Grad goli, festiwal strzelecki, to pierwsze określenia przychodzące na myśl, by opisać to, co działo się w środowe popołudnie na łomżyńskim stadionie miejskim. Ci, którzy postanowili spędzić ten czas oglądając zmagania piłkarzy ŁKS-u, w końcu, po długim czasie posuchy, mogli być usatysfakcjonowani. Warto było przyjść i obejrzeć dziewięć goli i zwycięstwo naszych!
Po pierwszym zrywie ŁKS-u, który już w pierwszych minutach przeprowadził składną akcję ofensywną, do głosu doszli goście, którzy początek meczu mogą uznać za udany. Z jednym zastrzeżeniem. Choć w początkowym kwadransie mieli nieco przewagi optycznej, to nie potafili stworzyć realnego zagrożenia pod bramką Piotra Lipki. Brakowało im dokładnego podania i celnego strzału, przez co nie dali szansy naszemu bramkarzowi na wykazanie się umiejętnościami.
W 15. minucie przed pierwszą znakomitą okazją stanął Rafał Maćkowski, a jego soczyste uderzenie mogło przynieść ŁKS-owi prowadzenie w meczu. Niestety, "Rambo" uderzył minimalnie niecelnie, a piłka tylko otarła się o spojenie słupka z poprzeczką. Był to pierwszy sygnał dla biało-czerwonych do ataku i na gola nie musieliśmy już długo czekać. Już dwie minuty później, po faulu z lewej strony pola karnego gości rzut wolny wykonywał Krystian Pomorski. Popisał się znakomitym dośrodkowaniem, które uderzeniem głową wykorzystał Joao Carlos Cardoso czym rozpoczął, jak się później okazało ostre strzelanie!
W 19. minucie szansę na wyrównanie mieli goście, ale Łukaszowi Sklarzewskiemu, po podaniu Rafała Niedźwieckiego, za daleko odskoczyła piłka i jako pierwszy zdążył do niej Lipka.
24. minuta przyniosła nam drugiego gola dla biało-czerwonych. Po wrzucie z autu na wysokości pola karnego gości piłka trafiła do Alexa Rodiera. Przy biernej postawie obrońców Płomienia, napastnik w dziecinny sposób ograł bramkarza przyjezdnych przerzucając nad nim piłkę. Futbolówka trafiła jeszcze w poprzeczkę i Amerykanin dosłownie "wjechał" z nią do bramki.
Wydawało się, że mecz już został na tyle ustawiony, iż nic złego naszej drużynie stać się nie powinno. Po strzeleniu dwóch goli ełkaesiacy przejęli inicjatywę i kwestią czasu wydawały się kolejne bramki. Tymczasem w 29. minuce niefrasobliwą postawą w polu karnym "popisał się" jeden z łomżyńskich obrońców, który zupełnie niepotrzebnie sfaulował we własnym polu karnym zawodnika gości. Jedenastkę na gola bardzo pewnym strzałem w środek bramki zamienił Patryk Gondek i zaczęła się nerwówka. ŁKS jakby nieco stracił rezon, a Płomień zwitrzył szansę na odrobienie strat. Na szczęście jednak nic takiego się nie wydarzyło i na przerwę piłkarze zeszli przy stanie 2:1.
Drugą połowę biało-czerwoni rozpoczęli w sposób, o jakim mogli tylko marzyć. W 51. minucie fatalny błąd popełnił obrońca Płomienia Sevak Safaryan, który podając piłkę do swojego bramkarza uczynił to zbyt lekko. Do futbolówki dopadł Rodier, dla którego pokonanie Olivera Konopko w sytuacji sam na sam okazało się czystą formalnością. Można więc powiedzieć, że w drugą część meczu ŁKS wszedł z wynikiem 3:1 i trzeba było już tylko spokojnie kontrolować wydarzenia na boisku.
Kontrola ta nie ograniczała się jednak wyłącznie do pilnowania dostępu do własnej bramki, co zresztą naszym piłkarzom, oprócz błędu z 29. minuty, wychodziło całkiem dobrze. Najwyraźniej podopieczni trenera Miłoszewskiego "poczuli krew" i stwierdzili, że w tym meczu mogą pokusić się o okazały wynik. Jak się wkrótce okazało, mieli rację, bo już w 56. minucie, za sprawą Michała Sadowskiego zrobiło nam się 4:1.
Mimo wysokiego prowadzenia ŁKS wciąż grał do przodu, a w dodatku wkradło się w poczynania naszych piłkarzy nieco nonszalancji. Małe rozluźnienie w tyłach mogło się zemścić w 59. minucie, ale mocne uderzenie z dystansu, zresztą chyba pierwsze celne, nie licząc karnego, odbił Lipka.
W 65. minucie, wprowadzony kilka chwil wcześniej Przemysław Olesiński mógł podwyższyć na 5:1, ale dorą interwencją po jego strzale wykazał się Konopko, który odbił piłkę na słupek. "Co się odwlecze, to nie uciecze" - mówi stare porzekadło, które i tym razem się sprawdziło. 70. minuta przyniosła nam kolejną zmianę wyniku, a autorem bramki okazał się tym razem rozgrywający dobre zawody Rafał Maćkowski.
Po strzeleniu piątego gola wspomniane wcześniej rozluźnienie jeszcze mocniej wkradło się w szeregi biało-czerwonych, którzy zaczęli popełniać najpierw drobne niedokładności, a później coraz większe błędy w obronie. Wykorzystali to w 84. minucie przyjezdni, którzy po uderzeniu najlepszego swojego strzelca Kamila Jackiewicza zmniejszyli rozmiary porażki do 5:2.
Na szczęście ŁKS był tego dnia skuteczny do bólu i zaledwie trzech minut potrzebowali podopieczni trenera Miłoszewskiego na odpowiedź. Udzielił jej Maćkowski, który po podaniu Pomorskiego pokonał po raz drugi bramkarza gości, który już po raz szósty w tym spotkaniu musiał wyciągać piłkę z bramki.
W końcówce meczu nie popisał się prowazący w miarę dobrze do tego momentu zawody sędzia. Jakim sposobem zobaczył on faul w polu karnym ŁKS-u, to tylko on sam wie. A właściwie inaczej. Faul rzeczywiście był tyle, że faulowanym był zawodnik ŁKS-u, a faulującym piłkarz Płomienia. Sędziemu najwyraźniej nie zrobiło to różnicy, bo podyktował rzut karny dla przyjezdnych, który po raz drugi w tym meczu wykorzystał Gondek. Choć nie miało to wpływu na wygraną w meczu, a jedynie nieco "skorygowało" wynik, to jednak niesmak pozostał...
Na koniec warto podkreślić kolejny dobry występ Alberta Rydzewskiego, który choć gola nie strzelił, to wykonał nieocenioną "czarną robotę" rządząc i dzieląc w środku pola.
Po spotkaniu trener naszych piłkarzy był zadowolony ze skuteczności, której dotychczas brakowało, ale nie powstrzymał też kilku krytycznych uwag pod adresem swoich obrońców. Wypowiedzi trenera i całe spotkanie możecie obejrzeć w retransmisji, przy czym przepraszamy za problemy techniczne w pierwszej połowie spotkania. Na szczęście w drugiej transmisja przebiegała już płynnie, a właśnie po przerwie na boisku działo się najwięcej.
Środowe zwycięstwo wywindowało ŁKS o dwa miejsca w górę tabeli i obecnie biało-czerwoni zajmują 9. miejsce, do ósmej Olimpii Olsztynek tracąc... zero punktów. Pozostałe do końca sezonu trzy spotkania należy więc już spokojnie rozegrać i zebrać kolejne punkty, a skupić się można na finale Okręgowego Pucharu Polski, w którym nasi piłkarze zmierzą się z Jagiellonią II Białystok.
ŁKS 1926 Łomża - Płomień Ełk - 6:3 (2:1)
Bramki: Cardoso 17, Rodier 24, 51, Sadowski 56, Maćkowski 70, 87 - Gondek 29, Jackiewicz 84, 90 (k)
ŁKS: Lipka - Stankiewicz, Cardoso, Przysowa, Malinowski, Pomorski, Maćkowski, Prusinowski (58 Olesiński), Sadowski (62 Kraska), Rydzewski (67 Świderski), Rodier (72 Kamiński)
Płomień: Konopko - Wierzbicki, Pomian, Safaryan, Sklarzewski, Niedźwiecki, Finfando, Gondek, Waszkiewicz, Ciunczyk, Jackiewicz