- Miałem usuniętą bardzo dużą część wątroby bo w granicach kilograma – zwierza się pan Adam z miejscowości Ratowo- Piotrowo, który o kilku lat choruje na bąblowicę. Choroba przenosi się ze zwierząt na ludzi. Jaja tasiemca uwalniane z kałem zakażonych zwierząt leśnych, najczęściej lisów, mogą dostać się do organizmu człowieka zarówno przez kontakt z tymi zwierzętami jak i przeniesienie ich za pomocą brudnych rąk lub spożycie skażonej żywności lub wody. Cysty po umiejscowieniu w wątrobie, płucach, nerkach, śledzionie, ośrodkowym układzie nerwowym, kościach czy oku mogą przebywać w organizmie nawet kilka lat po zjedzeniu pasożyta. W 2011 roku odnotowano około 20 przypadków lecz w roku 2017 - było ich już prawie 80.
Główny Inspektorat Sanitarny ostrzega przed bąblowicą - chorobą pasożytniczą wywoływaną przez bąblowca, którego nosicielami są zwierzęta leśne. Często mylona z nowotworem, trudna do zdiagnozowania i tragiczna w skutkach w przypadku nie podjęcia odpowiednich działań.
- Jest chorobą zakaźną, chorobą pasożytniczą, może nie jest aż tak bardzo częstą, często spotykaną, niemniej jeśli się już zarazimy bąblowcem jest to choroba groźna i czasami (...) oprócz wszystkich objawów chorobowych prowadzi niestety do zgonu - informuje nas dr Wanda Pisowodzka, specjalista medycyny rodzinnej. - Choroba często przebiega bardzo podstępnie, rozwija się bardzo długo, może długo nie dawać objawów chorobowych. Po wielu, wielu latach odzywa się w formie bólów brzucha, bólów głowy, zażółcenia skóry no i wtedy zaczynamy szukać przyczyny tych dolegliwości - dodaje.
Udało nam się porozmawiać z panem Adamem z miejscowości Ratowo- Piotrowo, chorującym na bąblowicę, który dowiedział się o niej przypadkowo. Próby zdiagnozowania przypadłości pana Adama rozpoczęły się od żółtaczki - będącej częstym objawem umiejscowienia tasiemca w wątrobie. Podczas dwutygodniowego pobytu w oddziale zakaźnym lekarze zdecydowali o skierowaniu pana Adama na badania w kierunku bąblowicy. Choroba zdiagnozowana została po około trzech - czterech miesiącach. Pan Adam w szpitalach spędził około pół roku. Przeszedł operację usunięcia cysty lecz w dalszym ciągu jest w trakcie leczenia farmakologicznego.
- Miałem usuniętą bardzo dużą część wątroby bo w granicach kilograma - opowiada pan Adam. Muszę brać tabletki przeciwpasożytnicze, jak długo to tak na dobrą sprawę nie wiem - dodaje.
Zapytaliśmy pana Adama czy podejrzewa kiedy mogło dojść do zakażenia.
- Ja nie jestem w stanie powiedzieć, lekarze nawet nie są w stanie powiedzieć kiedy. Lekarze określają zakażenie po wielkości pasożyta, u mnie to określili gdzieś do 10 lat - mówi pan Adam.
Mimo coraz częstszych przypadków zachorowań na bąblowicę, leczenie jej nie jest refundowane.
- Tabletka jedna kosztuje w granicach 25 złotych, potrzebne są dwie tabletki dziennie. (...) To jest koszt w granicach półtora tysiąca miesięcznie, nie każdego jest stać po prostu na taki wydatek. Żyć można cały miesiąc za takie pieniądze - dodaje pan Adam.
Czy przed zakażeniem tasiemcem wywołującym bąblowicę można się ustrzec? Zdaniem dr Wandy Pisowodzkiej jak najbardziej.
- To są czysto względy higieniczne. Myjemy ręce. Wracamy z podwórka - myjemy ręce, bawimy się ze zwierzęciem, ponieważ te tasiemce mogą być przyklejone gdzieś do sierści - myjemy ręce, kupujemy owoce - używamy do mycia wody domowej, kranowej, nie takiej, która gdzieś stoi na podwórkach. Czy owoce kupione, czy owoce zebrane w lesie, przychodzimy - przed spożyciem myjemy - informuje dr Wanda Pisowodzka.
Latem dochodzi do największej ilości zachorowań. Ma to związek z jedzeniem niemytych owoców leśnych takich jak jagody, maliny, jeżyny czy poziomki. Owoce prosto z krzaka kuszą, jednak pamiętajmy o potencjalnym niebezpieczeństwie, jakie niesie ze sobą spożywanie ich bez wcześniejszego przygotowania!