Reklama

Cios w plecy 6-latki. Matka uciekała z rannym dzieckiem, ojciec zabarykadował się w pokoju

08/01/2026 12:36

To miało być zwykłe, poświąteczne popołudnie. 41-latek regularnie odwiedzał swoje dzieci, matka nie miała żadnych powodów do niepokoju. Wystarczyła jednak chwila, by rutynowa wizyta zamieniła się w walkę o życie. Mężczyzna nagle chwycił za kuchenny nóż i zaatakował własną córkę. Dziecko z raną kłutą trafiło do szpitala, a ojciec prosto na oddział psychiatryczny aresztu śledczego.

Do zdarzenia doszło 29 grudnia 2025 roku w jednym z mieszkań na terenie Augustowa. Śledczy na razie oszczędnie dawkują informacje, ale obraz, który wyłania się z ich ustaleń, jest przerażający.

Mężczyzna przyszedł do mieszkania byłej partnerki. Był trzeźwy. Nic nie zapowiadało wybuchu agresji – w tej rodzinie nie było wcześniej „Niebieskiej Karty”, policja nie odnotowywała zgłoszeń o przemocy. Ot, ojciec przyszedł zobaczyć się z dziećmi, co robił regularnie.

W pewnym momencie coś w nim pękło. Będąc w mieszkaniu, 41-latek chwycił leżący pod ręką nóż kuchenny. Nie było kłótni, nie było ostrzeżenia. Rzucił się na swoją 6-letnią córkę. Matka dziewczynki próbowała go powstrzymać, doszło do szarpaniny, ale napastnik zdołał zadać cios. Ostrze wbiło się w plecy dziecka.

Reklama

Kobiecie udało się wyrwać dzieci z mieszkania i uciec na klatkę, skąd wezwała pomoc. Sprawca został w środku. Zabarykadował się w jednym z pokoi i nie reagował na polecenia. Kiedy patrol dotarł na miejsce, policjanci nie bawili się w negocjacje – wyważyli drzwi, weszli siłowo i obezwładnili 41-latka.

Ranna sześciolatka natychmiast trafiła pod opiekę lekarzy. Szczęście w nieszczęściu – obrażenia okazały się na tyle opanowane, że po hospitalizacji dziewczynka mogła już wrócić do domu. Fizycznie dojdzie do siebie, pytanie, jak poradzi sobie z traumą.

Reklama

Co działo się w głowie ojca? To ustalają teraz biegli. Wiadomo, że w chwili ataku nie był pod wpływem alkoholu, choć prokuratura zleciła jeszcze szczegółowe badania krwi na obecność narkotyków.

Mężczyzna usłyszał w prokuraturze najcięższy możliwy zarzut: usiłowania zabójstwa. Grozi mu za to nawet dożywocie. Sąd nie miał wątpliwości i aresztował go na trzy miesiące. Nie trafił jednak do zwykłej celi. Z uwagi na jego stan psychiczny, izolacja odbywa się w warunkach szpitalnych na oddziale psychiatrycznym.

Reklama

– Z zebranych danych wynika, że w tej rodzinie nie było wcześniej zgłaszanych sytuacji związanych z przemocą – przyznaje prok. Wojciech Piktel, rzecznik suwalskiej prokuratury.

Śledztwo trwa

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości