Reklama

Dwa oblicza ŁKS-u na łomżyńskim stadionie [FOTO]

03/06/2017 20:42

Po znakomitej pierwszej połowie i fatalnej drugiej ŁKS 1926 Łomża zremisował spotkanie 32. kolejki III ligi z rezerwami Jagiellonii Białystok. Po przerwie biało-czerwoni sprokurowali aż trzy rzuty karne i kończyli mecz w osłabieniu. W tych okolicznościach remis należy uznać za korzystny wynik, choć trudno za niego chwalić naszych piłkarzy.

Od kilku kolejek ŁKS przyzwyczaił nas do tego, że rozpoczyna swoje mecze odważnie, nastawiony ofensywnie, bez kalkulacji dążąc do zwycięstwa. W meczu przeciwko Jagiellonii było dokładnie tak samo. Ełkaesiacy wyszli na murawę pewni siebie i od razu ruszyli do ataków na bramkę gości.

Pierwsza szansa na pokonanie Krzysztofa Karpieszuka pojawiła się już w 7. minucie, kiedy Daniel Kacprzyk przejął piłkę w środkowej strefie boiska, podciągnął do przodu i podał dokładnie do wbiegającego Michała Tarnowskiego. 17-letni napastnik ŁKS uderzył jednak zbyt łatwo dla bramkarza Jagiellonii, który nie miał problemu z obroną.

Reklama

Kolejne minuty upływały pod dyktando ełkaesiaków i na efekt ich dobrej gry nie trzeba było długo czekać. W 12. minucie lewym skrzydłem przedarł się Rafał Grabowski i wrzucił piłkę w pole karne, gdzie ładnym strzałem głową wykończył akcję Przemysław Olesiński, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie.

Po strzeleniu gola ŁKS nie cofnął się tylko szukał szans na kolejne trafienia. W 30. minucie celnym uderzeniem z dystansu popisał się Grabowski, w 34. minucie podobną próbę zaliczył Tarnowski, a dwie minuty później, po indywidualnej akcji i przedryblowaniu kilku rywali na bramkę Jagiellonii strzelał Marek Kaliszewski. Wszystkie te próby skończyły się podobnie - piłka wylądowała w rękawicach Karpieszuka. Natomiast w 39. minucie Karpieszuk nie miał już nic do powiedzenia po atomowym strzale Damiana Gałązki, który z około 30 metrów bez przyjęcia uderzył piłkę wybitą z pola karnego. Futbolówka otarła się po drodze o jednego z zawodników gości i wpadła do bramki pod poprzeczką. ŁKS prowadził więc już 2:0. Trzy minuty później Gałązka próbował powtórzyć to uderzenie, ale tym razem minimalnie chybił.

Reklama

W pierwszej połowie Jagiellonia nie miała nic do powiedzenia na boisku. Rządził i dzielił tylko ŁKS i kiedy sędzia gwizdnął na przerwę, na stadionie wszyscy spodziewali się w drugiej połowie kolejnych bramek i wysokiego zwycięstwa. Niestety...

Na drugą połowę wyszli ci sami piłkarze, co na początku meczu. Ubrani byli również w te same stroje. Mimo to wydawało się, że to zupełnie inna drużyna i w zupełnie innym meczu. ŁKS zaczął z nieznanych powodów grać nawet nie ostrożnie, ale wręcz bojaźliwie, cofając się coraz głębiej i oddając coraz więcej pola Jagiellonii. Młody zespół z Białegostoku dokładnie tego potrzebował, żeby móc rozwinąć skrzydła. Kiedy dostali więcej miejsca i nie byli już tak zdecydowanie atakowani, piłkarze Jagiellonii ruszyli do ataku.

Reklama

W 57. minucie, po jednej z akcji ofensywnych i dośrodkowaniu w pole karne ŁKS-u, rozległ się gwizdek arbitra. Rzut karny za zagranie ręką. Do jego wykonania podszedł Patryk Klimala, ale przegrał pojedynek z Oliwerem Wienczatkiem! Z boku zauważyliśmy tuż przed strzałem ruch ręką trenera Miłoszewskiego, jakby wskazujący Wienczatkowi jego prawy róg bramki. W tę właśnie stronę rzucił się bramkarz ŁKS-u i obronił karnego!

Sytuacja z 57. minuty powinna obudzić biało-czerwonych i uświadomić im, że 2:0 to wcale nie jest bezpieczny wynik. Wystarczy jakiś karny, potem stały fragment gry i za chwilę może być remis i nerwowa końcówka. W tym momencie jednak nikt nawet w najczarniejszych snach nie wyobrażał sobie, co wydarzy się w przeciągu kolejnych siedmiu minut... Ale po kolei.

Reklama

W 60. minucie na indywidualną akcję zdecydował się niefortunny "strzelec" karnego Klimala, który ograł Kaliszewskiego, a zatrzymany został dopiero w polu karnym przez Gałązkę. Niestety, Gałązka w tej sytuacji faulował, a karą za to był drugi rzut karny w ciągu trzech minut. Jakby tego było mało, sędzia wyciągnął żółty kartonik, a że Gałązka już taki obejrzał w pierwszej połowie za zbyt mocne kontestowanie decyzji arbitra, skończyło się to usunięciem go z boiska. Tak właśnie z bohatera meczu można stać się jego antybohaterem...

Tym razem na uderzenie piłki z 11 metrów zdecydował się Dawid Polkowski, który nie dał Wienczatkowi najmniejszych szans na obronę.

Reklama

Po zdobyciu kontaktowej bramki trener Jagiellonii szybko dokonał podwójnej zmiany, stawiając zdecydowanie na ofensywę. Jagiellonia ruszyła po kolejne trafienia, a ŁKS wciąż nie mógł sobie poradzić sam ze sobą. Trybuny nie mogły w to uwierzyć, ale w 64. minucie po raz kolejny sędzia wskazał na "wapno" w polu karnym ŁKS-u i znowu po zagraniu ręką Melao. Wienczatka sprytnym, technicznym uderzeniem w środek bramki pokonał po raz drugi Polkowski i na tablicy świetlnej mieliśmy już remis 2:2.

Częściowo podsumowując tę sytuację wyglądało to tak: do końca meczu zostało 26. minut plus to, co doliczy sędzia. ŁKS roztrwonił całą swoją przewagę i dodatkowo stracił również jednego zawodnika. Jagiellonia, zagrożona spadkiem z ligi, stawia na zdecydowany atak, aby wywieźć z Łomży komplet punktów, co skończyłoby się wyprzedzeniem w tabeli ŁKS-u. Realne? Oczywiście!

Reklama

Na szczęście w tym momencie ŁKS zdołał się "pozbierać". Cóż, lepiej późno niż wcale. Nagle skończyły się proste błędy w obronie, pojawiła bardziej agresywna gra, przez co posypały się żółte kartki, a do tego biało-czerwoni zaczęli szukać gry z kontry.

W 74. minucie było nawet blisko gola na 3:2 dla gospodarzy. Lewą stroną w pole karne przedarł się z indywidualną akcją Kaliszewski, który z ostrego kąta, zewnętrzną częścią prawej stopy uderzył w stronę bramki. Trafił jednak tylko w słupek... Cztery minuty później to Jagiellonia mogła objąć prowadzenie po strzale Klimali, ale piłkę z linii bramkowej wybili obrońcy.

Reklama

Kolejny kontratak ŁKS wyprowadził w 84. minucie i znów przed szansą stanął bardzo aktywny Kaliszewski. Tym razem próbował zaskoczyć Karpieszuka podobnym strzałem, po jakim piłka wpadła do bramki w meczu z Ruchem, ale bramkarz Jagiellonii był lepiej ustawiony i odbił piłkę na rzut rożny. Ten stały fragment wykonywał jak zwykle Kaliszewski i jak zwykle zrobił to dobrze, a do piłki najwyżej wyskoczył Darius Cibulskas. Litewski obrońca nie trafił jednak czysto i piłka minęła bramkę Karpieszuka.

To był ostatni akcent meczu, który zakończył się remisem, a kibicom pozostawił mieszane uczucia. ŁKS pokazał dwa, zupełnie różne oblicza. Z jednej strony udowodnił, że w lidze nie boi się nikogo i z każdym jest w stanie wygrać. Z drugiej pokazał niezrozumiały brak koncentracji, a może lekceważenie przeciwnika i popełnił serię błędów, które nie powinny się przydarzyć. W konsekwencji, zamiast po wygranym meczu mieć już spokój i pewne utrzymanie, w kolejnym spotkaniu wciąż musi o nie walczyć. A łatwo nie będzie, bo kolejnym rywalem będzie łódzki imiennik, który wciąż walczy o awans do II ligi.

Reklama

Po meczu trener Mateusz Miłoszewski nie miał zadowolonej miny.

- Uczulaliśmy siebie w przerwie bardzo na to, że mamy 2:0 i z takim młodym zespołem trzeba koniecznie poszukać trzeciej bramki i wtedy emocje by całkowicie opadły. W pierwszej połowie całkowita nasza dominacja, mogliśmy to jeszcze wyżej zakończyć, a w drugiej, to nawet jak się daliśmy zepchnąć... Takie błędy, to są po prostu niedopuszczalne na żadnym poziomie. Podaliśmy im dwie ręce i wyciągnęliśmy ich z tego meczu z dołka i szkoda tego, bo powinniśmy to spokojnie dociągnąć, wygrać i się cieszyć - stwierdził po spotkaniu opiekun biało-czerwonych.

Reklama

Kolejne spotkanie ligowe ełkaesiacy rozegrają 9 czerwca w Łodzi z tamtejszym ŁKS-em. Wcześniej jednak, bo 7 czerwca, nasi piłkarze powalczą w Grajewie w finale Okręgowego Pucharu Polski. Trzeba dodać, że mimo iż jest to wbrew regulaminowi rozgrywek, Łódzki Związek Piłki Nożnej prowadzący w tym sezonie rozgrywki I grupy III ligi zgodził się na zmianę terminu meczu z pierwotnego 10 czerwca na 9 czerwca. Jest to sprzeczne z zasadą, że w dwóch ostatnich kolejkach sezonu wszystkie mecze rozgrywane są w jednakowym terminie, a także z wymogiem upłynięcia minimum 48 godzin od zakończenia poprzedniego meczu do rozpoczęcia kolejnego. Protesty ŁKS-u 1926 Łomża nie zostały jednak uwzględnione. Nie pomogła także interwencja Podlaskiego Związku Piłki Nożnej.

ŁKS 1926 Łomża - Jagiellonia II Białystok 2:2 (2:0)

Reklama

Bramki: Olesiński 12, Gałązka 39 - Polkowski 61 (k), 64 (k)

ŁKS: Wienczatek - Gałązka, Melao, Cibulskas, Kaliszewski - Olesiński (65 Wasiulewski), Baranowski, Kacprzyk (66 Rydzewski), Grabowski (90 Świderski) - Tarnowski, Drażba (85 Sadowski)

Jagiellonia II: Karpieszuk - Giełażyn, Kiczuk, Olszewski, Klimala, Mystkowski, Pajnowski, Straus, Polkowski, Wołczyński, Tabor

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości