Przez ostatnie dni oczy wszystkich były zwrócone na łomżyńskie przejazdy kolejowe. Po głośnym incydencie z autobusem MPK na ul. Pileckiego przetoczyła się fala dyskusji o błędach kierowców i brawurze. Kolejarze chętnie pouczali o przepisach, ale dzisiejszy poranek pokazał, że „czynnik ludzki” potrafi zawieść również po drugiej stronie barykady. I to w samych strukturach PKP.
Dziś rano w Łomży doszło do poważnej pomyłki dyżurnego ruchu, która uziemiła pasażerów pociągu PKP Intercity IC „Omulew” relacji Białystok – Olsztyn Główny. Prawidłowo skład powinien opuścić peron o godzinie 6:13. Zamiast tego podróżni zaliczyli przymusowy, blisko godzinny postój i ostatecznie ruszyli w trasę dopiero po godzinie 7:00.
Co właściwie się stało? Zamiast na właściwy tor przy peronie, skąd pasażerowie mogliby bezpiecznie i zgodnie z planem wsiąść do wagonów przed 6:13, skład Intercity został skierowany na tor boczny, który nie graniczy z żadną krawędzią peronową. Pociąg wjechał więc w miejsce, z którego ewidentnie nie dało się obsłużyć podróżnych.
Żeby naprawić ten błąd, konieczne było przeprowadzenie skomplikowanych i czasochłonnych manewrów na stacji. Skład musiał się wycofać i ponownie wjechać na właściwy tor. Przez tę techniczną pomyłkę pociąg odjechał z Łomży z blisko godzinnym opóźnieniem względem rozkładu.
O komentarz w tej sprawie poprosiliśmy rzecznika prasowego PKP Intercity S.A., Michała Wrzoska. W rozmowie telefonicznej z naszą redakcją rzecznik potwierdził incydent, uspokajając jednocześnie, że sytuacja nie niosła za sobą zagrożenia dla życia czy zdrowia pasażerów.
- O niebezpieczeństwie nie ma mowy, nastąpiło po prostu opóźnienie tego pociągu z tego tytułu. To się stało w okolicach godziny 7:00 rano – wyjaśnia rzecznik Michał Wrzosek. – Skierowanie na tor odbywa się cały czas poprzez dyżurnego ruchu. Nawet jeżeli dyżurny jest w jakiejś oddalonej części. Zdalnie takie rzeczy się odbywają.
Techniczne zarządzanie rozjazdami i sygnalizacją świetlną w Łomży opiera się na nowoczesnym, zdalnym systemie komputerowym, powiązanym z regionalnym ośrodkiem sterowania PKP PLK (najbliższy znajduje się w Białymstoku). Choć wszystko jest skomputeryzowane, na końcu tego łańcucha wciąż siedzi człowiek – czyli dyżurny ruchu, który fizycznie zatwierdza trasę pociągu. Tym razem po prostu kliknął nie ten tor, co trzeba.
Dzisiejsza wpadka PKP idealnie wpisuje się w trudne początki powrotu kolei do Łomży po 33 latach przerwy. Kilka dni temu opinia publiczna grzmiała na kierowcę autobusu MPK, który utknął na przejeździe przy ul. Pileckiego. Wtedy miejska spółka w oficjalnym oświadczeniu ostro broniła pracownika, wskazując na chaos w oznakowaniu przejazdu, niedziałającą w porę sygnalizację oraz nagłą zmianę znaków przez kolej już po samym incydencie.
Dzisiejsze wydarzenie z pociągiem IC „Omulew” pokazuje, że nowej rzeczywistości kolejowej w mieście wciąż uczą się wszyscy. Nie tylko łomżyńscy kierowcy, którzy muszą na nowo wyrobić w sobie nawyk patrzenia na tory, ale również sami pracownicy kolei obsługujący tutejszą infrastrukturę. Pozostaje mieć nadzieję, że limit porannych pomyłek na łomżyńskiej stacji został już wyczerpany.