- Sylwester jest po to, by balować i za zrobienie prywatki – o ile nie dzieją się na niej dantejskie sceny i nie jest ona głośniejsza niż start odrzutowca – nikt nie powinien zostać ukarany - twierdzi w artykule opublikowanym w Rzeczpospolitej prawnik Marek Pałubicki. Z opinią tą w całości zgadza się adwokat Małgorzata Kownacka z Łomży.
- W Sylwestra możemy pozwolić sobie na więcej, bo cały świat pozwala sobie na więcej i hucznie świętuje powitanie Nowego Roku - mówi adwokat Małgorzata Kownacka z Łomży, którą po przeczytaniu artykułu w Rzeczpospolitej poprosiliśmy o niezależną opinię.
Jak tłumaczy prawniczka, występuje tu tzw. kontratyp pozaustawowy, który wynika z pewnych zwyczajów oraz konwencji społecznych i ma za zadanie przeciwdziałać sytuacjom absurdalnym, gdzie automatyzm stosowania prawa prowadziłby do trudnych do zaakceptowania skutków.
A prawo jest dość surowe, jeśli chodzi o zakłócanie tzw. "ciszy nocnej". Nie jest to nic innego, jak wykroczenie z art. 51 § 1 kodeksu wykroczeń, zagrożone karą aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny (teoretycznie aż do 5 tys. zł).
- W praktyce ciężko sobie wyobrazić, by ktoś za urządzenie zbyt głośnej imprezy trafił do aresztu. Sankcją stosowaną w zdecydowanej większości przypadków jest grzywna, którą może albo nałożyć funkcjonariusz policji w drodze mandatu, albo orzec sąd - twierdzi w swoim artykule Marek Pałubicki, asystent sędziego w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, aplikant aplikacji ogólnej.
Jeśli więc organizujecie imprezę sylwestrową w domu, to nie musicie przejmować się skargami tych, którym to przeszkadza, choć jak podkreśla prawnik, dla zachowania zdrowych relacji z sąsiadami warto uprzedzić ich wcześniej o planowanej, głośnej imprezie.
Wszystkim naszym Czytelnikom życzymy więc szampańskiej zabawy w Sylwestra i tego, żeby 2017 rok był lepszy niż ten dobiegający już końca. A "ciszą nocną" nie musicie się przejmować...
Artykuł powstał na podstawie: Prawne granice sylwestrowego balu