Reklama

Juniorzy ŁKS-u bez punktów z KSZO [FOTO]

30/04/2015 16:42

Jak to zrobić, żeby przegrać mecz z dużo słabszym rywalem? Trzeba zapytać juniorów ŁKS-u, którzy dziś dokonali tej sztuki. Choć przez większość meczu grali w dziesięciu, to i tak prezentowali się lepiej niż przyjezdni z Ostrowa Świętokrzyskiego. Ale to goście strzelili jedynego gola w tym spotkaniu.

ŁKS zaczął spotkanie od mocnego uderzenia. Już w czwartej minucie powinni objąć prowadzenie po indywidualnej akcji Marcina Świderskiego, który wbiegł w pole karne i pomimo przeszkadzającego mu obrońcy i wychodzącego bramkarza zdołał oddać strzał na bramkę. Niestety, futbolówka minimalnie minęła słupek i gola nie było. Był za to bardzo obiecujący początek.

Młody zespół KSZO najwyraźniej przyjechał do Łomży z jedną myślą: nie stracić gola. I ten zamysł konsekwentnie realizował. Goście grali cofnięci na własną połowę i liczyli tylko na kontry lub stałe fragmenty. I właśnie rzut wolny z lewej strony przyniósł im jedyne trafienie w tym spotkaniu. W 31. minucie bezpośrednim, zresztą bardzo dobrym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Mateusz Madej. Piłka kopnięta nad murem spadła z kozłem tuż przy słupku i choć Adrian Jędraszczak zdołał ją odbić, to pomimo tej interwencji przekroczyła linię bramkową.

Reklama

Zdobyty gol utwierdził tylko przyjezdnych w słuszności obranej na ten mecz taktyki i gra wyglądał tak, że ŁKS wciąż ponawiał ataki, a KSZO broniło się całym zespołem.

Gdyby tak wyglądało całe spotkanie, to zapewne w końcu biało-czerwoni (choć dziś grający w czarnych koszulkach) w końcu zdołaliby wyrównać, a może nawet pokusić się o wygraną. Niestety dała o sobie znać młodość i brak doświadczenia. Kilka minut po stracie gola ŁKS stracił też zawodnika. Hubert Boroń, który miał już na koncie żółtą kartkę niebezpiecznie sfaulował rywala i sędzia pokazał mu drugi taki kartonik, co skutkowało również czerwonym oraz usunięciem zawodnika z boiska.

Reklama

Do końca pierwszej połowy ŁKS dograł już bez takiego animuszu jak wcześniej, a w przerwie niezbędnych korekt dokonał trener Mateusz Miłoszewski, który przeszedł w drugiej połowie na grę trzema obrońcami.

W drugiej połowie ełkaesiacy, choć grający bez jednego zawodnika, wciąż prezentowali się lepiej niż piłkarze z Ostrowca, którzy woleli za bardzo nie wyściubiać nosa z własnej połowy, a jeśli mieli okazję do szybkiego ataku, robili to dwoma, góra trzema zawodnikami, nie stwarzając przy tym zagrożenia. Niestety ŁKS również nie był w stanie zbyt poważnie zagrozić bramce przyjezdnych, którzy bardzo uważnie pilnowali się w defensywie. Mając przy tym jednego zawodnika więcej, nie mieli problemu z dokładnym kryciem rywali.

Reklama

Choć ŁKS do końca atakował, to nie przyniosło to efektu w postaci gola. W doliczonym czasie za to jeszcze jeden z podopiecznych trenera Miłoszewskiego obejrzał czerwony kartonik. Tym razem, za głupotę, bo inaczej nie da się tego nazwać, ukarany został Artur Bajor, którzy mając już na koncie żółtą kartkę przeszkodził w wykonaniu rzutu wolnego na środku boiska. Ponieważ działo się to już w doliczonym czasie gry, ŁKS przez ostanią minutę grając w dziewięciu nie podszedł już nawet w pobliże bramki gości.

Trzeba w tym miejscu koniecznie wspomnieć kilka słów o pracy sędziego w dzisiejszym spotkaniu, której nie da się w pełni opisać kulturalnymi słowami. Najdelikatniej można ją określi jako skandaliczną. Sędzia widział przewinienia tylko jednej drużyny i tylko jej zawodnicy oglądali pokazywane przez niego kartki.

Reklama

- Sędzia nie był słaby, był po prostu stronniczy, bo widział przewinienia tylko jednej drużyny, a takich samych w wykonaniu zawodników drugiej już nie - nie krył złości trener Miłoszewski.

Jak się okazuje, sędziowie przyjechali do Łomży z Puław. Tymczasem Wisła Puławy, przed tą kolejką, za sprawą wygranej ŁKS-u w Elblągu, spadła na ostatnie miejsce w tabeli Centralnej Ligi Juniorów. Sędzia mógł mieć swój interes w tym, by ŁKS nie odskoczył za bardzo drużynie z jego miasta i nie powinien zostać wyznaczony do tego meczu.

Reklama

- Jeżeli widać po pierwszych minutach że zespół przeciwny broni się i jest słabszy, to nie można sobie robić czerwonej kartki i osłabiać się. Mówimy sobie, że ich jedyna broń to są rzuty wolne, omawiamy to i później głupio faulujemy  i z głupiego faulu strzelają nam bramkę. Miejmy nadzieję, że chłopcy na przyszłość wyciągną wnioski i w przyszłości w swojej karierze czy przygodzie z piłką takich głupot nie będą robić - podsumował występ swoich podopiecznych trener Miłoszewski.

Dzisiejszy mecz ŁKS-u z KSZO był jedynym spotkaniem 26. kolejki. Pozostałe rozegrane zostaną w trakcie długiego weekendu. Dlatego dzisiejsza przegrana nie przyniosła jeszcze przesunięcia biało-czerwonych na dno tabeli. Czy to się stanie zależy od wyniku meczu Wisły Puławy ze Stalą Rzeszów, który rozegrany zostanie w piątek 1 maja.

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości