Wystarczy urządzenie połączone z Internetem i kilka minut czasu, by sprawdzić, gdzie aktualnie występują burze i w jakim kierunku przemieszczają się. Radar burzowy to nie tylko rozrywka, ale dobre narzędzie bezpieczeństwa w sezonie urlopowym, kiedy np. wybieramy się popływać łodzią po jeziorach lub na dłuższą wyprawę do lasu.
W Polsce działa kilka radarów burzowych, krajowych i zagranicznych.
Jednym z największych jest opracowywany przez Krajowy Instytutu Meteorologii (http://instytutmeteo.pl/burze/radar-burzowy), który pozwala śledzić burze przechodzące nad Polską z opóźnieniem ok. dwuminutowym.
Czytelniejszym i obejmującym nie tylko Polskę jest jednak serwis Blitzortung (http://blitzortung.org/Webpages/index.php?lang=pl&subpage_0=15). To sieć detektorów, wykrywających wyładowania atmosferyczne. W tej chwili serwis ma połączenie z blisko 600 stacjami na całym świecie, w tym kilkunastoma w Polsce.
Koszt budowy każdej z nich, jak zapewniają niemieccy autorzy projektu, nie przekracza dwustu euro, dlatego ich celem jest poszerzanie połączeń pomiędzy detektorami.
Strona odświeża się automatycznie co kilka minut i wskazuje nie tylko miejsce, gdzie w tej chwili trwają burze, ale także te, w których dopiero się zakończyły oraz miejsca uderzenia piorunów.
Radar burzowy to świetne narzędzie wspomagające pracę tzw. łowców burz. Przydać się może jednak w sezonie urlopowym np. planującym rejs po mazurskich jeziorach czy odpoczywającym na łonie natury.