Reklama

Bowiem to tutaj w Łomży wszystko się zaczęło… [FOTO]

24/09/2024 07:34

Całkiem niedawno, gdyż 13 września br. roku obchodziła swoje urodziny. Za rok czeka ją niezwykły jubileusz. Cukiernia Łomżanka, bo o niej tutaj mowa powinna być dla nas – mieszkańców Łomży powodem do dumy, mimo tego, że w naszym mieście od wielu lat nie funkcjonuje. Przeczytaj jej historię i dowiedz się, dlaczego ta jedna z najstarszych wrocławskich cukierni jest tak mocno zakorzeniona w historii naszego miasta i dlaczego historia ta jest warta uwagi.

Cukiernia Łomżanka została założona w 1935 roku w Łomży przez Leona i Michalinę Chalamońskich. Leon Chalamoński, urodzony w 1908 r., z zawodu był cukiernikiem. Uczył się w łomżyńskiej piekarni państwa Krajewskich znajdującej się przy Pl. Kościuszki, gdzie uzyskał tytuł czeladnika. Naukę cukiernictwa kontynuował w Warszawie. Michalina Piotrowska, urodzona w1911 r., skończyła z kolei warszawską szkołę kroju i szycia.

Po zakończeniu nauki Leon i Michalina pobrali się. Ich uroczystość ślubna odbyła się 24 czerwca 1933 r. w łomżyńskiej katedrze św. Michała Archanioła. Chalamoński urządził w domu mały warsztat, w którym produkował ciastka i herbatniki, sprzedając je następnie na okolicznych targowiskach. Wspólną cukiernię Chalamońscy otworzyli we wrześniu 1935 roku. Znajdowała się ona przy ul. Dwornej, naprzeciw klasztoru Panien Benedyktynek.

Reklama

Nowo otwarty interes odniósł sukces, dzięki czemu młode małżeństwo mogło spokojnie, a nawet całkiem dostatnie żyć. Na świecie pojawiły się także pierwsze ich dzieci: Edward i Alicja. Niestety, wybuchła wojna i rzeczywistość diametralnie się zmieniła. Leon został powołany do wojska i brał czynny udział w walkach w Borach Tucholskich.

Po powrocie do domu, postanowił on jednak kontynuować prowadzenie cukierni, poszerzając jej asortyment o chleb. Gdy w 1941 r. Niemcy utworzyli w Łomży getto, którego mury dosłownie graniczyły z zapleczem cukierni i piekarni, Chalamońska wielokrotnie przerzucała chleb głodującym tam ludziom, za co o mały włos nie straciła życia.

Reklama

We wrześniu 1944 r. do Łomży wkroczyli Sowieci i wydany został nakaz opuszczenia miasta przez ludność cywilną. Na skutek bombardowania Łomży Chalamońscy stracili prawie wszystko – ich dom i zakład strawił ogień. Tymczasowo zatrzymali się oni u znajomych w podłomżyńskich Konarzycach, gdzie na skutek nieszczęśliwego wypadku zmarł ich syn Edek, a następnie trudów wygnania nie przeżyło także ich najmłodsze dziecko 2-letnia córeczka Jadzia.

Pod koniec października Leon i Michalina wrócili znowu do Łomży, w której tak naprawdę nie mieli praktycznie już nic. Zatrzymali się u stryjka babci, w drewnianym domku przy ulicy Sikorskiego. Domek ten stoi tam zresztą do dzisiaj. W grudniu 1944 r. Leon został niestety aresztowany przez NKWD i osadzony w więzieniu w Białymstoku, a następnie wywieziony w głąb ZSRR, do jenieckiego obozu filtracyjnego. Michalina w tym czasie udała się do swojego brata do Mrozowej Woli i tam urodziła ich córeczkę Annę. Do Łomży wróciła wiosną 1945 r., a we wrześniu okazało się, że w szpitalu w Warszawie leży umierający człowiek o nazwisku Chalamoński.

Reklama

Leon w szpitalu spędził dwa miesiące, ale cudem udało mu się wrócić do sił. Zamieszkawszy ponownie w Łomży, bił się jednak z myślami, czy to dobra decyzja. Miasto legło przecież w gruzach. Agitowano wręcz, aby zasiedlać tzw. Zachód. Chalamoński zainteresował się ową możliwością wyjazdu i tak też właśnie trafił do Wrocławia. Szukając zatrudnienia i mieszkania trafił na ulicę Urszulanek, czyli na dzisiejszą Uniwersytecką, na Starym Mieście. Tam, na parterze prowadził cukiernię i mieszkał dwa piętra wyżej jakiś Niemiec, którego rodzina wcześniej została przesiedlona na drugą stronę Nysy Łużyckiej, a który sam pozostał we Wrocławiu. Ów Niemiec zatrudnił Leona w cukierni. Był wręcz zachwycony jego uzdolnieniami cukierniczymi.

Michalina zdecydowała się ostatecznie opuścić Łomżę i dołączyć do męża. Na ich szczęście w 1946 r. Niemiec zatrudniający Leona zdecydował się ostatecznie wyjechać z Wrocławia, powierzając Leonowi zarówno mieszkanie, jak i zakład. Wówczas ta próba rozpoczęcia nowego życia, dzięki pracowitości i zaradności Chalamońskich okazała się udana.

Reklama

W latach pięćdziesiątych wciąż można było znaleźć we Wrocławiu puste, poniemieckie lokale. I tak Leon odkrył w 1953 r. sklep przy ul. Ruskiej 10. Od czasów wojny nadal był on zagruzowany. Jak się później okazało, w owym lokalu, za Niemców, również mieściła się cukiernia. Chalamoński sam odgruzował znajdujące się tam pomieszczenia i przywrócił je do stanu używalności. Postarał się o przydział i jeszcze w 1953 r. rozpoczął z Michaliną sprzedawać w nim swoje wyroby. Zatem od dokładnie 68 lat przy Ruskiej 10 można kupować słodkości w Cukierni Łomżanka.

Niestety kilka lat później Leon zachorował na nowotwór żołądka. Zmarł 16 stycznia 1960 r. w wieku 51 lat. Zgodnie z życzeniem, pochowany został w Łomży, na starym, zabytkowym cmentarzu. Jego odejście było dla Michaliny prawdziwym ciosem. Jedną miała miłość przez całe swoje życie i był nią właśnie Leon. Gdy zmarł Michalina została sama z czwórką małych córek, bo piąta Alicja była już dorosła. Została także z interesem, który niełatwo było prowadzić w tamtych czasach Aby móc nadal prowadzić zakład, Michalina musiała jeszcze zatrudnić mistrza cukierniczego. Tą posadę przyjął były uczeń Leona - Zygmunt. Przyjechali także do niej dwaj synowie kuzyna z Kolna – Waldek i Tolek.

Reklama

Z biegiem czasu Michalina stała się jednak prawdziwą szefową, taką z krwi i kości. Była odpowiedzialna za wszystko. Bardzo jej zależało na tym, żeby wszystkie wyroby wypiekane przez uczniów Leona były tak produkowane, jak uczył ich zmarły mistrz. Do dziś zresztą Cukiernia Łomżanka korzysta z odręcznych jego zapisków, na których są receptury na ciasta m.in. drożdżowe czy kruche. W kolejnych latach, gdy córki Michaliny już dorosły, pracę w cukierni zaczęli podejmować także jej zięciowie. Wszystko nadal opierało się na rodzinnej współpracy i nadal pod żelaznymi rządami Michaliny, i tak aż do 1986 r., kiedy to Michalina zmarła – dzień przed Wigilią Bożego Narodzenia. Pochowana została zgodnie z życzeniem obok Leona, na cmentarzu w Łomży.

Mimo, że powojenne życie Chalamońskich toczyło się już we Wrocławiu, to jednak właśnie Łomża pozostała ich ukochanym miastem. Obydwoje chcieli tu wrócić.

Reklama

Po śmierci Michaliny kontynuowaniem rodzinnej tradycji zajęła się ich najmłodsza córka wraz z mężem Tadeuszem Wojczyńskim, który zrezygnował ze swojego zawodu i rozpoczął naukę cukiernictwa. Zdał egzamin czeladniczy i w oparciu o pozostawione przez Leona receptury produkował wspaniałe pączki nadziewane konfiturą różaną. Ponieważ ta ograniczona, jak na cukiernictwo produkcja trwała ponad dwadzieścia lat, wielu wrocławian kojarzy Cukiernię Łomżankę przede wszystkim z pączkami.

Niestety jednak historia zatoczyła koło. W 1995 r. Wojczyński zmarł, a jego żona, tak jak niegdyś Michalina została sama z czworgiem dzieci, z czego najmłodsze miało roczek. Na szczęście podołała ona wszystkim wyzwaniom i tak pod koniec lat dziewięćdziesiątych postanowiła poszerzyć ofertę cukierniczą i wrócić do tradycji. Zainstalowała nieduży piec elektryczny i rozpoczęła produkcję ciast deserowych, kruchych, parzonych, bezowych - znów korzystając z przepisów Leona.

Reklama

Aktualnie Cukiernia Łomżanka znajduje się w samym centrum Wrocławia, pośród dziesiątków lokali gastronomicznych. Na jej ścianach wiszą fotografie bohaterów tego  miejsca, a można w nim spotkać już trzecie pokolenie kontynuujące rodzinną, cukierniczą tradycję. Na ich barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność, mając na uwadze to, ile przeszli przede wszystkim założyciele tego miejsca – Leon i Michalina Chalamońscy.

Za rok Cukiernia obchodzić będzie zacny jubileusz 90-lecia istnienia. I chociaż jest – tak jak już wspomnieliśmy jedną z najstarszych cukierni we Wrocławiu, to Łomża odegrała w jej historii bardzo ważną rolę, bowiem to tutaj wszystko się zaczęło.

Źródło: FB Cukiernia Łomżanka Aktualizacja: 24/09/2024 07:55
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości