Reklama

4:0 z Ruchem i prawie pewne utrzymanie ŁKS-u 1926 [FOTO]

29/05/2017 05:01

Końcówka sezonu to prawdziwy popis dobrej gry ŁKS-u 1926 Łomża. W niedzielę biało-czerwoni wysoko pokonali Ruch Wysokie Mazowieckie i już tylko niewyobrażalny kataklizm mógłby odebrać im utrzymanie w III lidze. Łomżyńska drużyna awansowała po tym meczu na 10. miejsce w tabeli.

Podobnie jak w kilku ostatnich spotkaniach zespół ŁKS-u od samego początku ruszył z dużym animuszem na gospodarzy chcąc jak najszybciej otworzyć wynik. Zmasowane ataki biało-czerwonych siały duży zamęt w linii obronnej Ruchu, a momentami powodowały wręcz panikę w szeregach defensywy miejscowych. W 3. minucie meczu piłkę z prawego skrzydła wrzucał Damian Gałązka. Futbolówka trafił w rękę znajdującego się w polu karnym Patryka Pasko i sędzia bez chwili zwłoki podjął decyzję o rzucie karnym. Skutecznym egzekutorem "jedenastki" okazał się Mariusz Baranowski i łomżyńska ekipa zrealizował plan na pierwsze minuty spotkania.

Po strzeleniu gola ełkaesiacy nie cofnęli się jednak by bronić nikłego prowadzenia, ale dążyli do podwyższenia wyniku. W 5. minucie Baranowski próbował po raz drugi pokonać Kamila Dobreńkę, tym razem bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego, ale nie udało mu się trafić w bramkę. Minutę później przed szansą stanął Michał Sadowski, który dostał piłkę na wolne pole i sprytnie przerzucił ją nad wychodzącym bramkarzem miejscowych, ale ze skuteczną interwencją zdążył Łukasz Piłatowski, który futbolówkę zmierzającą do bramki wybił na aut. Sadowski miał swoje kolejne szanse w 18. i 19. minucie. Najpierw po szybkiej kontrze wpadł z futbolówką w pole karne. Jego strzał jednak był zbyt łatwy do obrony i piłka padła łupem Dobreńki. Minutę później z lewej strony dośrodkowywał Michał Tarnowski, ale Sadowski nie trafił czysto głową w futbolówkę. Natomiast w 22. minucie Sadowski zrewanżował się podaniem Tarnowskiemu, który piętą próbował umieścił piłkę w siatce, ale ta minęła słupek bramki gospodarzy. Wcześniej, bo około 15. minuty meczu na stadion w Wysokiem Mazowieckiem dotarła grupa kibiców z Łomży, która od razu rozpoczęła głośny doping. W tym momencie odezwali się też kibice miejscowych, którzy wcześniej nie próbowali pomagać swoim piłkarzom, tylko najwyraźniej czekali na przyjazd fanów ŁKS-u.

Reklama

W końcu jednak starania gości przyniosły efekt. W 25. minucie biało-czerwoni przeprowadzili kolejny atak na bramkę miejscowych. Akcję chciał zakończyć strzałem Tarnowski i zrobił do, ale trafił wprost w bramkarza, który odbił mocno uderzoną piłkę. Fubolówka wróciła jednak do młodego napastnika ŁKS-u, który widząc w lepszej pozycji Przemysława Olesińskiego odegrał do starszego kolegi, który bez problemu trafił do siatki podwyższając prowadzenie na 2:0.

Po strzeleniu drugiego gola ŁKS kontrolował spokojnie przebieg spotkania nie dopuszczając do zagrożenia pod własną bramką i szukając szczęścia w kontratakach. Okazja do ponownej zmiany wyniku nadarzyła się tuż przed przerwą. W 44. minucie piłkę na linii pola karnego otrzymał Olesiński, który nie zastanawiał się długo co z nią zrobić tylko precyzyjnym strzałem przy dalszym słupku po raz drugi pokonał młodego bramkarza Ruchu i na przerwę oba zespoły zeszły przy stanie 0:3. Razem z nimi stadion opuściła prawie połowa miejscowych kibiców, którzy nie wierzyli już w możliwość uzyskania korzystnego wyniku przez swój zespół.

Reklama

Drugą połowę ŁKS rozpoczął spokojnie, może nawet zbyt spokojnie, bo zachęcił pałających żądzą odrobienia strat gospdoarzy do bardziej agresywnej gry. Ruch podszedł wyżej i wyglądał na zespół, który może za chwilę coś ustrzelić tym bardziej, że biało-czerwonym przytrafiło się kilka strat w środku boiska i widać było, że poziom koncentracji nie jest taki, jak przed przerwą. Na szczęście nie dotyczyło to doświadczonej obrony, która funkcjonowała bez zarzutu i nie dopuszczała do groźnych sytuacji pod bramką Pawła Lipca. Mimo to w 67. minucie z linii pola karnego doś groźnie uderzał wprowadzony kilka minut wcześniej Tomasz Rogowski, ale w bramce pewni interweniował Lipiec.

Sytuacja ta i głośne napomnienia ze strony trenera Mateusza Miłoszewskiego "obudziły" naszych piłkarzy, którzy zaczęli znowu grać lepiej, dokładniej i przestali już tak łatwo oddawać piłkę. Mimo to to Ruch był wciąż stroną bardziej aktywną, a ŁKS ograniczał się do obrony wyniku i prób szybkich wypadów z kontrą. Miejscowi w kolejnych minutach oddali jeszcze kilka strzałów, ale większość była niecelna. Lipca po raz kolejny zatrudnił w 75. minucie Przemysław Jastrzębski, ale i tym razem bramkarz ŁKS-u okazał się lepszy od strzelca. W 83. minucie ładnym strzałem z przewrotki popisał się Kamil Zalewski, ale i to uderzenie minęło słupek bramki ŁKS-u.

Reklama

ŁKS po raz kolejny udowodnił, że obrona to silna strona tego zespołu, gra z kontrataku nie jest mu obca, a bramki potrafi zdobywać nie tylko po stałych fragmentach. Minęła już 90. minuta meczu i rozpoczęła się pierwsza z trzech doliczonych przez arbitra, kiedy nieoczekiwanie dla wszystkich Marek Kaliszewski znalazł się na prawym skrzydle, gdzie pobiegł do wrzuconej za plecy obrońców Ruchu piłki. Choć blisko miał w nieco lepszej pozycji Tarnowskiego, doświadczony zawodnik uznał chyba, że w doliczonym czasie i przy prowadzeniu 3:0 może sobie pozwolić na odrobinę fantazji. Widząc fatalnie ustawionego bramkarza gospodarzy precyzyjnym lobem posłał piłkę do bramki ustalając wynik na 4:0. Chwilę później piłka po raz piąty znalazła droge do bramki po uderzeniu Pawła Drażby poprzedzonym piękną, zespołową akcją jego kolegów, ale w tej sytuacji napastnik ŁKS-u znalazł się na minimalnym spalonym, co odgwizdał arbiter nie uznając mu trafienia. To była ostatnia akcja meczu, po której Ruch wznowił grę, by usłyszeć gwizdek kończący spotkanie.

- Dobrze, że ten karny szybko został podyktowany i wykorzystany, ale już przed nim mieliśmy kilka sytuacji, w kórych mogliśmy pokusić się o zdobycie gola. Ale karny został podyktowany i brawo za to, że po strzelniu gola nie cofnęliśmy się tylko poszliśmy za ciosem i już do przerwy ustawiliśmy ten mecz. Na koniec jeszcze bardzo ładna bramka Marka Kaliszewskiego - powiedział po meczu trener Miłoszewski. - Po wygranej 4:0 nie można narzekać, ale za dużo pola trochę na początku drugiej połowy oddaliśmy przeciwnikowi i niepotrzebnie, bo założyliśmy sobie, że mamy to zagrać na zero, oddalić grę, a trochę daliśmy się zepchnąć, ale ta obrona była jednak dosyć szczelna i dobrze w tej grze wyglądaliśmy. Później weszli świeżsi zawodnicy na zmiany i trochę się to z przodu rozruszało i strzeliliśmy dwie bramki, z tego jedną nie uznaną, więc myślę, że plan wykonany. teraz odpoczywamy i myślimy już od jutra o Jagiellonii - przyznał opiekun biało-czerwonych.

Reklama

Niedzielne zwycięstwo ŁKS-u przyniosło biało-czerwonym bardzo pozytywne skutki, Po pierwsze, choć matematycznie rzecz biorąc, przy ewentualnym spadku pięciu drużyn, ełkaesiacy nie mogą być jeszcze w 100% pewni utrzymania, to szansa na to, że znajdą się wśród zespołów zdegradowanych ligę niżej jest już tylko czysto teoretyczna. Po drugie wyniki innych spotkań 31. kolejki ułożyły się "pod ŁKS" w ten sposób, że walczący o utrzymanie Ursus Warszawa przegrał swój mecz, przez co zwiększył się dystans do biało-czerwonych, przegrały również rezerwy Jagiellonii, dzięki czemu nasz zespół wyprzedził białostoczan w tabeli i awansował na 10. pozycję. Jedynie MKS Ełk niespodziewanie pokonał Widzew i utrzymał dwupunktową stratę do naszej ekipy grzebiąc już chyba przy tym marzenia widzewiaków o awansie w tym sezonie. Wygrała także Concordia Elbląg, ale 7 pkt straty do ŁKS-u na trzy kolejki przed końcem trudno będzie odrobić.

Kolejny mecz ŁKS rozegra przed swoją publicznością. W sobotę 3 czerwca, o godz. 17.00, drużyna prowadzona przez trenera Mateusza Miłoszewskiego podejmie przy ul. Zjazd 18 Jagiellonię II Białystok, której seria porażek wydłużyła się już do czterech z rzędu. Spowodowało to spadek na 13. miejsce i poważne obawy o utrzymanie rezerw Jagi w lidze. Z pewnością w Łomży białostoczanie będą chcieli odwrócić ten trend, dlatego ten mecz nie będzie łatwym spotkaniem dla naszych piłkarzy. Bez dużych wzmocnień z pierwszej drużyny i przy obecnej formie ŁKS-u to nasza drużyna będzie jednak faworytem w tym meczu. Wzmocnień natomiast nie należy się spodziewać, bo następnego dnia pierwszy zespół ma grać ostatni mecz w ekstraklasie z Lechem Poznać, który może zadecydować jeśli nie o mistrzostwie Polski, to przynajmniej o grze w europejskich pucharach i trudno sobie wyobrazić, by trener Probierz oddał w tej sytuacji kogoś do rezerw.

Reklama

Ruch Wysokie Mazowieckie - ŁKS 1926 Łomża 0:4 (0:3)

Bramki: Baranowski 3 (k), Olesiński 25, 44, Kaliszewski 90

ŁKS: Lipiec – Kaliszewski, Cibulskas, Melao, Gałązka, Olesiński, Kacprzyk (65′ Rydzewski), Baranowski (85′ Wasiulewski), Grabowski (80′ Świderski), Sadowski (56′ Drażba), Tarnowski

Ruch: Dobreńko - Faszczewski (71 Grochowski), Jastrzębski, Mleczek (54 Rogowski), Pasko, Borowik, Piłatowski, Sułtanow, Zalewski, Wrześniewski (59 Jóźwiak), Zieniewicz (75 Sawicki)

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości