Trzecie zwycięstwo w zawodowej karierze zawodnika MMA odniósł w sobotę 18 listopada odniósł pochodzący z Łomży a reprezentujący S4 Fight Club Warszawa Maciej Roszkowski (3-0). Podczas gali Granda Pro 5 DRAKA organizowanej przez Legia Fight Club pokonał reprezentanta gospodarzy Bartka Niewęgłowskiego (0-2) przez duszenie zza pleców w drugiej rundzie.
Maciej, choć planował w listopadzie kolejną zawodową walkę, to o tej dowiedział się ledwie dwa tygodnie przed terminem. Mimo to będąc przez cały czas w treningu, był przygotowany i nie zastanawiał się ani przez chwilę.
- W granicach dwóch tygodni przed walką kontuzji na treningu doznał mój trener Krzysztof Gutowski, który miał walczyć na tej gali. I tak naprawdę to on postarał się, by zorganizowano mi walkę. Cały czas ciężko trenuję, więc czułem się przygotowany, tym bardziej, że szukałem startu na koniec listopada/początek grudnia - tłumaczy Maciek.
Przeciwnikiem był Bartek Niewęgłowski, reprezentujący barwy Legia Fight Club. Według Maćka, najbardziej wymagający z dotychczasowych jego przeciwników. Przede wsszystkim bardzo twardy i wytrzymały, odporny na ciosy i silny, z dobrą stójką i zapasami. Pokazał to zresztą już na początku pojedynku, kiedy uzyskał lekką przewagę i na chwilę zdołał sprowadzić Maćka do parteru, choć z drugiej strony Maciej chwycił jego głowę i było blisko gilotyny.
- Właśnie tu popełniłem błąd. Założenia taktyczne miały na celu zneutralizowanie jego mocnych stron i dopiero po ich wykluczeniu szukanie własnej szansy. Miałem od razu wstawać, jak w drugiej rundzie, a odruchowo w tym wypadku szukałem poddania. W MMA, szczególnie jak w parterze dozwolone są łokcie, pozycja z dołu jest zbyt ryzykowna - twierdzi Roszkowski.
Dalsza część pierwszej rundy przebiegła już jednak pod dyktando łomżyniaka, który wstał i kolejne sprowadzenie do parteru było już jego dziełem. W tym parterze, w pozycji półgardy i obijając głowę przeciwnika na przemian pięścią i łokciem zastał ich koniec pierwszej rundy. W przerwie Maciej wysłuchał rad swojego narożnika i po gongu od razu ruszył do prowadzania ich w życie. Zaowocowało to szybkim sprowadzeniem, kontrolą w parterze, dosiadem i ostatecznie poddaniem przez duszenie zza pleców. Wczejśniej na głowę przeciwnika trafiło jeszcze kilka uderzeń kolanami w tajskim klinczu mocno trzymanym przez Maćka.
- Pierwszym kolanem trafiłem i czułem, że jest szansa na nokaut, mogłem skontrolować jedną ręką kark, drugą zadać kilka ciosów podbródkowych i dopiero wznowić atak kolanem, ale w walce pracuje się na mechanizmach, cieszę się, że odruchowo poszedłem po obalenie. Największą robotę w walce zrobiły łokcie i wbrew pozorom kopnięcia na łydkę nogi wykrocznej - komentuje Maciek.
Łomżyńsko-warszawski zawodnik zdaje sobie sprawę z popełnionych w pierwszej rundzie błędów i teraz będzie pracował nad ich wyeliminowaniem.
- W pierwszej rundzie było kilka błędów. Już po walce poprosiłem trenerów, by na gorąco wszystko zapamiętali, byśmy wspólnie jak najszybciej je poprawili. Sporo już o nich rozmawialiśmy, także będzie tylko lepiej. A druga runda, udało mi się opanować emocje i starałem się wykonywać wszystkie porady z narożnika. Założeniem było nie przechodzić pozycji, zadawać ciosy, rywal był bardzo wytrzymały, wielkie serce do walki. Ja też nie nastawiałem się, by skończyć walkę za wszelką cenę jak najszybciej, wraz z upływem czasu czułem się bardzo dobrze w ringu, wygrywałem i wiedziałem, że mam jeszcze sporo czasu. Zresztą staram się podchodzić tak do startów, że sam występ jest dla mnie nagrodą za ciężką pracę na treningach i zbijanie wagi - tłumaczy zawodnik.
Teraz Macieja czeka tydzień odpoczynku i powrót do treningów w S4 Fight Club.
- Kolejny start planowany jest na luty. I jak wszystko pójdzie po mojej myśli, to jest szansa na dużą walkę w okolicach maja - zapowiada zawodnik.
W narożniku wspierali Maćka jedni z najlepszych trenerów MMA w Polsce, szkolący zawodników w S4 Fight Club Warszawa. Zawodnik przekazuje podziękowania zarówno całemu teamowi, jak też innym osobom go wspierającym.
- Chcę serdecznie podziękować mojemu narożnikowi: Krzysztof Gutowski i Adam Grabowski. Dzięki Waszym poradom, zaangażowaniu zarówno na treningach, jak i już przed samym pojedynkiem, byłem w stanie zwyciężyć tę walkę. Dziękuję za pomoc na treningach wszystkim trenerom, jak i sparingpartnerom zarówno z S4 Fight Club jak i Fight Club Łomża. Dziękuję osobom, które mnie wspierają i kibicują. Dziękuję Sponsorowi Klub Muzyczny & Pub 54. Pozdrawiam moją dziewczynę Karolinę, bo jej uśmiech dodaje mi sił - kończy rozmowę Maciej.
Sylwetkę Macieja Roszkowskiego prezentowaliśmy już kilkaktornie. Przypomnimy więc tylko, że przygodę ze sportami walki rozpoczął jako kilkuletnie dziecko w Łomżyńskim Klubie Karate. Później zainteresował się MMA i trafił do Fight Club Łomża, gdzie trenował pod okiem Damiana Zorczykowskiego. Po ukończeniu studiów na PWSIiP i wyjeździe do Warszawy kontynuuje swój rozwój w S4 Fight Club, jednym z najlepszych klubów MMA w Polsce. Po sobotniej walce jego rekord zawodowy to 3-0.
Zdjęcie i pierwsze wideo są własnością organizatorów gali, Legia Fight Club (walka Macieja rozpoczyna się od 1h15min). Drugie nagranie to własność klubowego kolegi Maćka.