Miało zacząć się punktualnie o 19:00, ale lipcowa pogoda – a był to dokładnie 11 lipca – miała swój własny plan na ten wieczór. Nad Starym Rynkiem przeszła konkretna ulewa, przez co cała impreza zaliczyła jakieś 40 minut obsuwy. Gdyby to był zwykły koncert, połowa ludzi pewnie rozeszłaby się do domów. Ale na Łomżyńską Noc Kabaretową przyszło twarde jądro lokalnej publiczności – w najgorętszym momencie pod parasolami stało około 300 osób. I nikt nie zamierzał odpuszczać.
Zaczęło się około 19:40. Na scenie pojawili się najpierw chłopaki z Kabaretu Trzecia Strona Medalu a na koniec Formacja Chatelet, ale prawdziwym testem bojowym dla pogody okazał się występ Marcina Dańca.
Daniec wszedł na scenę i od razu skasował dystans. Zamiast rzucać tylko sztywne, wyuczone skecze, zaczął po prostu gadać z ludźmi stojącymi w deszczu. Pierwsze, co rzuciło się w oczy, to jego autentyczny podziw dla uporu łomżyniaków. „Najpiękniejsze jest to, że nikt nie ucik” – rzucił ze sceny, patrząc na moknący tłum.
Dla Dańca Stary Rynek stał się na tę jedną chwilę pępkiem świata. Nazwał Łomżę „środkiem Europy” i co chwilę pieszczotliwie mówił o niej „Łomżuniunia”.
Trzeba przyznać, że artyści nie mieli tego wieczoru taryfy ulgowej, bo deszcz zacinał prosto na scenę. Daniec nie ukrywał zresztą, że schodzi ze scany kompletnie przemoczony. Pokazując na swój strój, rzucił do publiki:.” Najlepsza marynarka, jaką mam”.
Mimo chłodu i wilgoci publiczność reagowała bardzo żywo. Tradycyjne Daniecologiczne żarty o lekarzach i salowych chowających koperty , czy złośliwości pod adresem PSL-u i Lewicy niosły się po rynku przy głośnym śmiechu widowni.
Na sam koniec, żegnając się z tym, co sam nazwał „najcudowniejszą deszczową widownią”, a prowadzącego imprezę konferansjera Macina Grodzkiego - King Kongiem. Satyryk zostawił Łomżę z dość specyficznym, słodko-gorzkim przesłaniem:
- Łomżuniu, na pożegnanie wam chcę powiedzieć, że nie wiem, kiedy będzie lepiej, ale proszę was, pomódlcie się, żeby się nie okazało, że lepiej to już było.
Pozostaje mieć nadzieję, że artysta jednak się myli i kolejna edycja nocy kabaretowej w Łomży będzie jeszcze lepsza – najlepiej już bez przymusowego prysznica z nieba.