Reklama

Z Pelikanem jak z Lechią - strata prowadzenia w końcówce meczu [VIDEO i FOTO]

08/10/2016 18:30

Pomimo prowadzenia przez całą drugą połowę piłkarzom ŁKS-u 1926 nie udało się wygrać dziś spotkania z Pelikanem Łowicz. Goście wyrównali w doliczonym czasie gry, ale byli zespołem lepszym choć bardzo nieskutecznym. ŁKS natomiast zanotował już szósty remis (1:1) w jedenastym meczu tego sezonu!

Po meczu obaj trenerzy czuli niedosyt, choć bardziej zawiedziony wydawał się Mateusz Miłoszewski, bo jego drużyna prowadziła przez całą drugą połowę spotkania, by w doliczonym czasie gry stracić gola. Z przebiegu spotkania jednak to Pelikan lepiej prezentował się na boisku, ale jego piłkarze nie potrafili przełożyć dobrej gry na równie dobry dla siebie wynik.

ŁKS w tym sezonie zaczął już przyzwyczajać swoich kibiców do tego, że gra cofnięty na własną połowę licząc na szczelną obronę i szybkie kontry. Na papierze taka taktyka bywa oczywiście skuteczna pod warunkiem jednak, że piłkarze potrafią takie kontry wykorzystać do strzelania goli. To ostatnie podopiecznym trenera Miłoszewskiego wychodzi jednak średnio. Dość powiedzieć, że po raz ostatni pokonali oni bramkarza rywali z gry w sierpniu. Od tamtej pory wszystkie gole jakie strzelili padły po stałych fragmentach gry. Dziś również.

Reklama

Początek meczu był raczej wyrównany, ale już po kilku minutach zaczęła się zarysowywać przewaga gości, którzy lepiej operowali piłką, wymieniali celne podania i dość łatwo przedostawali się w okolice pola karnego ełkaesiaków. Pierwszą okazję do pokonania Pawła Lipca stworzyli w 14. minucie, kiedy Paweł Kuczak dośrodkował piłkę z linii końcowej do Wojciecha Wojcieszyńskiego. Ten jednak przeniósł futbolówkę ponad bramką. W kolejnych minutach nic specjalnego nie wydarzyło się pod żadną z bramek, nie licząc mocno niecelnego strzału Mariusza Baranowskiego z rzutu wolnego. Dopiero w 45. minucie do takiego samego stałego fragmentu podszedł Maciej Wasilewski. Jego uderzenie, kierowane w dolny róg bramki Przemysława Perzyny sprawiło bramkarzowi gości duże problemy. Do odbitej przez niego piłki dopadł jeden z biało-czerwonych, dośrodkował ją na 5. metr, gdzie w dużym zamieszaniu najlepiej zachował się Paweł Wasiulewski, który umieścił futbolówkę w siatce. Po golu sędzia nie wznowił już nawet gry tylko nakazał zawodnikom obu drużyn zejść na przerwę.

Obraz gry w drugiej części meczu w zasadzie nie odbiegał za bardzo od tego, co nielicznie zgromadzeni na trybunach kibice oglądali przed przerwą. W dalszym ciągu dominował Pelikan, a ŁKS bronił się dość pewnie i próbował kontr, które zazwyczaj kończyły się w jeden z dwóch sposobów. Piłkę przejmowali obrońcy gości lub długie podanie było niecelne. Im jednak bliżej końca meczu tym tempo meczu rosło z obu stron. Goście koniecznie chcieli zdobyć wyrównującego gola, a ŁKS chciał podwyższyć prowadzenie, by dać sobie więcej spokoju. Niestety, już w doliczonym czasie gry łomżyńska obrona dopuściła się błędu, który w konsekwencji kosztował zespół dwa punkty. Remis dał swojej drużynie wprowadzony kilka minut wcześniej na murawę Tomasz Bogołębski.

Reklama

Remis w dzisiejszym meczu nie spowodował zmiany pozycji ŁKS-u w tabeli III ligi. Wzrosła jedynie o jeden punkt przewaga nad strefą spadkową i obecnie ŁKS o cztery oczka wyprzedza zajmujący 14. pozycję Ursus Warszawa czyli swojego kolejnego rywala, z którym nasi piłkarze zmierzą się w roli gospodarzy już za tydzień.

ŁKS 1926 Łomża - Pelikan Łowicz 1:1 (1:0)

Bramki: Wasiulewski 45 - Bogołębski 90

ŁKS 1926: Lipiec - Gałązka, Melao, Wasiulewski, Kamienowski - Wasilewski, Rydzewski (69 Kacprzyk), Baranowski (64 Świderski), Styś (82 Korotkiewicz) - Olesiński, Sadowski (73 Kimura)

Reklama

Pelikan: Perzyna - Bella, Gawlik, Broniarek, Kasprzyk (85 Bogołębski), Parobczyk (64 Adamczyk), Bończak, Bujalski (59 Glushko), Bodziony, Kuczak, Wojcieszyński

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama