Kto nie marzył o szybkim i łatwym zarobku? Wystarczy jedno kliknięcie, jeden telefon, by w kilka chwil zmienić swoje życie na lepsze. No, chyba że na gorsze – wtedy zmienia się nie tylko życie, ale też saldo na koncie. Tak właśnie przydarzyło się mieszkańcowi Łomży, który zamiast stać się bogatszym, postanowił nieco "odchudzić" swój portfel o ponad 10 tysięcy złotych.
Historia zaczęła się niewinnie – internetowa oferta inwestycji w znaną polską firmę. Bo kto by nie zaufał tak poważnej propozycji? Skuszony obietnicą łatwego zarobku, 70-latek z Łomży zadzwonił pod podany numer telefonu. Odbiera mężczyzna – miły głos, uprzejmy ton, ale z delikatnym wschodnim akcentem. I tu powinna zapalić się czerwona lampka. Ale kto by się przejmował, składając zamówienie na swoje wymarzone bogactwo?
Rozmówca szybko przeszedł do rzeczy. Gdy senior przyznał, że nie ma 1000 złotych na podorędziu, oszust okazał się elastyczny i zaproponował mniejszą kwotę. 70-latek, zrozumiała rzecz, podał kod BLIK, bo w końcu co może pójść nie tak?
Ale to był dopiero początek przygód. Nasz bohater, niczym prawdziwy menedżer finansowy, instalował kolejne aplikacje, posłusznie klikał "dalej" i "zatwierdź", tak jak pan z miłym akcentem mu doradził. W pewnym momencie senior zapytał o pochodzenie akcentu rozmówcy. Ten wyjaśnił, że mieszka w Białymstoku. No tak, ktoś, kto mieszka w Białymstoku, przecież nie może być oszustem.
Oszust zasugerował seniorowi, aby nikomu nie mówił o ich rozmowie. Senior zakończył rozmowę, ale szkoda, że nie zrobił tego wcześniej.
Gdy mieszkaniec Łomży odwiedził bank, jego uśmiech zgasł szybciej niż ekran jego smartfona. Zamiast widoku oszczędności – pusto. Konta wyczyszczone, a 10 tysięcy złotych zniknęło szybciej niż reklamy „szybki zysk” na Facebooku.
Morał?
Internet to dziki zachód, choć czasem ze wschodnim akcentem. Nie klikaj, nie instaluj, nie podawaj BLIK-a, bo nie wszyscy z Białegostoku chcą "dla ciebie" dobrze.