Reklama

Festiwal opóźnień na torach. Obwodnica Konarzyc postoi zamknięta dłużej

Wielki powrót kolei do Łomży po 33 latach rodzi się w ogromnych bólach. Kierowcy, którzy liczyli na to, że wraz z początkiem wakacji ruch w okolicach miasta wróci do normy, muszą uzbroić się w kolejną porcję cierpliwości. Obwodnica Konarzyc jest zablokowana już od dwóch miesięcy, a z naszych najnowszych ustaleń wynika, że utrudnienia potrwają jeszcze blisko trzy tygodnie. To kolejna poważna obsuwa terminów związana z modernizacją przejazdów kolejowych w regionie.

Niespodzianki pod ziemią i wadliwe materiały. Dlaczego Konarzyce wciąż stoją?

Przypomnijmy: wykonawca modernizacji linii kolejowej nr 49 Łomża – Śniadowo wszedł na przejazd przecinający drogę wojewódzką nr 677 (obwodnicę Konarzyc) w połowie maja. Przedstawiciele PKP PLK deklarowali wówczas, że twardą, graniczną datą zakończenia prac jest 30 czerwca.

Termin minął, mamy połowę lipca, a na przejeździe wciąż zamiast samochodów hula wiatr i pracuje ciężki sprzęt. Oficjalny objazd wytyczony przez same Konarzyce jest mocno przeciążony.

Zapytaliśmy u źródła, z czego wynika tak duże opóźnienie i kiedy kierowcy wreszcie pojadą nową nawierzchnią. Kolejarze tłumaczą się niespodziewanymi problemami inżynieryjnymi.

Reklama

- Obecnie wykonawca deklaruje zakończenie prac na przejeździe do końca lipca. W trakcie realizacji inwestycji ujawniono wcześniej niezidentyfikowane kolizje infrastrukturalne, których wystąpienie wymagało wprowadzenia niezbędnych korekt projektowych. Dodatkowo, wcześniej dostarczone studnie odwodnieniowe trzeba było odesłać producentowi do poprawy, aby dopasować je do warunków panujących na miejscu. W konsekwencji zaistniała konieczność aktualizacji harmonogramu oraz odpowiedniego dostosowania terminu zakończenia robót – wyjaśnia Tomasz Łotowski z zespołu prasowego PKP Polskie Linie Kolejowe S.A.

W praktyce oznacza to, że na otwarcie obwodnicy Konarzyc poczekamy co najmniej do przełomu lipca i sierpnia.

Reklama

Cała logistyka wokół łomżyńskich przejazdów kolejowych przypomina obecnie podwórkowe domino – przesunięcie prac w jednym miejscu natychmiast wywołuje paraliż i zmianę planów w innym.

Najlepszym tego dowodem był zwrot akcji, do którego doszło na początku lipca na ulicy Poznańskiej. Tam otwarcie przejazdu odwołano rzutem na taśmę, dosłownie w przeddzień planowanego puszczenia ruchu. Powodem była nagła usterka – inspekcja techniczna wykryła kolizję instalacji odpływowych, co uniemożliwiło odbiór nowego chodnika. Efekt? Poznańska zaliczyła około dwutygodniowy poślizg, a autobusy MPK linii nr 2, 4, 12 oraz 18 utknęły na uciążliwych objazdach.

Reklama

Obsuwa na Poznańskiej uderzyła rykoszetem w mieszkańców osiedla Kraska. Planowany na 7 lipca kapitalny remont zmasakrowanego przejazdu na ulicy Strusiej musiał zostać zawieszony na kołku. Logika wygrała tu z pierwotnym harmonogramem – kolejarze nie mogli zamknąć Strusiej, dopóki całkowicie drożna nie będzie ulica Poznańska, bo doprowadziłoby to do całkowitego odcięcia tej części miasta od świata. W efekcie na Strusiej kierowcy wciąż niszczą zawieszenia na krzywych, betonowych płytach i nikt nie potrafi precyzyjnie wskazać, kiedy robotnicy w ogóle wejdą tam na plac budowy.

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo myLomza.pl




Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości