Końcówka sezonu to prawdziwy popis dobrej gry ŁKS-u 1926 Łomża. W niedzielę biało-czerwoni wysoko pokonali Ruch Wysokie Mazowieckie i już tylko niewyobrażalny kataklizm mógłby odebrać im utrzymanie w III lidze. Łomżyńska drużyna awansowała po tym meczu na 10. miejsce w tabeli.
Podobnie jak w kilku ostatnich spotkaniach zespół ŁKS-u od samego początku ruszył z dużym animuszem na gospodarzy chcąc jak najszybciej otworzyć wynik. Zmasowane ataki biało-czerwonych siały duży zamęt w linii obronnej Ruchu, a momentami powodowały wręcz panikę w szeregach defensywy miejscowych. W 3. minucie meczu piłkę z prawego skrzydła wrzucał Damian Gałązka. Futbolówka trafił w rękę znajdującego się w polu karnym Patryka Pasko i sędzia bez chwili zwłoki podjął decyzję o rzucie karnym. Skutecznym egzekutorem "jedenastki" okazał się Mariusz Baranowski i łomżyńska ekipa zrealizował plan na pierwsze minuty spotkania.
Po strzeleniu gola ełkaesiacy nie cofnęli się jednak by bronić nikłego prowadzenia, ale dążyli do podwyższenia wyniku. W 5. minucie Baranowski próbował po raz drugi pokonać Kamila Dobreńkę, tym razem bezpośrednim strzałem z rzutu wolnego, ale nie udało mu się trafić w bramkę. Minutę później przed szansą stanął Michał Sadowski, który dostał piłkę na wolne pole i sprytnie przerzucił ją nad wychodzącym bramkarzem miejscowych, ale ze skuteczną interwencją zdążył Łukasz Piłatowski, który futbolówkę zmierzającą do bramki wybił na aut. Sadowski miał swoje kolejne szanse w 18. i 19. minucie. Najpierw po szybkiej kontrze wpadł z futbolówką w pole karne. Jego strzał jednak był zbyt łatwy do obrony i piłka padła łupem Dobreńki. Minutę później z lewej strony dośrodkowywał Michał Tarnowski, ale Sadowski nie trafił czysto głową w futbolówkę. Natomiast w 22. minucie Sadowski zrewanżował się podaniem Tarnowskiemu, który piętą próbował umieścił piłkę w siatce, ale ta minęła słupek bramki gospodarzy. Wcześniej, bo około 15. minuty meczu na stadion w Wysokiem Mazowieckiem dotarła grupa kibiców z Łomży, która od razu rozpoczęła głośny doping. W tym momencie odezwali się też kibice miejscowych, którzy wcześniej nie próbowali pomagać swoim piłkarzom, tylko najwyraźniej czekali na przyjazd fanów ŁKS-u.
W końcu jednak starania gości przyniosły efekt. W 25. minucie biało-czerwoni przeprowadzili kolejny atak na bramkę miejscowych. Akcję chciał zakończyć strzałem Tarnowski i zrobił do, ale trafił wprost w bramkarza, który odbił mocno uderzoną piłkę. Fubolówka wróciła jednak do młodego napastnika ŁKS-u, który widząc w lepszej pozycji Przemysława Olesińskiego odegrał do starszego kolegi, który bez problemu trafił do siatki podwyższając prowadzenie na 2:0.
Po strzeleniu drugiego gola ŁKS kontrolował spokojnie przebieg spotkania nie dopuszczając do zagrożenia pod własną bramką i szukając szczęścia w kontratakach. Okazja do ponownej zmiany wyniku nadarzyła się tuż przed przerwą. W 44. minucie piłkę na linii pola karnego otrzymał Olesiński, który nie zastanawiał się długo co z nią zrobić tylko precyzyjnym strzałem przy dalszym słupku po raz drugi pokonał młodego bramkarza Ruchu i na przerwę oba zespoły zeszły przy stanie 0:3. Razem z nimi stadion opuściła prawie połowa miejscowych kibiców, którzy nie wierzyli już w możliwość uzyskania korzystnego wyniku przez swój zespół.
Drugą połowę ŁKS rozpoczął spokojnie, może nawet zbyt spokojnie, bo zachęcił pałających żądzą odrobienia strat gospdoarzy do bardziej agresywnej gry. Ruch podszedł wyżej i wyglądał na zespół, który może za chwilę coś ustrzelić tym bardziej, że biało-czerwonym przytrafiło się kilka strat w środku boiska i widać było, że poziom koncentracji nie jest taki, jak przed przerwą. Na szczęście nie dotyczyło to doświadczonej obrony, która funkcjonowała bez zarzutu i nie dopuszczała do groźnych sytuacji pod bramką Pawła Lipca. Mimo to w 67. minucie z linii pola karnego doś groźnie uderzał wprowadzony kilka minut wcześniej Tomasz Rogowski, ale w bramce pewni interweniował Lipiec.
Sytuacja ta i głośne napomnienia ze strony trenera Mateusza Miłoszewskiego "obudziły" naszych piłkarzy, którzy zaczęli znowu grać lepiej, dokładniej i przestali już tak łatwo oddawać piłkę. Mimo to to Ruch był wciąż stroną bardziej aktywną, a ŁKS ograniczał się do obrony wyniku i prób szybkich wypadów z kontrą. Miejscowi w kolejnych minutach oddali jeszcze kilka strzałów, ale większość była niecelna. Lipca po raz kolejny zatrudnił w 75. minucie Przemysław Jastrzębski, ale i tym razem bramkarz ŁKS-u okazał się lepszy od strzelca. W 83. minucie ładnym strzałem z przewrotki popisał się Kamil Zalewski, ale i to uderzenie minęło słupek bramki ŁKS-u.
ŁKS po raz kolejny udowodnił, że obrona to silna strona tego zespołu, gra z kontrataku nie jest mu obca, a bramki potrafi zdobywać nie tylko po stałych fragmentach. Minęła już 90. minuta meczu i rozpoczęła się pierwsza z trzech doliczonych przez arbitra, kiedy nieoczekiwanie dla wszystkich Marek Kaliszewski znalazł się na prawym skrzydle, gdzie pobiegł do wrzuconej za plecy obrońców Ruchu piłki. Choć blisko miał w nieco lepszej pozycji Tarnowskiego, doświadczony zawodnik uznał chyba, że w doliczonym czasie i przy prowadzeniu 3:0 może sobie pozwolić na odrobinę fantazji. Widząc fatalnie ustawionego bramkarza gospodarzy precyzyjnym lobem posłał piłkę do bramki ustalając wynik na 4:0. Chwilę później piłka po raz piąty znalazła droge do bramki po uderzeniu Pawła Drażby poprzedzonym piękną, zespołową akcją jego kolegów, ale w tej sytuacji napastnik ŁKS-u znalazł się na minimalnym spalonym, co odgwizdał arbiter nie uznając mu trafienia. To była ostatnia akcja meczu, po której Ruch wznowił grę, by usłyszeć gwizdek kończący spotkanie.
- Dobrze, że ten karny szybko został podyktowany i wykorzystany, ale już przed nim mieliśmy kilka sytuacji, w kórych mogliśmy pokusić się o zdobycie gola. Ale karny został podyktowany i brawo za to, że po strzelniu gola nie cofnęliśmy się tylko poszliśmy za ciosem i już do przerwy ustawiliśmy ten mecz. Na koniec jeszcze bardzo ładna bramka Marka Kaliszewskiego - powiedział po meczu trener Miłoszewski. - Po wygranej 4:0 nie można narzekać, ale za dużo pola trochę na początku drugiej połowy oddaliśmy przeciwnikowi i niepotrzebnie, bo założyliśmy sobie, że mamy to zagrać na zero, oddalić grę, a trochę daliśmy się zepchnąć, ale ta obrona była jednak dosyć szczelna i dobrze w tej grze wyglądaliśmy. Później weszli świeżsi zawodnicy na zmiany i trochę się to z przodu rozruszało i strzeliliśmy dwie bramki, z tego jedną nie uznaną, więc myślę, że plan wykonany. teraz odpoczywamy i myślimy już od jutra o Jagiellonii - przyznał opiekun biało-czerwonych.
Niedzielne zwycięstwo ŁKS-u przyniosło biało-czerwonym bardzo pozytywne skutki, Po pierwsze, choć matematycznie rzecz biorąc, przy ewentualnym spadku pięciu drużyn, ełkaesiacy nie mogą być jeszcze w 100% pewni utrzymania, to szansa na to, że znajdą się wśród zespołów zdegradowanych ligę niżej jest już tylko czysto teoretyczna. Po drugie wyniki innych spotkań 31. kolejki ułożyły się "pod ŁKS" w ten sposób, że walczący o utrzymanie Ursus Warszawa przegrał swój mecz, przez co zwiększył się dystans do biało-czerwonych, przegrały również rezerwy Jagiellonii, dzięki czemu nasz zespół wyprzedził białostoczan w tabeli i awansował na 10. pozycję. Jedynie MKS Ełk niespodziewanie pokonał Widzew i utrzymał dwupunktową stratę do naszej ekipy grzebiąc już chyba przy tym marzenia widzewiaków o awansie w tym sezonie. Wygrała także Concordia Elbląg, ale 7 pkt straty do ŁKS-u na trzy kolejki przed końcem trudno będzie odrobić.
Kolejny mecz ŁKS rozegra przed swoją publicznością. W sobotę 3 czerwca, o godz. 17.00, drużyna prowadzona przez trenera Mateusza Miłoszewskiego podejmie przy ul. Zjazd 18 Jagiellonię II Białystok, której seria porażek wydłużyła się już do czterech z rzędu. Spowodowało to spadek na 13. miejsce i poważne obawy o utrzymanie rezerw Jagi w lidze. Z pewnością w Łomży białostoczanie będą chcieli odwrócić ten trend, dlatego ten mecz nie będzie łatwym spotkaniem dla naszych piłkarzy. Bez dużych wzmocnień z pierwszej drużyny i przy obecnej formie ŁKS-u to nasza drużyna będzie jednak faworytem w tym meczu. Wzmocnień natomiast nie należy się spodziewać, bo następnego dnia pierwszy zespół ma grać ostatni mecz w ekstraklasie z Lechem Poznać, który może zadecydować jeśli nie o mistrzostwie Polski, to przynajmniej o grze w europejskich pucharach i trudno sobie wyobrazić, by trener Probierz oddał w tej sytuacji kogoś do rezerw.
Ruch Wysokie Mazowieckie - ŁKS 1926 Łomża 0:4 (0:3)
Bramki: Baranowski 3 (k), Olesiński 25, 44, Kaliszewski 90
ŁKS: Lipiec – Kaliszewski, Cibulskas, Melao, Gałązka, Olesiński, Kacprzyk (65′ Rydzewski), Baranowski (85′ Wasiulewski), Grabowski (80′ Świderski), Sadowski (56′ Drażba), Tarnowski
Ruch: Dobreńko - Faszczewski (71 Grochowski), Jastrzębski, Mleczek (54 Rogowski), Pasko, Borowik, Piłatowski, Sułtanow, Zalewski, Wrześniewski (59 Jóźwiak), Zieniewicz (75 Sawicki)