i teraz będzie pracował nad ich wyeliminowaniem.

- W pierwszej rundzie było kilka błędów. Już po walce poprosiłem trenerów, by na gorąco wszystko zapamiętali, byśmy wspólnie jak najszybciej je poprawili. Sporo już o nich rozmawialiśmy, także będzie tylko lepiej. A druga runda, udało mi się opanować emocje i starałem się wykonywać wszystkie porady z narożnika. Założeniem było nie przechodzić pozycji, zadawać ciosy, rywal był bardzo wytrzymały, wielkie serce do walki. Ja też nie nastawiałem się, by skończyć walkę za wszelką cenę jak najszybciej, wraz z upływem czasu czułem się bardzo dobrze w ringu, wygrywałem i wiedziałem, że mam jeszcze sporo czasu. Zresztą staram się podchodzić tak do startów, że sam występ jest dla mnie nagrodą za ciężką pracę na treningach i zbijanie wagi - tłumaczy zawodnik.

Reklama

Teraz Macieja czeka tydzień odpoczynku i powrót do treningów w S4 Fight Club.

- Kolejny start planowany jest na luty. I jak wszystko pójdzie po mojej myśli, to jest szansa na dużą walkę w okolicach maja - zapowiada zawodnik.

W narożniku wspierali Maćka jedni z najlepszych trenerów MMA w Polsce, szkolący zawodników w S4 Fight Club Warszawa. Zawodnik przekazuje podziękowania zarówno całemu teamowi, jak też innym osobom go wspierającym.

- Chcę serdecznie podziękować mojemu narożnikowi: Krzysztof Gutowski i Adam Grabowski. Dzięki Waszym poradom, zaangażowaniu zarówno na treningach, jak i już przed samym pojedynkiem, byłem w stanie zwyciężyć tę walkę. Dziękuję za pomoc na treningach wszystkim trenerom, jak i sparingpartnerom zarówno z S4 Fight Club jak i Fight Club Łomża. Dziękuję osobom, które mnie wspierają i kibicują. Dziękuję Sponsorowi Klub Muzyczny & Pub 54. Pozdrawiam moją dziewczynę Karolinę, bo jej uśmiech dodaje mi sił - kończy rozmowę Maciej.

Reklama

Sylwetkę Macieja Roszkowskiego prezentowaliśmy już kilkaktornie. Przypomnimy więc tylko, że przygodę ze sportami walki rozpoczął jako kilkuletnie dziecko w Łomżyńskim Klubie Karate. Później zainteresował się MMA i trafił do Fight Club Łomża, gdzie trenował pod okiem Damiana Zorczykowskiego. Po ukończeniu studiów na PWSIiP i wyjeździe do Warszawy kontynuuje swój rozwój w S4 Fight Club, jednym z najlepszych klubów MMA w Polsce. Po sobotniej walce jego rekord zawodowy to 3-0.

Zdjęcie i pierwsze wideo są własnością organizatorów gali, Legia Fight Club (walka Macieja rozpoczyna się od 1h15min). Drugie nagranie to własność klubowego kolegi Maćka.

Reklama

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości