Michał Sadowski został strzelcem jedynego gola i jednocześnie bohaterem dzisiejszego spotkania ŁKS-u 1926 Łomża z Turem Bielsk Podlaski. Biało-czerwoni niemiłosiernie męczyli się z beniaminkiem, który najwyraźniej przyjechał do Łomży przede wszystkim po to, by nie przegrać.
Dzisiejsze zwycięstwo dało ŁKS-owi awans na 13. miejsce w tabeli, ale na tym etapie rozgrywek nie to jest najważniejsze. W meczu z jedną ze słabszych ekip w lidze chodziło o to, by przełamać niemoc, która opanowała naszych piłkarzy od samego początku sezonu. Udało się to o tyle, że ŁKS wygrał, ale to chyba jedyne co można dobrego powiedzieć o tym meczu, w którym nie brakowało walki, ale mało było piłkarskiej jakości, zwłaszcza w grze ofensywnej.
Mogło być jednak zupełnie inaczej, gdyby ustawiony dziś na skrzydle Sadowski wykorzystał okazję, przed którą stanął już w 2. minucie spotkania. Wtedy to piłkę dośrodkował Damian Gałązka, ale Sadowski nie zdołał trafić nią w bramkę gości. Pierwsze minuty meczu jednak pokazały, że to ŁKS będzie stroną dyktującą w tym spotkaniu warunki i tak było rzeczywiście. Przyjezdni ograniczali się do przeszkadzania. Robili to jednak na tyle skutecznie, że na kolejne poważne zagrożenie bramki strzeżonej przez Patryka Siduna trzeba było czekać blisko 40 minut. Dopiero pod koniec pierwszej połowy groźnie sprzed pola karnego uderzał Rafał Maćkowski. Groźnie, ale niecelnie.
Po przerwie niewiele zmieniło się w grze na boisku. ŁKS atakował, ale to Tur oddał pierwszy celny strzał. W 48. minucie bezpośrednio z rzutu wolnego Pawła Lipca próbował zaskoczyć znany z występów w biało-czerwonych barwach Paweł Drażba, ale bramkarz ŁKS-u był na posterunku i obronił piłkę skierowaną tuż przy słupku.
W 57. minucie mogło być 1:0 dla gospodarzy. Prawą stroną wbiegł w pole karne Marcin Świderski, którego trener Ogrodziński ustawił dziś na środku ataku. Wychowanek ŁKS-u znalazł się oko w oko z bramkarzem gości i strzelił celnie, ale kąt był ostry, a Sidun jeszcze dodatkowo go skrócił i w efekcie piłka trafiła w golkipera przyjezdnych.
W tej części meczu swoje okazje miał także Tur. Głównie po stałych fragmentach gry. W 59. minucie Drażba ponownie wykonywał rzut wolny. Tym razem napastnik dośrodkował piłkę w pole karne, ale piłka uderzona głową przeleciała nad bramką Lipca.
W 67. minucie przed doskonałą okazją stanęło aż dwóch piłkarzy ŁKS-u. Prawym skrzydłem uciekł obrońcy Gałązka, który wrzucił piłkę wzdłuż bramki. Nie zdążyli jednak do niej dwaj jego koledzy, a trzeci nie dał rady zamknąć akcji z drugiej strony i wynik na tablicy pozostał bez zmian. Nie na długo jednak, bo już po minucie po stronie gospodarzy pojawiła się w końcu upragniona "jedynka". Stało się tak za sprawą dwóch Michałów: Kaputa i Sadowskiego. Pierwszy wrzucił piłkę ze skrzydła, a drugi umieścił ją w bramce.
Końcówka spotkania była bardzo nerwowa. Tur, jak przez prawie 70 minut ograniczał się do obrony bezbramkowego remisu, tak po stracie gola ruszył wszystkimi siłami do przodu. Ambitna gra piłkarzy z Bielska Podlaskiego, choć bez specjalnego pomysłu, stwarzała zagrożenie pod bramką Lipca ze względu na panujący duży chaos, którego nie potrafili opanować miejscowi. Piłki wrzucane były "na aferę" i wybijane bez ładu i składu przez ełkaesiaków. Każda kolejna mogła w dużym zamieszaniu znaleźć drogę do bramki. Tak się jednak nie stało i ŁKS wygrał swój pierwszy mecz w sezonie. Trzeba przyznać rację trenerowi Ogrodzińskiemu, który po meczu stwierdził, że było to zasłużone zwycięstwo. Zasłużone, bo to ŁKS zrobił więcej by wygrać. Problem w tym, że gdyby drużyna była w dobrej formie i grała na miarę swoich możliwości, to Tur ze swoją dzisiejszą grą musiałby przełknąć kilka takich "pigułek" jak w 68. minucie.
Przed meczem pod stadionem pojawiło się około 20 kibiców gości. Jak się jednak okazało, przyjechali oni bez zapowiedzi i nie spełnili podstawowych wymogów by móc wejść na stadion. Łomżyński klub, który dowiedział się o kibicach Tura w momencie, kiedy ci byli już w Łomży, nie był przygotowany na ich przyjęcie. W efekcie nie zostali oni wpuszczeni i mecz obserwowali zza ogrodzenia, z odległości ponad 100 metrów od boiska.
W 6. kolejce nasi piłkarze mają szansę, by poprawić swój bilans i przywieźć do Łomży pierwszy komplet punktów zdobyty na obcym stadionie. 2 września spotkają się z GKS-em Wikielec, który jak dotąd z kompletem porażek zamyka ligową tabelę. Wszystkim, którzy chcieliby przed meczem dopisać naszym piłkarzom punkty, musimy jednak przypomnieć mecz z poprzedniego sezonu w ówczesnym outsiderem rozgrywek Motorem Lubawa. Oby tamta historia nie powtórzyła się w najbliższą sobotę.
ŁKS 1926 Łomża - Tur Bielsk Podlaski 1:0 (0:0)
Bramka: Michał Sadowski 68
ŁKS: Lipiec - Wasiulewski, Melao, Świderski (59 Tarnowski), Gałązka, Maćkowski, Sadowski (76 Grabowski), Rydzewski, Misiak (84 Zalewski), Kaput, Kacprzyk (59 Drozdowski)
Tur: Sidun - Maliszewski, Ostaszewski, Kosiński A., Kosiński K., Łochnicki, Drażba, Lewczuk, Radecki, Walczuk, Zawadzki