Kto spodziewał się nudnego, wakacyjnego klepania uchwał na sesji Rady Miejskiej w Łomży, ten mocno się pomylił. W rolach głównych wystąpili zastępca prezydenta Piotr Serdyński oraz radny klubu Przyjazna Łomża i zarazem lider lokalnej Nowej Nadziei (Konfederacja) Marcin Mieczkowski. Wiceprezydent już na początku sesji nie gryzł się w język i wprost nazwał radnego opozycji „oszustem”.
Mieczkowski to postać aktywna w sieci i znana z organizacji wcześniejszych protestów antyimigranckich. Jego polityczni oponenci od dawna zarzucają mu jednak, że w pogoni za lajkami i politycznym kapitałem nie cofa się przed manipulacjami, niedomówieniami i sianiem fake newsów. Tym razem osią sporu stały się dwie flagowe inwestycje: nowo otwarty dworzec PKP oraz budowa tężni solankowej.
Wszystko zaczęło się od powrotu pociągów pasażerskich – wydarzenia, na które miasto czekało latami. Sukces? Dla mieszkańców tak, ale w polityce to idealne paliwo do uderzenia. Radny Mieczkowski wrzucił wczoraj do sieci emocjonalny wpis, w którym oskarżył miasto o totalny absurd i sprowadzenie na pasażerów niebezpieczeństwa. Grzmiał o osobach niewidomych wchodzących z peronu wprost pod koła samochodów, braku pasów itd.
- PKP dowiozło ludzi do granicy działki, a Miasto zapomniało ich bezpiecznie odebrać! – pisał radny.
Wiceprezydent Piotr Serdyński nie wytrzymał i publicznie zarzucił radnemu ordynarne kłamstwo. Okazuje się, że zaledwie dzień wcześniej, podczas Komisji Gospodarki Komunalnej, naczelnik Przemysław Chełstowski wyłożył Mieczkowskiemu wszystkie fakty kawę na ławę. Większość spraw logistycznych i przebudowa chodników czy parkingów wokół stacji to zadanie spółki PKP PLK, z którą miasto na bieżąco uzgadniało projekt. W miejscu, gdzie pasażerowie wychodzą z peronów, nie można zgodnie z przepisami wyznaczyć przejścia, bo znajduje się tam skrzyżowanie i miejsca parkingowe. Żeby przejście powstało, PKP musi najpierw zlikwidować dwa miejsca parkingowe przy targowisku i przerobić je na chodnik.
Droga przy stacji wcale nie jest ruchliwą arterią – przypomina raczej spokojną uliczkę osiedlową. Mimo to miasto dla bezpieczeństwa zapowiedziało tam postawienie znaku „uwaga piesi” i ograniczenie prędkości do 20 km/h.
- Mieczkowski na komisji to wszystko usłyszał, po czym wyszedł z sali i napisał posta obarczającego winą miasto, świadomie podburzając mieszkańców – mówi nam jeden z radnych będących wczoraj na komisji.
Drugie starcie dotyczyło budowy tężni solankowej w Parku Jana Pawła II. Mieczkowski na sesji sugerował, że dzięki jego osobistym interwencjom, wizjom lokalnym i presji mieszkańców udało się ocalić drzewa przed bezduszną wycinką.
Wiceprezydent Serdyński szybko jednak sprowadził radnego na ziemię, zarzucając mu kolejną próbę „przypinania sobie orderów” za fikcyjne zasługi.
- Ten projekt nie zmienił się ani o milimetr po pana, jak pan to mówi, jakiś inicjatywach czy publicznych wypowiedziach – punktował Serdyński.
Według słów wiceprezydenta drzewa, o które tak rzekomo walczył lider Nowej Nadziei, od samego początku w planach urzędników nie były przeznaczone do usunięcia. Serdyński wypomniał Mieczkowskiemu, że ten nawet nie pofatygował się, żeby zajrzeć do oficjalnej dokumentacji technicznej i planów miasta, zanim zaczął publicznie alarmować media i podgrzewać nastroje.
Przy okazji tematu tężni radny dopytywał o koszty inwestycji, które opiewają na kwotę 1,25 miliona złotych. Z wyjaśnień magistratu wynika, że część robót drogowych – w tym budowę alejek doprowadzających do tężni – wyłączono z głównego kontraktu zewnętrznego i powierzono miejskiemu zakładowi budżetowemu MPGKIM. Wszystko po to, by sprawnie dokończyć inwestycję, której realizacja przez zewnętrzną firmę jest już na bardzo zaawansowanym etapie.
Piotr Serdyński postanowił ostatecznie i bez owijania w bawełnę podsumować działalność radnego. Wiceprezydent najpierw wyliczył, co dokładnie miasto tam buduje – zapowiedział alejki z przepuszczalnego kruszywa mineralnego, ozdobne nasadzenia, monitoring, oświetlenie oraz małą architekturę, w tym ławki i leżaki. Potem przeszedł do otwartej i zdecydowanej krytyki.
- Myślę, że pan radny tak naprawdę już powinien ten temat skończyć i przeprosić, bo zrobił pan dużo zamieszania. Buntował pan lokalną społeczność - grzmiał Serdyński. - Nie szanuje pan również mieszkańców, nie szanuje pan symboli miejskich, profanuje pan nasz herb, wprowadza pan społeczność lokalną w błąd. (...) Kłamie pan publicznie. Mogę panu to oświadczyć publicznie, że jest pan oszustem.
Wiceprezydent zarzucił opozycjoniście, że ten specjalizuje się wyłącznie w buntowaniu ludzi i budowaniu negatywnych emocji. Zaapelował też, by Mieczkowski zaczął wreszcie szanować swój mandat i mieszkańców, jeśli sam chce być traktowany poważnie.
Lider Nowej Nadziei nie zamierzał jednak potulnie milczeć i momentalnie skontrował wypowiedź wiceprezydenta, nie przebierając w słowach.
- Szanowni państwo, no takich farmazonów to dawno nie słyszałem, powiem szczerze – wypalił prosto w mikrofon Mieczkowski. – Nie wiem, skąd pan bierze takie rzeczy w ogóle w swojej głowie. Za co miałbym mieszkańców przeprosić? Za które kłamstwa – dopytywał oburzony radny.
Sezon polowania na głosy w wyborach parlamentarnych w 2027 roku można oficjalnie uznać za otwarty!