Porażką 1:2 zakończyła się wyprawa drużyny ŁKS-u 1926 Łomża do Łodzi na mecz z Widzewem. Mimo niekorzystnego wyniku biało-czerwoni pozostawili jednak po sobie dobre wrażenie - drużyny silnej, ambitnej i walczącej. To jednak, niestety, było za mało, by wywieźć punkty z kipiącego jak wulkan stadionu Widzewa.
Czy wrażenie na podopiecznych trenera Miłoszewskiego wywarł sam widok ponad 16 tysięcy widzów na stadionie przy ul. Piłsudskiego w Łodzi, czy dopiero wybuch gorącego i pełnego energii dopingu całego stadionu? Trudno to stwierdzić na pewno. Pewne natomiast jest, że w pierwszych minutach ełkaesiacy grali, jakby mieli spętane nogi.
Na efekt nie trzeba było długo czekać. Juz w 7. minucie piłka po raz pierwszy znalazła się w bramce Oliwera Wienczatka. Sędzia jednak, z bliżej nie znanych powodów, gola nie uznał. Jednak już minutę później gol został strzelony prawidłowo i piłka powędrowała na środek murawy, a na telebimach wyświetliło się gromkie "WIDZEW GOOOOOL", a po chwili wynik: 1:0 dla gospodarzy. Strzelcem bramki został Mateusz Michalski.
Strata gola podziałała na naszych piłkarzy otrzeźwiająco (jeśli można użyć takiego określenia). Chodzi o to, że przestali tak wiele uwagi zwracać na trybuny, a więcej poświęcać temu, co dzieje się na murawie. A może zaczęło już ich opuszczać pierwsze wrażenie? Faktem jest, że ŁKS ruszył do ataku. Kilka razy podeszli pod pole karne Widzewa, ale dopiero w 26. minucie pod bramką Patryka Wolańskiego zrobiło się trochę "cieplej" ("gorąco" to za duże słowo). Ostatecznie jedna całe zamieszanie wyjaśnili obrońcy gospodarzy wybijając piłkę.
Sześć minut później trybuny znowu wybuchły radością, bo na 2:0 podwyższył Daniel Mąka. Trzeba podkreślić, że obie bramki dla Widzewa padły po błedach naszych zawodników, a nie były wynikiem pieknych akcji. Błędy przeciwnika trzeba jednak umieć wykorzystywać i umiejętność tę pokazali piłkarze Widzewa.
W kolejnych minutach ataki z obu stron stawały się coraz mniej zdecydowane i na przerwę drużyny zeszły przy wniku 2:0.
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego uderzenia... łomżyńskich kibiców, którzy na trybunę dla gości wpuszczeni zostali dopiero w 35 minucie, choć na stadionie zameldowali się już dobre pół godziny przed meczem i mimo kilkakrotnych wezwań sympatyków Widzewa "RTS wpuśćcie kibiców". Spowodowane to było długotrwałymi kontrolami fanów ŁKS-u, którzy na początku drugiej części spotkania udowodnili, że żadne kontrole im nie straszne i odpalili petardy, świece dymne i stroboskopy, po czym siwy dym spowił cały stadion Widzewa. Arbiter przerwał mecz na minutę, bo tyle czasu wystarczyło, by powróciła w miarę dobra widoczność na placu gry.
Do nastroju swoich kibiców dostosowali się piłkarze ŁKS-u, którzy zaraz po gwizdku ruszyli do ataku. Przyniosło to efekt w 52. minucie, kiedy przepięknym uderzeniem w okienko popisał się Rafał Maćkowski. Co prawda tuż przed uderzeniem kapitana biało-czerwonych widzewiacy reklamowali u sędziego faul na swoim zawodniku przed linia pola karnego, ale arbiter nie dopatrzył się przekroczenia przepisów.
Strzelony przez Maćkowskiego gol mocno podniósł na duchu ełkaesiaków, którzy jeszcze mocniej uwierzyli, że są w stanie wywieźć z Łodzi przynajmniej punkt. Biało-czerwoni próbowali pójść za ciosem, ale w wydarzenie z 57. minuty ponownie podcięło im skrzydła. Maćkowski, który od początku meczu sprawiał na prawym skrzydle mnóstwo kłopotów obrońcom Widzewa i co chwila był przez nich nieprzepisowo zatrzymywany, przewrócił się. Chwilę później wiadomo już było, że sprawa jest na tyle poważna, iż kapitan ŁKS-u musi przedwcześnie opuścić boisko.
Kiedy zabrakło lidera, zespół stracił impet i przestał wyglądać tak dobrze, choć wciąż był stroną przeważającą. W 65. minucie przed szansą pokonania Wolańskiego stanął bardzo aktywny w tym spotkaniu Przemysław Olesiński. Strzał napastnika obronił jednak pewnie golkiper gospodarzy.
W końcówce spotkania ŁKS rzucił już wszystko na jedną szalę. Co chwila w pole karne Widzewa wędrowały piłki wrzucane na tzw. "aferę" i pod bramką łodzian robiło się duże zamieszanie. W takim właśnie zamieszaniu piłka znalazła nawet drogę do siatki, ale sędzia odgwizdał faul na bramkarzu i miał całkowitą rację, bo wprowadzony w drugiej połowie Daniel Kacprzyk praktycznie wskoczył na Wolańskiego czym uniemozliwił mu jakąkolwiek interwencję.
Mimo przedłużenia czasu gry aż o sześć minut ŁKS-owi nie udało się doprowadzić do wyrównania, choć momentami było blisko. W drugiej połowie biało-czerwoni byli lepszą drużyną i w przekroju całego spotkania zasłużyli na remis. Punkty przyznawane są jednak za to, co trafi do siatki, a w tym przypadku o jednego gola lepsi byli gospodarze.
Po spotkaniu trenerzy obu zespołów zaprezentowali nieco odmienne spojrzenia na jego przebieg.
- Przyjechaliśmy do Łodzi po punkty i uważam, że mogliśmy je zdobyć. Niestety liczy się to, co wpada do siatki. Widzew był skuteczny, szybko wykorzystał nasze błędy i w pierwszych minutach ustawił sobie mecz. Chwała moim zawodnikom, że od razu po przerwie wrócili do tego spotkania – próbowaliśmy do końca odwrócić losy meczu, ale niestety się nie udało. Chciałbym też podziękować naszym kibicom, którzy licznie przyjechali do Łodzi i wspierali nas, co dodawało całej drużynie otuchy - skomentował mecz trener Mateusz Miłoszewski.
Trochę inaczej widział to, co działo się na murawie, trener gospodarzy.
- Zasłużyliśmy na to zwycięstwo pod każdym względem. Spokojnie rozpoczęliśmy mecz, szybko strzeliliśmy bramkę, a następnie konsekwentnie budowaliśmy kolejne akcje. Momentami sam byłem pod wrażeniem postawy moich zawodników. I kiedy wydawało się, że spotkanie nie powinno już przysporzyć większych problemów, to w drugiej połowie popełniliśmy prosty błąd, a zawodnik z Łomży popisał się pięknym uderzeniem. W końcówce było sporo nerwów, spowodowanych głównie długimi piłkami granymi przez rywali. Cieszy przede wszystkim to, że drużyna wygrywa, bo punkty są nam bardzo potrzebne w pogoni za czołówką - powiedział Przemysław Cecherz.
Jak dowiedzieliśmy sie po spotkaniu, uraz Rafała Maćkowskiego wygląda dość poważnie. Więcej jednak będzie wiadomo po badaniach. Na razie nie wiadomo jak długo Maćkowski będzie musiał przez to pauzować.
Widzew Łódź - ŁKS 1926 Łomża 2:1 (2:0)
Bramki: Michalski 8, Mąka 32 - Maćkowski 52
Widzew: Wolański - Kozłowski, Rodak, Zieleniecki, Baran, Michalski, Kazimierowicz, Olczak, Radwański, Mąka (78 Okuniewicz), Kamiński
ŁKS: Wienczatek - Kamienowski, Melão, Cibulskas, Kaliszewski - Gałązka, Baranowski (74 Kacprzyk), Rydzewski, Maćkowski (57 Kaszubowski) - Olesiński, Sadowski (78 Tarnowski)
Żółte kartki: Marcin Kozłowski, Przemysław Rodak, Piotr Okuniewicz, Sebastian Zieleniecki, Patryk Wolański - Reinaldo Melao Do Nascimento, Michał Tarnowski
Sędzia: Robert Olszewski