Sprawa zaginięcia 41-letniego Andrzeja Chodnickiego, która od końca listopada budziła zainteresowanie mieszkańców Łomży, zakończyła się dość nieoczekiwanie. Mężczyzna sam postanowił rozwiać wszelkie wątpliwości i dziś rano, ku zaskoczeniu wszystkich, skontaktował się z naszą redakcją.
- Ja jestem - poinformował w krótkiej rozmowie telefonicznej, co uznać można za jedno z najbardziej zwięzłych, a zarazem najskuteczniejszych oświadczeń ostatnich miesięcy.
Informację o "odnalezieniu się" mężczyzny potwierdziła także rzeczniczka prasowa łomżyńskiej policji, asp. szt. Karolina Wojciekian. Szczegóły na temat tego, gdzie przebywał przez ostatnie dni, pozostają nam jednak nieznane.
Przypomnijmy, że Andrzej Chodnicki zaginął 26 listopada, kiedy to wyszedł z domu i – jak to w takich przypadkach bywa – nie wrócił, ani nie nawiązał kontaktu z rodziną. Policja opublikowała wówczas komunikat z jego rysopisem oraz wezwaniem do udzielania informacji o jego miejscu pobytu. Od tamtego czasu zgłoszenie jego zaginięcia zdążyło przejść przez lokalne media, krążąc od portali informacyjnych po społecznościowe grupy.
Jak się okazało, cała ta akcja mogła zakończyć się o wiele szybciej, gdyby Andrzej Ch. wcześniej wpadł na pomysł, by podnieść telefon i zadzwonić. Ale – jak mówią życzliwi komentatorzy – lepiej późno niż wcale.
Sprawa uznana jest za zamkniętą, a my możemy odetchnąć z ulgą. Andrzej jest!