- Jak nie możesz wygrać, to chociaż nie przegraj... - taką sentencję wygłosił trener Mateusz Miłoszewski po sobotnim meczu z Huraganem Morąg zremisowanym 1:1. Choć wynik nie jest najgorszy, to jednak z gry naszych piłkarzy trudno być zadowolonym. Oni sami przynajmniej zadowoleni nie byli...
Najwidoczniej naszym piłkarzom przytrafił się słabszy dzień, bo trudno inaczej wytłumaczyć ich grę w sobotnim meczu z Huraganem Morąg. I raczej nie tlumaczy tego fakt, że przyjezdni grali naprawdę nieźle, spychając naszych do głębokiej defensywy. Bo można zagrać defensywnie licząc na kontry, co jak stwierdził opiekun biało-czerwonych było planem na to spotkanie, ale trzeba przy tym te kontry wykorzystać. Tymczasem ŁKS-owi udało się to tylko raz, a oprócz tego na murawie stadionu oglądaliśmy festiwal niecelnych zagrań, strat piłki, przegranych pojedynków i braku skuteczności pod bramką przeciwnika. To wszystko niestety w wykonaniu piłkarzy ŁKS-u.
Mecz rozpoczęli z dużym animuszem przyjezdni, którzy od pierwszej minuty zepchnęli biało-czerwonych do obrony i długimi minutami nie wypuszczali ich z własnej połowy boiska. Taki napór trwał aż do 30 minuty, kiedy w końcy zaczął słabnąć i do głosu zaczęli stopniowo dochodzić również ełkaesiacy. Pierwszy groźny strzał na bramkę Mateusza Imianowskiego oddał dopiero w 32. minucie Łukasz Zaniewski. Strzał napastnika ŁKS-u z 16. metra był bardzo groźny i piłka zmierzała po nim niemal w okienko bramki gości, ale ich golkiper popisał się przy nim znakomitą interwencją.
Do przerwy sytuacja już nie uległa zmianie i z takim wynikiem drużyny zeszły do szatni.
Druga połowa nie odbiegała zbytnio przebiegiem od pierwszej. W dalszym ciągu to Huragan miał przewagę w polu i przeprowadzał groźne ataki. Goście nie potrafili jednak zamienić tej przewagi na gole. Dość nieoczekiwanie w 55. minucie padł gol dla gospodarzy. Po ładnej akcji i mocnym strzale Zaniewskiego, obronionym przez bramkarza przyjezdnych, celną dobitką popisał się Przemysław Olesiński i nasi piłkarze objęli prowadzenie.
Natomiast w 72. minucie to piłkarze z Morąga cieszyli się z wyrównania po dość szczęśliwym trafieniu Daniela Chilińskiego, który dośrodkował piłkę w pole karne ŁKS-u, a Oliwer Wienczatek zmylony przez wbiegającego w pole bramkowe na to dośrodkowanie Radosława Lenarta spóźnił się z interwencją, przez co musiał wyciągać piłkę z siatki.
Huragan próbował strzelić zwycięskiego gola do końca meczu, a ŁKS dalej trzymał sie swojej gry z kontry. Piłkarzom obu drużyn zabrakło jednak skuteczności i mecz zakończył się remisem 1:1.
Po sobotnim meczu obie drużyny wciąż mają tyle samo punktów - po 26, Jedyną różnicą jest to, że zamieniły się miejscami w tabeli. Teraz to Huragan jest czwarty, a ŁKS piąty. Podział punktów w Łomży spowodował natomiast, że uciekła nieco pierwsza trójka ligi i obecnie do trzeciegi i drugiego miejsca nasi piłkarze tracą już cztery punkty. Poza zasięgiem natomiast, póki co, wydaje się liderująca Olimpa Elbląg, która wygrała w sobotę w Korszach 11:0 i z 33 punktami oraz imponującym bilansem bramek 45 - 2 pewnie prowadzi w lidze.
Za tydzień ŁKS poszuka punktów w Szczuczynie i miejmy nadzieję, że piłkarze wrócą do Łomży z kompletem.
ŁKS 1926 - Huragan Morąg 1:1 (0:0)
Bramki: Olesiński 55" - Chiliński 72"
ŁKS: Wienczatek - Maćkowski, Pisiak, Melao, Przysowa, Malinowski, Olesiński, Rydzewski, Świderski, Sadowski (Brzozowski 67"), Zaniewski (Gałązka 67")
Huragan: Imianowski - Lipka, Szawara, Przybylski, Galik, Chiliński, Mlonek, Biedrzycki, Stefanowicz, Zajączkowski, Podhorodecki