Ukrywanie się przed wymiarem sprawiedliwości ma to do siebie, że zazwyczaj kończy się w najmniej spodziewanym momencie. Wczoraj przekonało się o tym czterech mieszkańców naszego regionu. Wszyscy trafili już tam, skąd tak bardzo próbowali uciec – za kratki. Rekordzista posiedzi w celi najbliższe pół roku.
Zaczęło się rano, chwilę po godzinie 10. Mundurowi z białostockiego Oddziału Prewencji, którzy na co dzień stacjonują w Łomży, zatrzymali na raz dwóch mężczyzn. Obaj mieli na pieńku z prawem za drobniejsze sprawy, czyli niepopłacone grzywny lub kary za wykroczenia. Starszy, 62-latek, spędzi w celi najbliższe 15 dni. Drugi, 54-latek, miał do odpokutowania zaledwie cztery dni. Mimo to obaj jeszcze przed wieczorem zamiast w domach, zameldowali się w więziennych murach.
Parę godzin później akcja przeniosła się do Nowogrodu. Tamtejsi funkcjonariusze po godzinie 15 namierzyli 31-latka, za którym list gończy wystawił Sąd Rejonowy w Ostrołęce. Tutaj sprawa była już znacznie poważniejsza niż drobne przewinienia. Mężczyzna został skazany za jazdę po pijanemu, a że wsiadł za kółko pod wpływem alkoholu w warunkach recydywy, sędzia nie miał dla niego pobłażania. Najbliższe pięć miesięcy spędzi w zamknięciu.
Dzień zamknęło zatrzymanie 43-latka bezpośrednio na terenie Łomży. Scenariusz okazał się podobny jak rano – unikanie kary za wykroczenia i liczenie na to, że sprawa jakoś przyschnie. Nie przyschła. Sąd wymierzył mu 12 dni odsiadki, a policjanci po prostu dopilnowali, żeby wyrok został w końcu zrealizowany.
Poszukiwanie osób ukrywających się przed sądami rzadko przypomina filmowe pościgi – najczęściej to po prostu efekt dobrego rozpoznania dzielnicowych, czujności patrolu na ulicy albo zwykłej kontroli drogowej, podczas której system w radiowozie nagle zaczyna świecić na czerwono. Wczorajszy bilans pokazuje jedno: gra w chowanego z policją i sądami to mało opłacalny sport.