Reklama

Drwęca gromi ŁKS na Zjeździe [VIDEO i FOTO]

22/04/2015 22:03

Dotkliwej porażki 0:4 doznali piłkarze ŁKS-u 1926 Łomża w rozegranym w środę spotkaniu 26. kolejki III ligi z zespołem Finishparkiet Drwęca Nowe Miasto Lubawskie. Choć przez dużą część pierwszej połowy biało-czerwoni byli równorzędnym partnerem dla faworyzowanej Drwęcy, to w przekroju całego spotkania goście pokazali wyraźnie, że ich miejsce w ścisłej czołówce nie jest przypadkiem.

Drwęca już w 2. minucie przeprowadziła składny atak na bramkę Andrija Radczenki i gdyby najlepszy strzelec ligi Paweł Piceluk zdecydował się na podanie do jednego z dwóch wbiegających w pole karne kolegów, mogło już w tym momencie być 1:0 dla gości. Piceluk jednak uderzył z 17 metrów i spudłował.

Odpowiedź ŁKS-u nadeszła sześć minut później, kiedy sprzed pola karnego mocno strzelił Alex Rodier. On jednak również nie trafił, przenosząc futbolówkę ponad bramką gości.

W 10. minucie ponownie próbował strzelać Piceluk, ale tym razem bramka okazała się dla niego za niska.

Reklama

Za to minutę później przed szansą stanęli ełkaesiacy, którzy wykonywali rzut wolny z około 20 metrów niemal na wprost bramki Igora Rumiancewa. Wrzutka w pole karne Krystiana Pomorskiego padła jednak łupem golkipera gości.

Kolejne zagrożenie bramki rywali również stworzyli sobie biało-czerwoni. Po przejęciu piłki w środku pola przez Rodiera i podaniu na prawe skrzydło w pole karne wbiegł Przemysław Olesiński. Mimo towarzystwa obrońcy zdołał on oddać strzał na bramkę (choć równie dobrze mogło to być płaskie dośrodkowanie na długi słupek) z dość ostrego kąta, ale piłka minęła bramkę gości w niewielkiej odległości od słupka.

Reklama

Dwie minuty później jednak mogło i powinno być 1:0 dla ŁKS-u. Rzut wolny spod linii bocznej około 30 metrów od bramki Drwęcy wykonywał ponownie Pomorski, który popisał się świetnym, mierzony dośrodkowaniem wprost na głowę Joao Cardoso. Brazylijczyk oddał celny strzał głową z pięciu metrów, ale bramkarz przyjezdnych w sobie tylko wiadomy sposób zdołał odbić tę piłkę, a dobitka Rafała Maćkowskiego poszybowała wysoko ponad bramką.

Swoją okazję mieli też gracze Drwęcy. W 27 minucie były zawodnik ŁKS-u Mariusz Baranowski wykonywał rzut rożny. Piłka wybita przez łomżyńskich obrońców przed pole karne jak bumerang wróciła jednak pod bramkę, gdzie głową próbował umieścić ją w siatce Michał Miller, ale chybił celu.

Reklama

Wyrównana gra trwała do 37. minuty i w tym okresie rzeczywiście nie było widać różnicy pomiędzy drużynami. Momentami nawet mogło się wydawać, że to ŁKS jest odrobinę wyżej w tabeli niż goście. Wtedy jednak miało miejsce zdarzenie które, jak się poźniej okazało, miało wielki wpływ na dalszy przebieg meczu. Rzut wolny z 25 metrów wykonywał Piceluk. Jego dośrodkowanie było kompletnie nieudane, ale jeszcze gorsze okazało się zagranie Cardoso, który próbując wybić piłkę fatalnie skiksował i umieścił ją we własnej bramce obok zaskoczonego Radczenki.

Od tego momentu ŁKS jakby przestał istnieć na boisku, a gra niemal całkowicie przeniosła się na połowę biało-czerwonych i pod ich pole karne. Finishparkiet nie zamierzał bronić wyniku sprezentowanego im przez brazylijskiego brońcę ŁKS-u, a jeśli już, to wolał robić to na połowie rywala i w jego polu karnym. Do przerwy przewaga przyjezdnych była bezdyskusyjna, a ŁKS ograniczał się do wybijania piłki jak najdalej od własnego pola karnego.

Reklama

Na drugą połowę ŁKS wyszedł zapewne z zamiarem jak najszybszego odrobienia strat sprzed przerwy. Stało się jednak dokładnie odwrotnie, bo już w 48. minucie to Drwęca cieszyła się z drugiego gola w tym spotkaniu. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego najwyżej w polu karnym wyskoczył Damian Kostkowski. Zgrał on piłkę głową tuż przed bramkę, gdzie do bramki wbił ją Grzegorz Naczas. Jeśli pierwsza stracona bramka była momentem zwrotnym pierwszej połowy, to ten gol miał podobny wpływ na biało-czerwonych w drugie części meczu.

Nie był to jednak ostatni cios, jaki ełkaesiacy musieli przyjąć w tym spotkaniu. W 53. minucie ze spóźnionym wślizgiem wchodził Maciej Malinowski. Sędzia uznał, że faul ten zasługiwał na pokazanie żółtej kartki, a że zawodnik ŁKS-u obejrzał już jeden taki kartonik w pierwszej połowie meczu, w konsekwencji ujrzał także czerwony i opuścił murawę.

Reklama

ŁKS grając w "dziesiątkę" i mając dwa gole straty nie miał wielkich szans, by dogonić rywali. Stało się dokładnie odwrotnie. W 58. minucie długie podanie zagrane spod własnego pola karnego uruchomiło Arkadiusza Kucińskiego, który ograł po drodze źle ustawionego Przemysława Przysowę i w sytuacji sam na sam z Radczenką spokojnie przerzucił piłkę nad wychodzącym bramkarzem gospodarzy, trafiając nią do siatki.

Choć ŁKS, grając w osłabieniu, nie był w stanie wiele zdziałać w ofensywie, to jednak w 64. minucie trafiła się okazja, by strzelić choćby honorowego gola. Bład obrońcy przyjezdnych, który wdał się w drybling przed własnym polem karnym wykorzystał Rodier, który ograł rywala i znalazł się oko w oko z Rumiancewem. Rodier, mając dość ostry kąt i wychodzącego bramkarza przed sobą chciał go przelobować. Zrobił to jednak za słabo i golkiper gości bez problemu złapał piłkę lecącą na wysokości jego głowy.

Reklama

Finishparkiet w dalszym ciągu grał wysoko stwarzając kolejne zagrożenia pod bramką ŁKS-u i wydawało się, że mecz raczej nie skończy się wynikiem 3:0. Tak się właśnie stało, choć tym razem nie bezpośrednio po akcji z gry, a po rzucie karnym, który w 70. minucie sędzia podyktował po faulu Olesińskiego w polu karnym na Millerze. "Jedenastkę" na gola zamienił niezawodny Piceluk, choć Radczenko wyczuł zamiary strzelca i był bardzo bliski obrony.

Spotkanie zakończyło się wynikiem 4:0 i choć rzeczywiście ŁKS miał w tym meczu dużo pecha, to jednak nie można tylko na pecha składać przyczyny porażki. Pierwszy gol to efekt wyraźnego braku koncentracji doświadczonego przecież Cardoso, drugi padł po błędzie w ustawieniu i zbyt pasywnej grze Przysowy, druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka osłabiła zespół po fauli Malinowskiego, który miał przecież świadomość, że ma już na koncie kartonik i mogł nieco "odpuścić" w tej akurat sytuacji, bo gra toczyła się w środku boiska i nie było bezpośredniego zagrożenia bramki. Trzeci gol, to z jednej strony świetne rozegranie stałego fragmentu przez Drwęcę, ale z drugiej brak krycia w polu karnym Kostkowskiego, który bez problemu zgrał piłkę na trzeci metr. Natomiast rzut karny po interwencji napastnika we własnym polu karnym, to już chyba klasyka.

Reklama

Po spotkaniu trener Mateusz Miłoszewski stanął przed naszą kamerą z miną jak chmura gradowa, czemu jednak trudno się dziwić. Trudno się też dziwić, że niezbyt podobały mu się zadawane pytania. Ale z drugiej strony równie trudno, by kibicom podobała się gra i wyniki ŁKS-u tej wiosny. To nie jest moment by sobie słodzić, ale by poważnie zastanowić się co zrobić, by za kilka kolejek nie zaczęło zaglądać w oczy widmo spadku z III ligi. Nietrudno sobie bowiem wyobrazić, że obecne 12. miejsce może już w sobotę zmienić się nawet w 14., jeśli Warmia przynajmniej zremisuje u siebie z ostatnią Puszczą Hajnówka (raczej trudno wyobrazić sobie porażkę grajewian w tym meczu), a Romina Gołdap jakimś sposobem pokona na wyjeździe Sokoła Ostróda. O ile ten ostatni wynik jest mniej prawdopodobny, to już wygrana Warmii jest prawie pewna, a ponieważ ŁKS jedzie w sobotę do wicelidera, to... lepiej zaniechać dalszych rozważań. Panu trenerowi, który przed naszą kamerą oświadczył, że nie patrzy na tabelę, chcielibyśmy tylko uświadomić, że 11 punktów przewagi nad przedostatnim Startem Działdowo, z taką grą, jaką prezentują ostatnio jego piłkarze, wcale nie tak trudno roztrwonić w pozostałych do końca sezonu ośmiu meczach.

Zapraszamy wszystkich, którzy nie mogli śledzić transmisji na żywo, do obejrzenia całego meczu i pomeczowej rozmowy z trenerem, które udostępniamy pod artykułem.

Reklama

ŁKS 1926 Łomża - Finishparkiet Drwęca Nowe Miasto Lubawskie 0:4 (0:1)

Bramki: João Carlos 37 (s), Grzegorz Naczas 48, Arkadiusz Kuciński 58, Paweł Piceluk 70 (k)

ŁKS: Radczenko - Pisiak (69 Prusinowski), Cardoso, Przysowa, Malinowski - Maćkowski, Pomorski, Brzozowski (63 Rydzewski), Sadowski (57 Stankiewicz) - Rodier (78 Kraska), Olesiński

Finishparkiet: Rumiancew - Piceluk, Kostkowski, Olszewski, Dziemidowicz, Naczas, Kuśnierz, Baranowski, Domżalski, Miller, Kuciński

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości