0:2 przegrał dzisiejsze spotkanie z Finishparkietem Nowe Miasto Lubawskie ŁKS 1926 Łomża. Goście byli zespołem lepszym i całkowicie zasłużenie wywieźli z Łomży trzy punkty. Biało-czerwoni jednak nie mają powodów do wstydu. Nie zabrakło im chęci i zaangażowania, ale musieli uznać wyższość rywala.
Zespół gości nie bez powodu zajmuje drugie miejsce w tabeli i nie przypadkiem ograł przed tygodniem rezerwy Legii Warszawa. Dziś na stadionie w Łomży potwierdził swoje drugoligowe aspiracje.
Przyjezdni ruszyli do ataku na bramkę Pawła Lipca już od pierwszej minuty meczu. Trafili jednak na dobrze dysponowaną obronę ŁKS-u, która radziła sobie na tyle, że goście mieli kłopoty ze stworzeniem sobie dogodnych sytuacji podbramkowych. Co prawda w 22. minucie zdołali umieścić piłkę w bramce Lipca, ale gol padł ze spalonego i sędzia nie uznał trafienia. Było to jednak pierwsze poważne ostrzeżenie. Na kolejne trzeba było poczekać do 30. minuty meczu. Tym razem strzał gości trafił prosto w łomżyńskiego bramkarza.
Za trzecim razem jednak ŁKS nie miał już tyle szczęścia. W 36. minucie, po dośrodkowaniu w pole karne biało-czerwonych Kamil Jackiewicz uprzedził łomżyńskich defensorów i strzelił pierwszego gola otwierając wynik spotkania. Jeszcze jedną okazję goście stworzyli sobie dwie minuty później, ale na posterunku był Lipiec.
ŁKS w pierwszej połowie nie miał zbyt wiele do powiedzenia. Kilka razy podopieczni trenera Miłoszewskiego próbowali zaatakować bramkę Finishparkietu, ale wszystko kończyło się kilka metrów przed polem karnym. Najlepszą okazję miał w końcówce pierwszej połowy Rafał Maćkowski, który po długim zagraniu i rajdzie prawą stroną wbiegał już w pole karne, ale zablokowany przez obrońcę nie zdołał nawet oddać strzału na bramkę.
- W pierwszej połowie Finishparkiet nas zdominował - przyznał po meczu opiekun biało-czerwonych i niestety należy przyznać mu rację.
Na drugą połowę ełkaesiacy wyszli z postanowieniem zmiany wyniku na swoją korzyść. Zmianę nastawienia drużyny ŁKS-u dało się zauważyć bardzo szybko, bo już po trzech minutach gry, kiedy sam na sam z bramkarzem gości znalazł się Maćkowski. Kapitan biało-czerwonych strzelił pod poprzeczkę i trybuny wybuchły radością. Tę jednak szybko stłumił sędzia, który pokazał, że "Rambo" był na pozycji spalonej, wobec czego gol nie może zostać uznany.
W 51. minucie ŁKS stworzył sobie kolejną doskonałą sytuację do wyrównania. W roli głównej ponownie znalazł się Maćkowski, który po podaniu Przemysława Olesińskiego mocno uderzył na bramkę Mariusza Rzepeckiego. Niestety, trafił prosto w golkipera gości.
Trzy minuty później było już niestety 0:2. Finishparkiet wykorzystał jeden z wielu rzutów rożnych, po którym najwyżej do piłki wyskoczył Damian Kostkowski i głową podwyższył prowadzenie swojego zespołu.
- Wiedzieliśmy jak Finishparkiet wykonuje stałe fragmenty. Kostkowskiego miał kryć Melao, ale go nie upilnował i padł gol - tłumaczył po spotkaniu Mateusz Miłoszewski.
Drugi gol nieco podciął skrzydła biało-czerwonym, a przy tym goście zaczęli coraz bardziej naciskać. W kolejnych minutach to oni byli bliżsi podwyższenia wyniku niż ełkaesiacy strzelenia bramki kontaktowej. W 68. minucie najpierw Domink Głowiński trafił w słupek bramki Lipca, a później Maciej Koziara nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem ŁKS-u.
ŁKS nie poddawał się do końca. Jeszcze w 75. minucie strzał Pawła Drażby obronił Rzepecki, podobnie jak w 81. minucie wprowadzonego kilka minut wcześniej na boisko Cibulskasa. Ostatnim akcentem meczu było zaskakujące uderzenie z rzutu wolnego Krzysztofa Dąbkowskiego, który z dość ostrego kąta próbował zaskoczyć bramkarza przyjezdnych spodziewającego się raczej dośrodkowania, ale Rzepecki był czujny i piłkę zmierzającą tuż przy bliższym słupku do siatki odbił na rzut rożny.
- Finishparkiet zaprezentował dziś wysoką formę i wygrał ten mecz zasłużenie - nie miał wątpliwości trener Miłoszewski.
ŁKS musiał dziś uznać wyższość świetnie zorganizowanej i prezentującej wyższą jakość piłkarską drużyny. Finishparkiet, który w Łomży potrafił dokonać tego, co nie udało się Widzewowi ani liderującemu ŁKS-owi Łódź pokazał, że do końca będzie bił się o awans, ale ŁKS 1926 wcale nie jest skazany na walkę o utrzymanie do ostatniej kolejki. Choć dzisiejszy mecz nasi piłkarze przegrali, to pokazali charakter i wolę walki. Niestety dziś rywal był poza ich zasięgiem. Teraz trzeba zapomnieć o porażce i powalczyć o punkty z kolejnym przeciwnikiem. W następnej kolejce nasi piłkarze pojadą do Ostródy, gdzie szanse na zdobycz punktową powinny być większe niż dzisiaj w Łomży.
ŁKS 1926 Łomża - Finishparkiet Drwęca Nowe Miasto Lubawskie 0:2 (0:1)
Bramki: Kamil Jackiewicz 36, Damian Kostkowski 54
ŁKS: Lipiec - Kamienowski, Melao, Wasiulewski, Dąbkowski - Baranowski, Rydzewski (73 Cibulskas), Maćkowski, Gałązka (46 Tarnowski) - Olesiński (64 Kaliszewski), Drażba (90 Kaszubowski)
Finishparkiet: Rzepecki - Głowiński, Szarpak, Kowalczyk, Bartusiak, Kowalski, Koziara, Domżalski, Kostkowski, Wolski, Jackiewicz